wtorek, 28 kwietnia 2020

Rozdział 4


Wbiegłam do pokoju wspólnego, czując jak moje policzki płoną. Wraz z jego przybyciem do głowy wróciły wszystkie wspomnienia z nim związane, które udało mi się już wypchnąć z głowy. Opadłam na fotel, wzdychając ciężko.
„Rozmawiałaś z nim” usłyszałam głoś Ginny, która siedziała naprzeciwko mnie.
„Tak. Chciałam dać mu do zrozumienia, że nie szukam związku”
„Głupia jesteś. Taki facet czmychnie Ci spod nosa” westchnęła.
„Ginny. Jeśli będę miała z kimś być, to nie uważasz, że to poczuje?” spytałam, przyglądając się jej.
„No tak rozumiem. W końcu trafi się ten Pan idealny, jestem pewna. A teraz możesz iść sprawdzić swój salon bo podobno już jest gotowy”
Uśmiechając się do niej, wstałam i ruszyłam w stronę swojego pokoju. Gdy weszłam do salonu zobaczyłam odcienie złota i srebra, co idealnie łączyło Slytherin i Gryffindor. Malfoy siedział na kanapie, ze szklanką brunatnego napoju w dłoni i wpatrywał się w ogień trzaskający w kominku.  Usiadłam niedaleko niego, obejmując się ramionami.
„O co chodzi z tym nowym profesorkiem?” spytał.
„A co Cię to obchodzi?” warknęłam.
„Hermiona, proszę rozmawiaj ze mną. Nie chce dla ciebie źle” westchnął.
„Byliśmy kiedyś razem, ale okazał się dupkiem, bardzo długo się tłumaczył, przepraszał, więc mu wybaczyłam. Potem on skończył szkołę i kontakt się urwał. Każde z nas ruszyło w swoją stronę, ale nie mam do niego żadnych wyrzutów. Jest kochanym i miłym chłopakiem. Ale już nic do niego nie czuje. W ogóle wydaje mi się, że tak ogólnie nic nie czuje” odparłam, zasłaniając twarz dłońmi.
„Ej, spokojnie” usłyszałam jego cichy głos i poczułam jak niepewnie kładzie dłoń na moje ramie.
„Od śmierci Fred’a czuje się jak gówno. Nie ma we mnie nic poza smutkiem i wściekłością. A tak bardzo chciałabym już tego nie czuć. Chciałabym w ogóle nic nie czuć” załkałam, czując łzy wypływające na moje policzki.
„Hermiona” westchnął Draco i przytulił mnie do siebie.
Potrzebowałam wtulenia się w czyjeś silne ramiona i o dziwo znajdując się w ramionach Draco, poczułam się niesamowicie bezpieczna. Wtuliłam się w niego, próbując powstrzymać wylewające się łzy. Wydaje mi się, że właśnie wtedy, w tamtym momencie coś we mnie pękło.
„Nie płacz, proszę” mówił spokojnie, gładząc mnie po plecach dłonią. 
„Przepraszam, że Ci o tym opowiadam. Ciebie pewnie to w ogóle nie obchodzi, a ja gadam jak najęta”
„Kiedy leży nam coś na sercu musimy to z siebie wyrzucić, musimy się wygadać” odparł uspakajając mnie „A teraz spójrz na mnie”
Podniosłam oczy, a on uśmiechnął się do mnie delikatnie, a jego niebieskie oczy były wpatrzone prosto we mnie.
„Jesteś piękną, mądrą i dobrą kobietą, ale jestem pewny, że cierpisz. Nie mogę powiedzieć, że wiem co czujesz, bo tak nie jest. Ale zapewniam Cię, że po każdej burzy pojawia się słońce. I może na razie nie widzisz nadziei, ale ona gdzieś tam jest”
„Czuje się jakbym już nigdy miała nie być szczęśliwa. Jakby wraz z nim odeszło wszystko, co było we mnie i jestem pusta w środku” powiedziałam, próbując oddychać.
„Nie jesteś. Po prostu cierpisz. Jeśli będziesz potrzebować się wygadać, ramienia do którego mogłabyś się wypłakać, albo po prostu kogoś kto będzie siedział obok to jestem tutaj dla ciebie” uśmiechnął się.
Patrzyliśmy sobie prosto w oczy i wtedy on nachylił się w moją stronę łącząc nasze usta. Zdziwiona w pierwszej sekundzie nie zareagowałam, ale po chwili oddałam pocałunek.
„Ja…” zaczęłam wstając i położyłam palce na wargę.
„Przepraszam nie powinienem”
„Pójdę już” odparłam i wbiegłam do swojego pokoju.
Zamknęłam drzwi i opadłam na podłogę, opierając głowę o kolana.  Nie sądziłam, że poczuje coś do innego chłopaka, a już tym bardziej, że poczuje coś do Malfoy’a. Ale kiedy on pozwolił mi się wypłakać, wysłuchał i w końcu powiedział coś poza ,,będzie dobrze”, to coś we mnie ruszyło.
„Hermiona?” usłyszałam pukanie do drzwi.
„Wejdź” zawołałam.
Ginny weszła do pokoju i przyjrzała się mi.
„Wszystko w porządku?”
„Tak, tak. Czytałam książkę i się wzruszyłam” powiedziałam, mając cichą nadzieję, że ona to kupi.
„Idziesz ze mną na kolacje?” spytała.
„Jasne chodźmy” uśmiechnęłam się wstając i ruszyłam za nią. Szłyśmy powoli korytarzem, aby dołączyć do Ron’a i Harry’ego w Wielkiej Sali. Nałożyłam sobie zapiekankę ziemniaczaną na talerz i wsłuchiwałam się w rozmowy przyjaciół przeżywając cicho.
„Idę się już położyć” odparłam, wstając od stołu.
„Posiedzisz jeszcze dzisiaj z nami?” spytał Ron.
„Raczej nie. Pójdę się już myć i spać” powiedziałam, kierując swoje kroki w stronę Pokoju Wspólnego. Po szybkim prysznicu położyłam się do łóżka i zanim się obejrzałam zasnęłam. Jednak sen nie trwał długo. Obudziłam się z krzykiem, oddychając ciężko.
„Hermiona!” zawołał Draco wbiegając do mojego pokoju „Oddychaj proszę” mówił do mnie, obejmując mnie ramionami.
„Wiem jak to jest budzić się z koszmarami. Czujesz jakbyś nie mogła oddychać, jakby serce Ci się zatrzymało, ale musisz to zwalczyć” prosił, trzymając mnie blisko siebie.
Czułam jego ciepło, jego szybko bijące serce. Czułam to jak szybko jego klatka piersiowa opadała i unosiła się, gdy oddychał.
„Ja… widziałam jak on upada, jak wydaje ostatni oddech”
Draco usiadł bliżej mnie i przytulił mnie z całej siły, przykładając usta do mojego czoła. Objęłam go ramionami, opierając głowę o jego pierś.
 „Już będzie dobrze, obiecuje” mówił spokojnym głosem.
Gdy po dziesięciu minutach mój oddech uspokoił się, podniosłam głowę i spojrzałam na niego.
„Dziękuje, że przyszedłeś” wyszeptałam.
„Czytałem książkę i usłyszałem jak krzyczysz. Często się to zdarza?” spytał. 
„Raz na jakiś czas. Leżałam wtedy przez kilka godzin, próbując zasnąć” odparłam siadając, a Draco położył dłoń na moje plecy i przejechał nią delikatnie.
„Połóż się i spróbuj zasnąć. Będę obok dopóki nie zaśniesz. Potem obiecuje, że sobie pójdę” powiedział.
Pokiwałam głową dając mu znać, że zrozumiałam i położyłam głowę na poduszkę. Przymknęłam oczy, czując jego dłoń na mojej i to jak delikatnie gładził jej wierzch. Powoli odpływałam, czując jak moje serce się uspakaja. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam, ale gdy się obudziłam, do pokoju wpadały już promienie słońca, przez zaczarowane okno. Spojrzałam na fotel stojący w roku pokoju i zobaczyłam śpiącego w nim blondyna. Zakładając kapcie na nogi, podeszłam do niego i położyłam delikatnie dłoń na jego ramie.
„Draco” wyszeptałam potrząsając jego ramieniem.
Chłopak otworzył oczy i przetarł je delikatnie, ziewając po chwili.
„Co się dzieje?” spytał.
„Już jest ranek. Dlaczego tutaj spałeś?”
„Chciałem mieć pewność, że wszystko będzie w porządku” przyznał uśmiechając się i wstał. Przeciągnął się rozkładając ręce na boki.
„Dziękuję, ale nie musiałeś” powiedziałam, ścieląc łóżko.
„Pójdę już do siebie. Do zobaczenia na zaklęciach” odparł i wyszedł.
Szybko się ubrałam widząc, że śniadanie zaczęło się 5 minut temu, wrzuciłam książkę do torebki i wybiegłam z Pokoju Wspólnego. Zdyszana zajęłam miejsce obok Ginny, przez przypadek prawie zrzucając ją z ławy.
„Co ty taka radosna?” spytał Harry, ścierając z rękawa owsiankę, którą ze śmiechu opluł go Ron.
„Tak jakoś. Wyspałam się, jestem wypoczęta i gotowa na nowy dzień” powiedziałam.
„Ciekawe czemu Mafloy spóźnił się na śniadanie” odparł Ron, obserwując blondyna, który właśnie wszedł do Wielkiej Sali.
„Zajęłam łazienkę rano” odparłam, wymyślając pierwszą lepszą wymówkę.
„No tak, to się da zrozumieć” zaśmiał się Harry, zerkając na Ginny.
„Na mnie nie patrz, jak chcesz umyć zęby to wchodzisz czy ja się myję czy nie” odparła, a Ron zaczął się krztusić jedzeniem.
„Ty widziałeś moją siostrę nago!?” wrzasnął, aby już po sekundzie dostać w głowę od Harry’ego.
„Głośniej debilu” warknął.
„Moje życie intymne nie powinno cię w ogóle interesować” odparła Ginny.
„Ty w ogóle nie powinnaś go mieć, a ty spróbuj ją tknąć palcem, to…” pogroził Harry’emu.
„To co? Miotniesz we mnie zaklęciem?” spytał czarnowłosy.
Ron tylko spojrzał na niego i wrócił do jedzenia, ale patrzył z byka na siostrę, która cała czerwona rozglądałam się po Sali. Wiele osób, do uszu których dotarły słowa rudego, patrzyła teraz w nasza stronę.
„Chodźmy na zajęcia głupki” zaśmiałam się, wstając od stołu.
Zarzuciłam sobie torebkę na ramię i ruszyłam powoli wzdłuż stołu. Usłyszałam jak przyjaciele wstają, doganiając mnie po chwili. Ginny chwyciła mnie pod rękę uśmiechając się.
„Weszłam do Ciebie w nocy i zauważyłam Draco, który spał w fotelu” odparła.
„No i czego się szczerzysz?” spytałam, szturchając ją łokciem w żebra.
„Co on u Ciebie robił?”
„Obudził mnie koszmar, krzyczałam, on to usłyszał i przybiegł. Uspokoił mnie trochę, porozmawialiśmy, a potem pilnował mnie w nocy i zasnął w fotelu” powiedziałam.
„Czyżbyś się do niego przekonywała?” uśmiechnęła się ruda.
„Może trochę, ale nie mogę powiedzieć, że go lubię” odparłam, zajmując swoje miejsce w Sali profesora Flitwick’a.
„Witam was wszystkich w waszym ostatnim roku nauki w murach naszej cudownej szkoły” uśmiechnął się do nas, stojąc na stosie książek.
Zajęcia jak zawsze zlecały bardzo szybko, zanim w ogóle zdążyłam się odpowiednio  rozgrzać.  Gdy rozbrzmiał dzwonek wstałam i razem z cała grupą wyszłam na korytarz. Powoli, nie czekając na resztę ruszyłam do swojego pokoju. Zarzuciłam na siebie kurtkę i wyszłam na świeże powietrze. Usiadłam na ławeczce, wpatrywałam się w pomnik ofiar bitwy o Hogwart.
„Myślisz, że warto mu wybaczyć Fred? Okazuje się, że on może nie być wcale taki zły, że może gdzieś tam w środku, ale bardzo głęboko, tli się w nim jeszcze dobro. Może oszalałam, ale potrzebuje kogoś. Ginny, Harry i Ron, nie rozumieją mnie. Wiem, że próbują, że mają dobre chęci, ale nie umieją mi pomóc. Wydaje mi się, że on jeden mnie rozumie, że on jeden potrafi mnie uspokoić. Może to głupie” westchnęłam „Tak bardzo chciałabym, żebyś powiedział mi co mam zrobić, jak mam żyć dalej. Bez twoich porad i twoich głupich żartów, już nie wiem jak żyć” mówiłam i wtedy poczułam dłoń na ramieniu.
„Przepraszam, że podszedłem. Nie powinienem był Ci przeszkadzać” odpowiedział Draco siadając obok na ławce „Ale pomyślałem, że może lepiej jeśli nie będziesz tutaj sama”
„Gdy miałam za duży mętlik w głowie, zawsze szłam jemu o tym opowiedzieć. Kiedyś co prawda traktowałam go jak brata” zaśmiałam się „On czasem odpowiadał poważnie, a czasem żeby mnie rozluźnić opowiadał głupi żart. Ale to jakoś zawsze pomagało. Teraz odkąd go nie ma, nikt inny nie potrafi rozluźnić tego co dzieje się w mojej głowie” przyznałam.
„Teraz największym twoim zmartwieniem jestem ja i to czy możesz mi zaufać prawda?” spytał przyglądając się mi.
„Nie zrozum mnie źle, ale jestem rozerwana na pół. Z jednej strony cały czas mam głowie ostatnie siedem lat męki, z drugiej to że naprawdę wydaje się, że chcesz pomóc, że chcesz być dla mnie. Tak jak dzisiaj w nocy” mówiłam, gestykulując.
„Może pozwól aby czas pokazał” zaproponował uśmiechając się.
„Może tak będzie najlepiej” przyznałam, wstając „Idziesz?”
Draco pokiwał głowa i wstając ruszył za mną do zamku. Gdy weszliśmy razem do Wielkiej Sali na obiad, wszystkie głowy zwróciły się w naszą stronę. Niektórzy patrzyli z szokiem wymalowanym na twarzy, inni, głównie ślizgoni, z obrzydzeniem.
„Widzimy się na numerologii” odparł blondyn i ruszył do swojego stołu.
Zajęłam miejsce obok Rona, który właśnie piorunował mnie wzrokiem. Nie zwracając na niego uwagi nałożyłam sobie obiad i zaczęłam jeść, wsłuchując się w zażartą wymianę zdań między Harrym i Ginny.
„Powiecie mi o co chodzi?” spytałam w końcu, gdy już całkowicie się zgubiłam.
„Ten oto cymbał” warknęła Ginny, wskazując na chłopaka „ Uważa, że on w sumie mógłby być zwolniony z Obrony, bo jest nie wiadomo kim. Może Jack nauczy nas czegoś nowego i pożytecznego, i ten oto idiota zdziwi się na egzaminie, bo tego nie będzie umiał. Nie jesteś wszechmogący Harry”
„Harry, doskonale wiesz, że Gin ma rację” odparłam wskazując na dziewczynę widelcem „Wszyscy wiemy, że jesteś świetnym czarodziejem, ale to nie znaczy, że jesteś lepszy od nas i można Ci więcej”
„Wiesz, że nie sądzę, że jestem lepszy od was, czy coś takiego. Po prostu uważam, że umiem na tyle dużo, że nie muszę przesiadywać na tych zajęciach”
„My wszyscy umiemy na tyle dużo” warknęła Ginny.
„Rozumiem słońce, ale…”
„Już nic nie mów, bo tylko mnie wkurzasz” odparła i nie zwracając już na chłopaka uwagi skupiła się na jedzeniu.
„Uciekam na zajęcia, nie kłóćcie się bo źle się strawi” odparłam i śmiejąc się wyszłam z Sali.
Idąc powoli korytarzem, zaczęłam się wspinać po schodach do Sali, w której zaraz miała rozpocząć się numerologia. Zatrzymałam się przed drzwiami, a dookoła mnie nie było nikogo, bo wszyscy jeszcze jedli.
„Wielka Hermiona Granger” usłyszałam prześmiewczy głos i spojrzałam prosto w twarz jakiegoś ślizgona, którego nigdy wcześniej nie wiedziałam.
„W czymś Ci mogę pomóc?” spytałam, unosząc delikatnie oczy znad książki.
„Zastanawiałem się co w tobie jest takiego wyjątkowego, że Draco Malfoy zakazał Cię tknąć nawet małym palcem” odparł, uśmiechając się i podchodził coraz bliżej.
„Nie radziłabym. Mam przy sobie różdżkę i mam dziwne przeczucie, że raczej nie dałbyś sobie ze mną rady” zaśmiałam się, opierając jedną stopę o ścianę. 
„Myślę, że jestem silniejszy od Ciebie i jeśli podejdę odpowiednio blisko to nie będziesz w stanie się wyrwać” powiedział podchodząc bliżej, a ja poczułam przypływa adrenaliny w organizmie.
„Ja bym nie sprawdzał” naszych uszu dobiegł chłodny głos. Spojrzałam za ślizgona, gdzie stał wściekły blondyn. Chłopak uśmiechał się szeroko do tego momentu, ale gdy usłyszał głos Malfoya przestał i cofnął się.
„Od kiedy chodzisz na numerologie?” spytał blednąc.
„Od zawsze. Na Merlina co za debile. Myślicie że Voldemorta już nie ma i przestałem być straszny. Mogę zniszczyć Cię w pięć sekund” warknął „A teraz odsuń się od Granger i spieprzaj póki jeszcze nie straciłem cierpliwości”
„Jeszcze się spotkamy, kiedy księcia na białym koniu nie będzie w pobliżu” szepnął do mnie i zniknął za zakrętem.
„Wszystko okay?” spytał blondyn podchodząc do mnie.
„Tak” odparłam uśmiechając się „ Już minęły te dni kiedy bałam się ślizgonów”
„Muszę zrobić z nimi porządek. Myślą, że skończyły się czasy kiedy czarna magia rządziła i już można mi podskakiwać” westchnął.
„I tak dziękuję. Oszczędziłeś mi kary za atakowanie innego ucznia” zaśmiałam się, a on mi zawtórował.
„Teraz widzisz co by się działo gdyby nie…”zaczął ale mu przerwałam.
„Wiem Draco i bardzo Ci dziękuję za… no sam wiesz” odparłam uśmiechając się.
„Nie musisz mi dziękować. Wystarczy, że zakopiemy topór wojenny i to będzie idealna forma odwdzięczenia się” przyznał, a ja śmiejąc się szturchnęłam go w żebra.
„Zapraszam do Sali” usłyszeliśmy głos Profesorki dobiegający z wnętrza pomieszczenia.
Zajęliśmy swoje miejsca, a po chwili doszło do nas jeszcze dziesięć osób. Gdy wszyscy siedzieli, profesor Vector rozpoczęła wykład.
„Nie boisz się co powie święty wybraniec i rudzielec kiedy się dowiedzą, że zaczęliśmy się dogadywać?” spytał przyciszonym głosem Malfoy.
„Nie zapominaj, że to moi przyjaciele” upomniała go „Myślę, że Harry się z tym pogodzi, Ronowi może być ciężko, ale to moje decyzje, a nie jego”
„Przyzwyczajenie” odparł uśmiechając się.
Przez resztę zajęć już się do siebie nie odezwaliśmy, a gdy tylko zajęcia się skończyły wstałam ze swojego miejsca i ruszyłam do Pokoju Wspólnego Gryffindoru.  
„Jak zajęcia Mionka?” usłyszałam głos Ginny. Podeszłam do niej i opadłam na wolny fotel, wzdychając głośno.
„Dobrze. Jak zawsze profesor Vector zadała nam masę zadania” odparłam.
„A jak z sama wiesz kim?” spytała nachylając się w moją stronę, żeby nie usłyszał jej żaden z chłopaków.
„Chodźmy do mnie to porozmawiamy” powiedziałam wstając i skierowałam swoje kroki do mojego pokoju. Usiadłyśmy na kanapie stojącej po magicznym oknem, po czym ruda spojrzała na mnie wyczekująco.
„Jest dziwnie. Zaczęliśmy normalnie rozmawiać. Wczoraj kiedy obudziłam się w nocy, a on do mnie przyszedł... sama nie wiem co się dzieje” przyznałam.
„Może zaczynasz coś do niego czuć” zaśmiała się Ginny, kładąc mi dłoń na ramie.
„To niemożliwe Gin. Przecież nienawidzę go już od siedmiu lat”
„Od nienawiści blisko do miłości Mionka”
„Ale nie do niego. Nie mogę, przecież to jest on” westchnęłam opierając głowę o kanapę za mną.
„Przecież poczuć coś do kogoś to nic złego” powiedziała „To, że to jest Draco, niczego nie zmienia”
„Wszystko zmienia Gin. Wszystko!” krzyknęłam wyrzucając dłonie w powietrze.
„Myślę, że musisz się zdrzemnąć przed kolacją i wszystko sobie przemyśleć” uśmiechnęła się i klepiąc mnie dłonią po ramieniu wyszła.
Podniosła się i zrzucając z siebie ubranie położyłam się na łóżku. Owinęłam się kołdrą, a sen przyszedł zadziwiająco szybko.  Po jakiejś godzinie obudziło mnie pukanie do drzwi. Ruszyłam powoli otworzyć je, przecierając oczy wierzchem dłoni, zapominając, że jestem w samej koszuli, która sięga mi zaledwie do połowy ud. Otworzyłam drzwi i spojrzałam prosto w niebieskie oczy blondyna.
„Obudziłem Cię?” spytał, przyglądając się mi.
„Zdrzemnęłam się tylko” odpowiedziałam wpuszczając go do pokoju.
Blondyn usiadł w fotelu, obserwując mnie.
„Coś się stało?” zainteresowałam się zakładając na siebie spódniczkę i włożyłam koszulę do środka.
„Chciałem sprawdzić jak się czujesz, czy nic się nie dzieje” odparł, uśmiechając się.
„Wszystko w porządku. Po prostu potrzebowałam się zdrzemnąć, przemyśleć coś” powiedziałam, siadając na swoim łóżku „Draco uważam, że nie powinniśmy ze sobą rozmawiać, pomijając oczywiście nasze obowiązku prefektów naczelnych”
„Dlaczego?” zdziwił się.
„Nie uważam, żeby to było dobre dla żadnego z nas” odparłam, zarzucając na siebie czarny sweterek.
„Nie rozumiem” westchnął, wstając i chwycił mój nadgarstek.
„Ja też nie dlatego zanim to wszystko się skomplikuje musimy to przerwać” odpowiedziałam i wyrywając rękę z jego uścisku wyszłam z pokoju. Nie zdążyłam nawet wejść do Wielkiej Sali gdy blondyn mnie dogonił i zatrzymał.
„Hermiona proszę wyjaśnij. Czy by będący znajomymi, czy może kimś więcej to coś tak bardzo złego?”
„To nic złego…znaczy tak Draco. Nie możemy … po prostu nie możemy” powiedziałam, próbując wysunąć dłoń w jego uścisku, ale nie potrafiłam.
„Wiem co robiłem, więc jaka jest moja przeszłość, wiem za kogo mnie masz i wiem co Ci zrobiłem. Le chce wszystko naprawić, chce się zmienić” mówił, trzymając mnie blisko siebie, a wszyscy którzy nas mijali przyglądali się nam zdziwieni.
„Draco nikt się aż tak nie zmienia. Minie miesiąc, dwa i znowu wrócisz do bycia dawnym sobą. A ja nie chce już więcej cierpieć, nie mogę stracić kolejnej osoby” odparłam i obejmując się ramionami ruszyłam do stołu Gryffindoru.  
Zajęłam z impetem miejsce obok Ginny, która spojrzała na mnie pytająco. Pokiwałam tylko głową, sięgając po zapiekankę, która leżała przede mną.
„Rozmawialiśmy na temat jutrzejszego dnia. Mamy cały dzień wolny, a ty masz starożytne runy. Myślisz, że po zajęciach mogłabyś nam pomóc z transmutacją” odparł Ron, bawiąc się różdżką.
„Zobaczę Ron. Nie zapomnij, że wieczorem mamy astronomię” westchnęłam.
O ile łatwej byłoby gdybym tylko ja wróciła skończyć szkołę, gdyby Harry i Ron po prostu poszli do pracy. Kingsley sam ogłosił, że jako Minister Magii przejmie do pracy aurora każdego kto uczestniczył w bitwie o Hogwart bez zdania egzaminów końcowych.  Mogli po prostu iść już do pracy, ale postanowili wrócić razem ze mną.
„Pamiętamy Mionka, ale musimy zaliczyć transmutacje” odparł Harry, nachylając się w moja stronę.
„Dobrze, dobrze pomogę wam. A teraz idę zrobić zadanie na numerologię” uśmiechnęłam się i ruszyłam do swojego pokoju. Pozbierałam swoje książki, po czym rozłożyłam wszystko na stole w prywatnym salonie prefektów.
„Malfoy…”zaczęłam gdy blondyn usiadł po drugiej stronie, ale przerwał mi.
„Nawet się nie odzywam. Przyszedłem zrobić zadanie, bo w Pokoju Wspólnym ślizgonów jest taki raban, że jeszcze trochę a Dumbledor wstanie i ich wszystkich uciszy” odparł, śmiejąc się z własnego żartu.
„Numerologia?” spytałam po dwudziestu minutach ciszy, która zaczęła się robić niewygodna.
„Próbuje, ale to zadanie jest nienormalne. Jeszcze nie mogę się skupić bo chciałbym się do Ciebie odezwać, a Ty masz mnie gdzieś” westchnął.
„Ty chyba nie rozumiesz. Nie może nas nic łączyć. Ty jesteś Draco Malfoy, ja Hermiona Granger taka znajomość nie ma prawa bytu. Jesteś czystej krwi, a ja mugolaczką”
„Hermiona, Voldemorta już nie ma, śmierciożerców już nie ma. Nikogo nie obchodzi status krwi” powiedział kucając przede mną.
„Jeśli ktokolwiek by się dowiedział, że cokolwiek nas łączy stwierdzą, że się puszczam. Jeszcze kilka miesięcy temu zginął mój narzeczony, jeszcze kilka temu dni temu opłakiwałam jego śmierć, a teraz mam być przyjaciółką kogoś kto dręczył mnie przez siedem lat, kto wyzywał mnie od najgorszych”
„Nikt nic nie powie o Tobie. Nie gdy będziesz blisko mnie” uśmiechnął się, kładąc dłonie na moje, które położyłam sobie na kolana. Nastała między nami całkowita cisza, żadne z nas nie wypowiedziało nawet jednego słowa. Nagle poczułam jak on przenosi dłoni na moje policzki i patrzy mi prosto w oczy.
„Nie jestem potworem, nigdy Cię nie skrzywdzę. Po prostu traktuj mnie jak kumpla, tyle mi wystarczy” odparł uśmiechając się.
Gdy tak patrzyłam w jego oczy moje serce przyspieszyło i zaczęło bić jak oszalałe. Jestem pewna, że również moja twarz się zarumieniła.
„Nikt nie może się dowiedzieć” wyszeptałam.
„Nikt się nie dowie” obiecał i wrócił na swoje poprzednie miejsce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz