wtorek, 28 kwietnia 2020

Rozdział 4


Wbiegłam do pokoju wspólnego, czując jak moje policzki płoną. Wraz z jego przybyciem do głowy wróciły wszystkie wspomnienia z nim związane, które udało mi się już wypchnąć z głowy. Opadłam na fotel, wzdychając ciężko.
„Rozmawiałaś z nim” usłyszałam głoś Ginny, która siedziała naprzeciwko mnie.
„Tak. Chciałam dać mu do zrozumienia, że nie szukam związku”
„Głupia jesteś. Taki facet czmychnie Ci spod nosa” westchnęła.
„Ginny. Jeśli będę miała z kimś być, to nie uważasz, że to poczuje?” spytałam, przyglądając się jej.
„No tak rozumiem. W końcu trafi się ten Pan idealny, jestem pewna. A teraz możesz iść sprawdzić swój salon bo podobno już jest gotowy”
Uśmiechając się do niej, wstałam i ruszyłam w stronę swojego pokoju. Gdy weszłam do salonu zobaczyłam odcienie złota i srebra, co idealnie łączyło Slytherin i Gryffindor. Malfoy siedział na kanapie, ze szklanką brunatnego napoju w dłoni i wpatrywał się w ogień trzaskający w kominku.  Usiadłam niedaleko niego, obejmując się ramionami.
„O co chodzi z tym nowym profesorkiem?” spytał.
„A co Cię to obchodzi?” warknęłam.
„Hermiona, proszę rozmawiaj ze mną. Nie chce dla ciebie źle” westchnął.
„Byliśmy kiedyś razem, ale okazał się dupkiem, bardzo długo się tłumaczył, przepraszał, więc mu wybaczyłam. Potem on skończył szkołę i kontakt się urwał. Każde z nas ruszyło w swoją stronę, ale nie mam do niego żadnych wyrzutów. Jest kochanym i miłym chłopakiem. Ale już nic do niego nie czuje. W ogóle wydaje mi się, że tak ogólnie nic nie czuje” odparłam, zasłaniając twarz dłońmi.
„Ej, spokojnie” usłyszałam jego cichy głos i poczułam jak niepewnie kładzie dłoń na moje ramie.
„Od śmierci Fred’a czuje się jak gówno. Nie ma we mnie nic poza smutkiem i wściekłością. A tak bardzo chciałabym już tego nie czuć. Chciałabym w ogóle nic nie czuć” załkałam, czując łzy wypływające na moje policzki.
„Hermiona” westchnął Draco i przytulił mnie do siebie.
Potrzebowałam wtulenia się w czyjeś silne ramiona i o dziwo znajdując się w ramionach Draco, poczułam się niesamowicie bezpieczna. Wtuliłam się w niego, próbując powstrzymać wylewające się łzy. Wydaje mi się, że właśnie wtedy, w tamtym momencie coś we mnie pękło.
„Nie płacz, proszę” mówił spokojnie, gładząc mnie po plecach dłonią. 
„Przepraszam, że Ci o tym opowiadam. Ciebie pewnie to w ogóle nie obchodzi, a ja gadam jak najęta”
„Kiedy leży nam coś na sercu musimy to z siebie wyrzucić, musimy się wygadać” odparł uspakajając mnie „A teraz spójrz na mnie”
Podniosłam oczy, a on uśmiechnął się do mnie delikatnie, a jego niebieskie oczy były wpatrzone prosto we mnie.
„Jesteś piękną, mądrą i dobrą kobietą, ale jestem pewny, że cierpisz. Nie mogę powiedzieć, że wiem co czujesz, bo tak nie jest. Ale zapewniam Cię, że po każdej burzy pojawia się słońce. I może na razie nie widzisz nadziei, ale ona gdzieś tam jest”
„Czuje się jakbym już nigdy miała nie być szczęśliwa. Jakby wraz z nim odeszło wszystko, co było we mnie i jestem pusta w środku” powiedziałam, próbując oddychać.
„Nie jesteś. Po prostu cierpisz. Jeśli będziesz potrzebować się wygadać, ramienia do którego mogłabyś się wypłakać, albo po prostu kogoś kto będzie siedział obok to jestem tutaj dla ciebie” uśmiechnął się.
Patrzyliśmy sobie prosto w oczy i wtedy on nachylił się w moją stronę łącząc nasze usta. Zdziwiona w pierwszej sekundzie nie zareagowałam, ale po chwili oddałam pocałunek.
„Ja…” zaczęłam wstając i położyłam palce na wargę.
„Przepraszam nie powinienem”
„Pójdę już” odparłam i wbiegłam do swojego pokoju.
Zamknęłam drzwi i opadłam na podłogę, opierając głowę o kolana.  Nie sądziłam, że poczuje coś do innego chłopaka, a już tym bardziej, że poczuje coś do Malfoy’a. Ale kiedy on pozwolił mi się wypłakać, wysłuchał i w końcu powiedział coś poza ,,będzie dobrze”, to coś we mnie ruszyło.
„Hermiona?” usłyszałam pukanie do drzwi.
„Wejdź” zawołałam.
Ginny weszła do pokoju i przyjrzała się mi.
„Wszystko w porządku?”
„Tak, tak. Czytałam książkę i się wzruszyłam” powiedziałam, mając cichą nadzieję, że ona to kupi.
„Idziesz ze mną na kolacje?” spytała.
„Jasne chodźmy” uśmiechnęłam się wstając i ruszyłam za nią. Szłyśmy powoli korytarzem, aby dołączyć do Ron’a i Harry’ego w Wielkiej Sali. Nałożyłam sobie zapiekankę ziemniaczaną na talerz i wsłuchiwałam się w rozmowy przyjaciół przeżywając cicho.
„Idę się już położyć” odparłam, wstając od stołu.
„Posiedzisz jeszcze dzisiaj z nami?” spytał Ron.
„Raczej nie. Pójdę się już myć i spać” powiedziałam, kierując swoje kroki w stronę Pokoju Wspólnego. Po szybkim prysznicu położyłam się do łóżka i zanim się obejrzałam zasnęłam. Jednak sen nie trwał długo. Obudziłam się z krzykiem, oddychając ciężko.
„Hermiona!” zawołał Draco wbiegając do mojego pokoju „Oddychaj proszę” mówił do mnie, obejmując mnie ramionami.
„Wiem jak to jest budzić się z koszmarami. Czujesz jakbyś nie mogła oddychać, jakby serce Ci się zatrzymało, ale musisz to zwalczyć” prosił, trzymając mnie blisko siebie.
Czułam jego ciepło, jego szybko bijące serce. Czułam to jak szybko jego klatka piersiowa opadała i unosiła się, gdy oddychał.
„Ja… widziałam jak on upada, jak wydaje ostatni oddech”
Draco usiadł bliżej mnie i przytulił mnie z całej siły, przykładając usta do mojego czoła. Objęłam go ramionami, opierając głowę o jego pierś.
 „Już będzie dobrze, obiecuje” mówił spokojnym głosem.
Gdy po dziesięciu minutach mój oddech uspokoił się, podniosłam głowę i spojrzałam na niego.
„Dziękuje, że przyszedłeś” wyszeptałam.
„Czytałem książkę i usłyszałem jak krzyczysz. Często się to zdarza?” spytał. 
„Raz na jakiś czas. Leżałam wtedy przez kilka godzin, próbując zasnąć” odparłam siadając, a Draco położył dłoń na moje plecy i przejechał nią delikatnie.
„Połóż się i spróbuj zasnąć. Będę obok dopóki nie zaśniesz. Potem obiecuje, że sobie pójdę” powiedział.
Pokiwałam głową dając mu znać, że zrozumiałam i położyłam głowę na poduszkę. Przymknęłam oczy, czując jego dłoń na mojej i to jak delikatnie gładził jej wierzch. Powoli odpływałam, czując jak moje serce się uspakaja. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam, ale gdy się obudziłam, do pokoju wpadały już promienie słońca, przez zaczarowane okno. Spojrzałam na fotel stojący w roku pokoju i zobaczyłam śpiącego w nim blondyna. Zakładając kapcie na nogi, podeszłam do niego i położyłam delikatnie dłoń na jego ramie.
„Draco” wyszeptałam potrząsając jego ramieniem.
Chłopak otworzył oczy i przetarł je delikatnie, ziewając po chwili.
„Co się dzieje?” spytał.
„Już jest ranek. Dlaczego tutaj spałeś?”
„Chciałem mieć pewność, że wszystko będzie w porządku” przyznał uśmiechając się i wstał. Przeciągnął się rozkładając ręce na boki.
„Dziękuję, ale nie musiałeś” powiedziałam, ścieląc łóżko.
„Pójdę już do siebie. Do zobaczenia na zaklęciach” odparł i wyszedł.
Szybko się ubrałam widząc, że śniadanie zaczęło się 5 minut temu, wrzuciłam książkę do torebki i wybiegłam z Pokoju Wspólnego. Zdyszana zajęłam miejsce obok Ginny, przez przypadek prawie zrzucając ją z ławy.
„Co ty taka radosna?” spytał Harry, ścierając z rękawa owsiankę, którą ze śmiechu opluł go Ron.
„Tak jakoś. Wyspałam się, jestem wypoczęta i gotowa na nowy dzień” powiedziałam.
„Ciekawe czemu Mafloy spóźnił się na śniadanie” odparł Ron, obserwując blondyna, który właśnie wszedł do Wielkiej Sali.
„Zajęłam łazienkę rano” odparłam, wymyślając pierwszą lepszą wymówkę.
„No tak, to się da zrozumieć” zaśmiał się Harry, zerkając na Ginny.
„Na mnie nie patrz, jak chcesz umyć zęby to wchodzisz czy ja się myję czy nie” odparła, a Ron zaczął się krztusić jedzeniem.
„Ty widziałeś moją siostrę nago!?” wrzasnął, aby już po sekundzie dostać w głowę od Harry’ego.
„Głośniej debilu” warknął.
„Moje życie intymne nie powinno cię w ogóle interesować” odparła Ginny.
„Ty w ogóle nie powinnaś go mieć, a ty spróbuj ją tknąć palcem, to…” pogroził Harry’emu.
„To co? Miotniesz we mnie zaklęciem?” spytał czarnowłosy.
Ron tylko spojrzał na niego i wrócił do jedzenia, ale patrzył z byka na siostrę, która cała czerwona rozglądałam się po Sali. Wiele osób, do uszu których dotarły słowa rudego, patrzyła teraz w nasza stronę.
„Chodźmy na zajęcia głupki” zaśmiałam się, wstając od stołu.
Zarzuciłam sobie torebkę na ramię i ruszyłam powoli wzdłuż stołu. Usłyszałam jak przyjaciele wstają, doganiając mnie po chwili. Ginny chwyciła mnie pod rękę uśmiechając się.
„Weszłam do Ciebie w nocy i zauważyłam Draco, który spał w fotelu” odparła.
„No i czego się szczerzysz?” spytałam, szturchając ją łokciem w żebra.
„Co on u Ciebie robił?”
„Obudził mnie koszmar, krzyczałam, on to usłyszał i przybiegł. Uspokoił mnie trochę, porozmawialiśmy, a potem pilnował mnie w nocy i zasnął w fotelu” powiedziałam.
„Czyżbyś się do niego przekonywała?” uśmiechnęła się ruda.
„Może trochę, ale nie mogę powiedzieć, że go lubię” odparłam, zajmując swoje miejsce w Sali profesora Flitwick’a.
„Witam was wszystkich w waszym ostatnim roku nauki w murach naszej cudownej szkoły” uśmiechnął się do nas, stojąc na stosie książek.
Zajęcia jak zawsze zlecały bardzo szybko, zanim w ogóle zdążyłam się odpowiednio  rozgrzać.  Gdy rozbrzmiał dzwonek wstałam i razem z cała grupą wyszłam na korytarz. Powoli, nie czekając na resztę ruszyłam do swojego pokoju. Zarzuciłam na siebie kurtkę i wyszłam na świeże powietrze. Usiadłam na ławeczce, wpatrywałam się w pomnik ofiar bitwy o Hogwart.
„Myślisz, że warto mu wybaczyć Fred? Okazuje się, że on może nie być wcale taki zły, że może gdzieś tam w środku, ale bardzo głęboko, tli się w nim jeszcze dobro. Może oszalałam, ale potrzebuje kogoś. Ginny, Harry i Ron, nie rozumieją mnie. Wiem, że próbują, że mają dobre chęci, ale nie umieją mi pomóc. Wydaje mi się, że on jeden mnie rozumie, że on jeden potrafi mnie uspokoić. Może to głupie” westchnęłam „Tak bardzo chciałabym, żebyś powiedział mi co mam zrobić, jak mam żyć dalej. Bez twoich porad i twoich głupich żartów, już nie wiem jak żyć” mówiłam i wtedy poczułam dłoń na ramieniu.
„Przepraszam, że podszedłem. Nie powinienem był Ci przeszkadzać” odpowiedział Draco siadając obok na ławce „Ale pomyślałem, że może lepiej jeśli nie będziesz tutaj sama”
„Gdy miałam za duży mętlik w głowie, zawsze szłam jemu o tym opowiedzieć. Kiedyś co prawda traktowałam go jak brata” zaśmiałam się „On czasem odpowiadał poważnie, a czasem żeby mnie rozluźnić opowiadał głupi żart. Ale to jakoś zawsze pomagało. Teraz odkąd go nie ma, nikt inny nie potrafi rozluźnić tego co dzieje się w mojej głowie” przyznałam.
„Teraz największym twoim zmartwieniem jestem ja i to czy możesz mi zaufać prawda?” spytał przyglądając się mi.
„Nie zrozum mnie źle, ale jestem rozerwana na pół. Z jednej strony cały czas mam głowie ostatnie siedem lat męki, z drugiej to że naprawdę wydaje się, że chcesz pomóc, że chcesz być dla mnie. Tak jak dzisiaj w nocy” mówiłam, gestykulując.
„Może pozwól aby czas pokazał” zaproponował uśmiechając się.
„Może tak będzie najlepiej” przyznałam, wstając „Idziesz?”
Draco pokiwał głowa i wstając ruszył za mną do zamku. Gdy weszliśmy razem do Wielkiej Sali na obiad, wszystkie głowy zwróciły się w naszą stronę. Niektórzy patrzyli z szokiem wymalowanym na twarzy, inni, głównie ślizgoni, z obrzydzeniem.
„Widzimy się na numerologii” odparł blondyn i ruszył do swojego stołu.
Zajęłam miejsce obok Rona, który właśnie piorunował mnie wzrokiem. Nie zwracając na niego uwagi nałożyłam sobie obiad i zaczęłam jeść, wsłuchując się w zażartą wymianę zdań między Harrym i Ginny.
„Powiecie mi o co chodzi?” spytałam w końcu, gdy już całkowicie się zgubiłam.
„Ten oto cymbał” warknęła Ginny, wskazując na chłopaka „ Uważa, że on w sumie mógłby być zwolniony z Obrony, bo jest nie wiadomo kim. Może Jack nauczy nas czegoś nowego i pożytecznego, i ten oto idiota zdziwi się na egzaminie, bo tego nie będzie umiał. Nie jesteś wszechmogący Harry”
„Harry, doskonale wiesz, że Gin ma rację” odparłam wskazując na dziewczynę widelcem „Wszyscy wiemy, że jesteś świetnym czarodziejem, ale to nie znaczy, że jesteś lepszy od nas i można Ci więcej”
„Wiesz, że nie sądzę, że jestem lepszy od was, czy coś takiego. Po prostu uważam, że umiem na tyle dużo, że nie muszę przesiadywać na tych zajęciach”
„My wszyscy umiemy na tyle dużo” warknęła Ginny.
„Rozumiem słońce, ale…”
„Już nic nie mów, bo tylko mnie wkurzasz” odparła i nie zwracając już na chłopaka uwagi skupiła się na jedzeniu.
„Uciekam na zajęcia, nie kłóćcie się bo źle się strawi” odparłam i śmiejąc się wyszłam z Sali.
Idąc powoli korytarzem, zaczęłam się wspinać po schodach do Sali, w której zaraz miała rozpocząć się numerologia. Zatrzymałam się przed drzwiami, a dookoła mnie nie było nikogo, bo wszyscy jeszcze jedli.
„Wielka Hermiona Granger” usłyszałam prześmiewczy głos i spojrzałam prosto w twarz jakiegoś ślizgona, którego nigdy wcześniej nie wiedziałam.
„W czymś Ci mogę pomóc?” spytałam, unosząc delikatnie oczy znad książki.
„Zastanawiałem się co w tobie jest takiego wyjątkowego, że Draco Malfoy zakazał Cię tknąć nawet małym palcem” odparł, uśmiechając się i podchodził coraz bliżej.
„Nie radziłabym. Mam przy sobie różdżkę i mam dziwne przeczucie, że raczej nie dałbyś sobie ze mną rady” zaśmiałam się, opierając jedną stopę o ścianę. 
„Myślę, że jestem silniejszy od Ciebie i jeśli podejdę odpowiednio blisko to nie będziesz w stanie się wyrwać” powiedział podchodząc bliżej, a ja poczułam przypływa adrenaliny w organizmie.
„Ja bym nie sprawdzał” naszych uszu dobiegł chłodny głos. Spojrzałam za ślizgona, gdzie stał wściekły blondyn. Chłopak uśmiechał się szeroko do tego momentu, ale gdy usłyszał głos Malfoya przestał i cofnął się.
„Od kiedy chodzisz na numerologie?” spytał blednąc.
„Od zawsze. Na Merlina co za debile. Myślicie że Voldemorta już nie ma i przestałem być straszny. Mogę zniszczyć Cię w pięć sekund” warknął „A teraz odsuń się od Granger i spieprzaj póki jeszcze nie straciłem cierpliwości”
„Jeszcze się spotkamy, kiedy księcia na białym koniu nie będzie w pobliżu” szepnął do mnie i zniknął za zakrętem.
„Wszystko okay?” spytał blondyn podchodząc do mnie.
„Tak” odparłam uśmiechając się „ Już minęły te dni kiedy bałam się ślizgonów”
„Muszę zrobić z nimi porządek. Myślą, że skończyły się czasy kiedy czarna magia rządziła i już można mi podskakiwać” westchnął.
„I tak dziękuję. Oszczędziłeś mi kary za atakowanie innego ucznia” zaśmiałam się, a on mi zawtórował.
„Teraz widzisz co by się działo gdyby nie…”zaczął ale mu przerwałam.
„Wiem Draco i bardzo Ci dziękuję za… no sam wiesz” odparłam uśmiechając się.
„Nie musisz mi dziękować. Wystarczy, że zakopiemy topór wojenny i to będzie idealna forma odwdzięczenia się” przyznał, a ja śmiejąc się szturchnęłam go w żebra.
„Zapraszam do Sali” usłyszeliśmy głos Profesorki dobiegający z wnętrza pomieszczenia.
Zajęliśmy swoje miejsca, a po chwili doszło do nas jeszcze dziesięć osób. Gdy wszyscy siedzieli, profesor Vector rozpoczęła wykład.
„Nie boisz się co powie święty wybraniec i rudzielec kiedy się dowiedzą, że zaczęliśmy się dogadywać?” spytał przyciszonym głosem Malfoy.
„Nie zapominaj, że to moi przyjaciele” upomniała go „Myślę, że Harry się z tym pogodzi, Ronowi może być ciężko, ale to moje decyzje, a nie jego”
„Przyzwyczajenie” odparł uśmiechając się.
Przez resztę zajęć już się do siebie nie odezwaliśmy, a gdy tylko zajęcia się skończyły wstałam ze swojego miejsca i ruszyłam do Pokoju Wspólnego Gryffindoru.  
„Jak zajęcia Mionka?” usłyszałam głos Ginny. Podeszłam do niej i opadłam na wolny fotel, wzdychając głośno.
„Dobrze. Jak zawsze profesor Vector zadała nam masę zadania” odparłam.
„A jak z sama wiesz kim?” spytała nachylając się w moją stronę, żeby nie usłyszał jej żaden z chłopaków.
„Chodźmy do mnie to porozmawiamy” powiedziałam wstając i skierowałam swoje kroki do mojego pokoju. Usiadłyśmy na kanapie stojącej po magicznym oknem, po czym ruda spojrzała na mnie wyczekująco.
„Jest dziwnie. Zaczęliśmy normalnie rozmawiać. Wczoraj kiedy obudziłam się w nocy, a on do mnie przyszedł... sama nie wiem co się dzieje” przyznałam.
„Może zaczynasz coś do niego czuć” zaśmiała się Ginny, kładąc mi dłoń na ramie.
„To niemożliwe Gin. Przecież nienawidzę go już od siedmiu lat”
„Od nienawiści blisko do miłości Mionka”
„Ale nie do niego. Nie mogę, przecież to jest on” westchnęłam opierając głowę o kanapę za mną.
„Przecież poczuć coś do kogoś to nic złego” powiedziała „To, że to jest Draco, niczego nie zmienia”
„Wszystko zmienia Gin. Wszystko!” krzyknęłam wyrzucając dłonie w powietrze.
„Myślę, że musisz się zdrzemnąć przed kolacją i wszystko sobie przemyśleć” uśmiechnęła się i klepiąc mnie dłonią po ramieniu wyszła.
Podniosła się i zrzucając z siebie ubranie położyłam się na łóżku. Owinęłam się kołdrą, a sen przyszedł zadziwiająco szybko.  Po jakiejś godzinie obudziło mnie pukanie do drzwi. Ruszyłam powoli otworzyć je, przecierając oczy wierzchem dłoni, zapominając, że jestem w samej koszuli, która sięga mi zaledwie do połowy ud. Otworzyłam drzwi i spojrzałam prosto w niebieskie oczy blondyna.
„Obudziłem Cię?” spytał, przyglądając się mi.
„Zdrzemnęłam się tylko” odpowiedziałam wpuszczając go do pokoju.
Blondyn usiadł w fotelu, obserwując mnie.
„Coś się stało?” zainteresowałam się zakładając na siebie spódniczkę i włożyłam koszulę do środka.
„Chciałem sprawdzić jak się czujesz, czy nic się nie dzieje” odparł, uśmiechając się.
„Wszystko w porządku. Po prostu potrzebowałam się zdrzemnąć, przemyśleć coś” powiedziałam, siadając na swoim łóżku „Draco uważam, że nie powinniśmy ze sobą rozmawiać, pomijając oczywiście nasze obowiązku prefektów naczelnych”
„Dlaczego?” zdziwił się.
„Nie uważam, żeby to było dobre dla żadnego z nas” odparłam, zarzucając na siebie czarny sweterek.
„Nie rozumiem” westchnął, wstając i chwycił mój nadgarstek.
„Ja też nie dlatego zanim to wszystko się skomplikuje musimy to przerwać” odpowiedziałam i wyrywając rękę z jego uścisku wyszłam z pokoju. Nie zdążyłam nawet wejść do Wielkiej Sali gdy blondyn mnie dogonił i zatrzymał.
„Hermiona proszę wyjaśnij. Czy by będący znajomymi, czy może kimś więcej to coś tak bardzo złego?”
„To nic złego…znaczy tak Draco. Nie możemy … po prostu nie możemy” powiedziałam, próbując wysunąć dłoń w jego uścisku, ale nie potrafiłam.
„Wiem co robiłem, więc jaka jest moja przeszłość, wiem za kogo mnie masz i wiem co Ci zrobiłem. Le chce wszystko naprawić, chce się zmienić” mówił, trzymając mnie blisko siebie, a wszyscy którzy nas mijali przyglądali się nam zdziwieni.
„Draco nikt się aż tak nie zmienia. Minie miesiąc, dwa i znowu wrócisz do bycia dawnym sobą. A ja nie chce już więcej cierpieć, nie mogę stracić kolejnej osoby” odparłam i obejmując się ramionami ruszyłam do stołu Gryffindoru.  
Zajęłam z impetem miejsce obok Ginny, która spojrzała na mnie pytająco. Pokiwałam tylko głową, sięgając po zapiekankę, która leżała przede mną.
„Rozmawialiśmy na temat jutrzejszego dnia. Mamy cały dzień wolny, a ty masz starożytne runy. Myślisz, że po zajęciach mogłabyś nam pomóc z transmutacją” odparł Ron, bawiąc się różdżką.
„Zobaczę Ron. Nie zapomnij, że wieczorem mamy astronomię” westchnęłam.
O ile łatwej byłoby gdybym tylko ja wróciła skończyć szkołę, gdyby Harry i Ron po prostu poszli do pracy. Kingsley sam ogłosił, że jako Minister Magii przejmie do pracy aurora każdego kto uczestniczył w bitwie o Hogwart bez zdania egzaminów końcowych.  Mogli po prostu iść już do pracy, ale postanowili wrócić razem ze mną.
„Pamiętamy Mionka, ale musimy zaliczyć transmutacje” odparł Harry, nachylając się w moja stronę.
„Dobrze, dobrze pomogę wam. A teraz idę zrobić zadanie na numerologię” uśmiechnęłam się i ruszyłam do swojego pokoju. Pozbierałam swoje książki, po czym rozłożyłam wszystko na stole w prywatnym salonie prefektów.
„Malfoy…”zaczęłam gdy blondyn usiadł po drugiej stronie, ale przerwał mi.
„Nawet się nie odzywam. Przyszedłem zrobić zadanie, bo w Pokoju Wspólnym ślizgonów jest taki raban, że jeszcze trochę a Dumbledor wstanie i ich wszystkich uciszy” odparł, śmiejąc się z własnego żartu.
„Numerologia?” spytałam po dwudziestu minutach ciszy, która zaczęła się robić niewygodna.
„Próbuje, ale to zadanie jest nienormalne. Jeszcze nie mogę się skupić bo chciałbym się do Ciebie odezwać, a Ty masz mnie gdzieś” westchnął.
„Ty chyba nie rozumiesz. Nie może nas nic łączyć. Ty jesteś Draco Malfoy, ja Hermiona Granger taka znajomość nie ma prawa bytu. Jesteś czystej krwi, a ja mugolaczką”
„Hermiona, Voldemorta już nie ma, śmierciożerców już nie ma. Nikogo nie obchodzi status krwi” powiedział kucając przede mną.
„Jeśli ktokolwiek by się dowiedział, że cokolwiek nas łączy stwierdzą, że się puszczam. Jeszcze kilka miesięcy temu zginął mój narzeczony, jeszcze kilka temu dni temu opłakiwałam jego śmierć, a teraz mam być przyjaciółką kogoś kto dręczył mnie przez siedem lat, kto wyzywał mnie od najgorszych”
„Nikt nic nie powie o Tobie. Nie gdy będziesz blisko mnie” uśmiechnął się, kładąc dłonie na moje, które położyłam sobie na kolana. Nastała między nami całkowita cisza, żadne z nas nie wypowiedziało nawet jednego słowa. Nagle poczułam jak on przenosi dłoni na moje policzki i patrzy mi prosto w oczy.
„Nie jestem potworem, nigdy Cię nie skrzywdzę. Po prostu traktuj mnie jak kumpla, tyle mi wystarczy” odparł uśmiechając się.
Gdy tak patrzyłam w jego oczy moje serce przyspieszyło i zaczęło bić jak oszalałe. Jestem pewna, że również moja twarz się zarumieniła.
„Nikt nie może się dowiedzieć” wyszeptałam.
„Nikt się nie dowie” obiecał i wrócił na swoje poprzednie miejsce.

niedziela, 19 kwietnia 2020

Rozdział 3


Rano obudził mnie szum wody dobiegający z łazienki. Przetarłam oczy wierzchem dłoni i ziewnęłam.
„On sobie chyba jaja robi” warknęłam i zobaczyłam na zegarze 5 rano.
Chwyciłam za klamkę, otwierając na oścież drzwi.
„Co ty robisz?!” krzyknął zakrywając się ręcznikiem.
„Czy ty sobie żartujesz?! Prysznic o piątej rano?!” wrzeszczałam.
„Granger nie mogę spać po nocach, wybacz, że biorę prysznic kiedy ty jeszcze sobie spokojnie spisz, bo nie męczą Cię 24 godziny na dobę wyrzuty sumienia, przez wszystkie rzeczy jakie zrobiłaś w ciągu swojego życia” westchnął opierając dłoń o umywalkę.
Poczułam lekkie wyrzuty sumienia przez to co powiedział.
„Ja…” zaczęłam przerywając i chciałam wyjść chwytając za klamkę, ale poczułam jak łapie mnie za rękę.
„Zaczekaj. Przepraszam, że to powiedziałem. Nie pomyślałem” powiedział.
„Nie szkodzi. Wracaj do swoich zajęć, nie przeszkadzam” odparłam i wróciłam do swojego pokoju.
Położyłam głowę na poduszkę, jednak nie poczułam się ani odrobinę senna.  Nadal słyszałam jego słowa, o tym że nie śpi, o wyrzutach sumienia. Nie sądziłam, że taki ktoś jak on, może w ogóle je mieć. Nie zasnęłam przez kolejną godzinę, więc postanowiłam ubrać się i iść pobiegać dookoła jeziora.  Świeże powietrze pomogło mi się trochę zresetować, obudzić umysł. Gdy po godzinie wróciłam do pokoju, słońce już w pełni świeciło. Założyłam na siebie szatę szkolną i rozsiadłam się w pokoju wspólnym gotowa dokończyć esej.
„Hermiona?” usłyszałam cichy głos. Odwróciłam głowę i zobaczyłam zaspaną Ginny w piżamie.
„Jest jeszcze przed siódmą Gin. Czemu nie śpisz?”
„Miałam koszmar i nie mogłam już spać” westchnęła, wiciskając się obok mnie na fotel i przytuliła się do mnie.
„Co Ci się śniło?” spytałam przytulając ją.
„Co jakiś czas znowu śni mi się śmierć Freda. To jak wchodzę do Wielkiej Sali i widzę jego ciało leżące na noszach, na podłodze” mówiła, wzdychając ciężko.
„Może chciałabyś jakiś eliksir nasenny, który powstrzyma wszelkie sny?” zaproponowałam „Byłoby Ci łatwiej”
„Poradzę sobie”
„Ginny przyznanie, że sobie z czymś nie radzisz, nie oznacza, że jesteś słaba” westchnęłam.
Ruda przymknęła oczy i pokiwała głową.
„Porozmawiam dzisiaj z dyrektorką i postaram się coś załatwić” uśmiechnęłam się „A teraz idź się jeszcze na chwilkę położyć”
Ginny ziewnęła i powłócząc nogami ruszyła do swojego dormitorium. Przeciągnęłam się, spoglądając na niedokończone zadanie na Transmutacje. Wzdychając chwyciłam do ręki pióro i zaczęłam uzupełniać kolejne zdania.
„Hermiona!” wyrwał mnie z zamyślenia krzyk Rona, który zbiegł pod schodach. Wystraszona szturchnęłam kałamarz z atramentem, zalewając prace.
„Ron” westchnęłam płaczliwie i szybko wyciągnęłam różdżkę, żeby go wyczyścić.
„Przepraszam” uśmiechnął się kucając obok stolika i położył na niego głowę.
„Jak długo już tutaj siedzisz?” spytał Harry.
„Przyszłam tutaj jeszcze przed siódmą. Pojawiła się tutaj tez Ginny, bo miała koszmar, ale odesłałam ją do pokoju” gdy to powiedziałam, czarnowłosy skierował swoje kroki do dormitorium dziewczyn, wyciągając różdżkę, aby schody nie zamieniły się w zjeżdżalnie gdy tylko na nie stanie.
„Fred” westchnęłam gdy Ron popatrzył na mnie pytająco i gdy to usłyszał uśmiech zszedł z jego twarzy.
„Myślisz, że moglibyśmy porozmawiać z dyrektorką o tym jak jej pomóc?”
„Chce poprosić o eliksir nasenny” odparłam, pakując pergamin do torebki. 
Spojrzałam na schody gdy Harry obejmując Ginny, weszli do Pokoju Wspólnego.  Dziewczyna była blada, widziałam łzy na jej policzkach. Poczułam ukłucie złości, że zostawiłam ją samą, odesłałam do pokoju. Wstałam i przytuliłam ją mocno.
„Wszystko w porządku?” oczywiście zadałam najgłupsze pytanie.
„Ja…ehhh” westchnęła.
„Harry idź z Ronem do Wielkiej Sali na śniadanie, ja zbiorę Ginny do Skrzydła Szpitalnego”  powiedziałam.
Objęłam ruda ramieniem i ruszyłyśmy powoli. Schodziłyśmy powoli po schodach, ale podpieranie jej pozbawiało mnie już powoli sił. Przechodziłyśmy korytarzem gdy usłyszałam wołanie.
„Granger zaczekaj!”
„Czego chcesz Malfoy?” spytała zatrzymując się.
„Pomogę Ci” westchnął.
„Nie potrzebuje twojej pomocy”
„Widzę, że już nie dajesz rady”
„Hermiona pozwól mu” poprosiła słabym głosem Ginny. Wzdychając ciężko, pozwoliłam żeby blondyn podniósł rudą na ręce i ruszył do Skrzydła Szpitalnego.
„Co się stało!?” krzyknęła Pani Pomfley widząc nas.
„Miała ciężko noc. Męczą ją koszmary i nie śpi” powiedziałam, obserwując jak Malfoy kładzie Ginny delikatnie na łóżku.
„Zaraz podam jej coś na sen, prześpi się i będzie lepiej. Po tym jak się obudzi podam jej coś na wzmocnienie i powinna przyjść na popołudniowe zajęcia” powiedziała do mnie chwytając jedną z fiolek stojących na półce.
„Dziękuje bardzo. Przyjdę sprawdzić co z nią później”
„Uciekajcie na śniadanie i zajęcia. Zajmę się nią” uśmiechnęła się, wypychając nas z Sali.
Gdy zamknęły się za nami drzwi do Skrzydła Szpitalnego, Draco ruszył prosto na śniadanie, ale ja w przypływie emocji chwycił go za nadgarstek żeby powstrzymać go.
„Dziękuje” powiedziałam, gdy zatrzymał się i spojrzał na mnie pytająco.
„Za co?”
„Za to, że pomogłeś mi z Ginny. Nie dałabym rade doprowadzić jej tutaj samej” westchnęłam.
„Może w końcu zaczniesz się przekonywać, że nie jestem już tym złym” odparł i gdy wypuściłam jego rękę ruszył na śniadanie.
Weszłam do Wielkiej Sali i gdy zajęłam swoje miejsce, Harry i Ron od razu nachylili się w moją stronę.
„Czemu wchodziłaś tutaj z tą gnidą?” warknął Ron.
„Draco pomógł mi z Ginny. Nie miałam już siły, a on zaniósł ją do Skrzydła Szpitalnego” powiedziałam, nakładając sobie zapiekaną owsiankę na talerz.
„Co z nią?” spytał Harry, którego fakt mojego przyjścia tutaj z Draco nie obchodził.
„Pani Pomfley podała jej eliksir nasenny, Ginny wyśpi się bez niepotrzebnych koszmarów, później poda jej coś żeby stanęła na nogi i powinna dołączyć do nas na popołudniowe zajęcia” poinformowałam Harry’ego „Wiem, że się martwisz, ale nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Zapewnianie jej, że będzie dobrze, nic nie pomoże. Musze dzisiaj iść do dyrektorki, porozmawiać, co zrobić z Ginny. Może ona będzie miała jakiś pomysł”
„Myślisz, ze ona pomoże?”
„Tak Harry. Na pewno nie raz spotkała się z czymś takim. Bo nie sądzę, żeby podawanie jej co noc eliksiru nasennego pomogło. Bo nie może przyjmować go do końca życia” westchnęłam przecierając twarz dłońmi.
„Jakoś sobie z tym poradzimy” zapewnił mnie Ron kładąc mi dłoń na ramie. 
„Chodźmy po spóźnimy się na transmutacje” uśmiechnęłam się delikatnie i wstałam od stołu.
Gdy weszliśmy do Sali dyrektorka już tam siedziała.
„A gdzie Ginny?” spytała, przyglądając się nam.
„Ginny jest w skrzydle szpitalnym. Porozmawiam z Panią po zajęciach” powiedziałam, zajmując swoje miejsce.
Zajęcia minęły bardzo szybko. Każdy z nas ćwiczył w skupieniu zaklęcie, które wcześniej pokazała nam Pani profesor. Obserwowała kontem oka Harry’ego i Rona, którzy z krzywymi minami starali się i starali ale ich króliki nadal były królikami. Kiedy nareszcie rozbrzmiał tak długo wyczekiwany przez wszystkich dzwonek, obwieszczający koniec zajęć, wszyscy, wliczając Harry’ego i Rona wyszli, a ja zebrałam swoje rzeczy i podeszłam do biurka.
„Mogę coś dla ciebie zrobić Hermiono?” spytała dyrektorka.
„Chodzi o Ginny. Nie śpi, męczą ją koszmary. Dzisiaj odprowadziłam ją do skrzydła szpitalnego, bo już ledwo trzymała się na nogach. I tak naprawdę nie wiem jak jej pomóc” westchnęłam siadając na najbliższym krześle.
„Może zdobylibyśmy pozwolenie na podawanie jej eliksiru nasennego?” zaproponowała.
„Myślałam o tym, ale musiałaby go brać do końca życia. Dlatego przyszłam z tym do Pani. Bo chciałam wiedzieć, czy jest jakiś inny sposób” przyznałam.
„Możemy wymazać to z pamięci, ale wiem, że to nie wchodzi w grę. Pomyślę jak możemy to rozwiązać i skontaktuje się z Tobą. A na razie poproszę Pania Pomfley, żeby wyposażyła Ginny w eliksir nasenny”
„Dziękuję” uśmiechnęłam się i wyszłam z Sali, kierując się prosto do Skrzydła Szpitalnego.
Kiedy znalazłam się już praktycznie przy drzwiach, zauważyłam przy nich blondyna. 
„Malfoy?” spytałam, a on podskoczył wystraszony.
„Przyszedłem zobaczyć czy z rudą wszystko w porządku” powiedział, opierając się nonszalancko o ścianę.
„Od kiedy martwisz się o zwykłych, nic nie znaczących Gryffonów?”
„Ehhh Hermiona” westchnął, przecierając twarz dłońmi „Zrozum, że Draco, który chodził tymi korytarzami przez ostatnie siedem lat, to już nie ja. Wiem że trudno w to uwierzyć” odparł.
„Nie jest trudno w to uwierzyć Draco, uwierzenie w to równa się z cudem i ty dobrze o tym wiesz” warknęłam cofając się „Wszyscy powtarzają, to jego kolejny głupi żart, to kolejny zakład, kolejne kłamstwo” 
„Dlaczego nie ….” Zaczął ale mu przerwałam.
„Dlaczego?” odparłam śmiejąc się „Malfoy zadajesz głupie pytania. Popatrz na ostatnie siedem lat. To jest powód”
„Każdy zasługuje na drugą szanse prawda?” spytał, a ja widziałam iskierki gniewu w jego oczach.
„Każdy, ale nie ty” warknęłam i weszłam do Skrzydła Szpitalnego, gdzie Ginny właśnie się obudziła.
„Jak się czujesz?” uśmiechnęłam się do niej, siadając na brzegu łóżka.
„Wyspana. Pierwszy raz od dawna nie męczyły mnie koszmary” przyznała, przeciągając się.
Rozmowę przerwała na Pani Pomfrey, która pojawiła się żeby podać Ginny eliksir wzmacniający.
„W końcu Cię znalazłam Hermiono. Mogłabym Cię prosić do mojego biura?” usłyszałam głos dyrektorki, która wbiegła do pomieszczenia zdyszana.
„Coś się stało?” zdziwiłam się, ale wstałam i podeszłam do niej szybko.
„Muszę porozmawiać z Tobą i Draconem” odpowiedziała, podbierając się na moim ramieniu.
Wyszłyśmy obie na korytarz gdzie czekał na nas blondyn i całą trójką ruszyliśmy do gabinetu dyrektorki. Weszliśmy na górę po spiralnych schodach, depcząc kobiecie po piętach i rozsiedliśmy się w fotelach obserwując jak ona okrąża biurko, po drodze drapiąc delikatnie swoją czarną jak smoła sowę.
„A więc szukałam was, ponieważ wpadliśmy w Profesorem Dumbledorem na świetny pomysł” powiedziała, wskazując w stronę obrazu poprzedniego dyrektora, który uśmiechał się bardzo podejrzanie.
„Postanowiliśmy, że stworzymy pomiędzy waszymi pokojami wspólny salon, do którego będzie miała wstęp tylko wasza dwójka, w którym będziecie mogli odpocząć” mówiła, obserwując naszą reakcję, ale żadne z nas nie wypowiedziało ani jednego słowa.
„Jakieś komentarze?” spytała.
„Myślę, że to dobry pomysł. Przyda nam się chwila odpoczynku od zgiełku i nachalnych ludzi z naszych domów. Przynajmniej mi, nie wiem jak Granger” odparł Draco, rozsiadając się nonszalancko w fotelu.
„Mi nie przeszkadza rumor Pokoju Wspólnego Gryffindoru, ale to fakt, że czasem przydałoby się po prostu posiedzieć w ciszy, w miejscu do którego nikt nie wtargnie bez pukania” przyznałam, zaciskając dłonie na brzegu mojej spódnicy.
Miałam jakiś wewnętrzny wstręt i można to chyba nazwać również blokadą, przed przyznaniem racji Malfoy’owi. Nie sądziłam, że ten dzień kiedykolwiek nadjedzie, kiedy będziemy  w czymś zgodni praktycznie w stu procentach.  
„Tak więc na razie nie wracajcie do pokoi, wejdą tam pracownicy i dokonają potrzebnych zmian” poinformowała nas „A teraz możecie już uciekać. A jeśli chodzi o Ginny, panno Granger jeszcze myślę” uśmiechnęła się do mnie. Wstałam z fotela i ruszyłam do wyjścia zanim Malfoy zdążył w ogóle zareagować. Weszłam szybkim krokiem do Pokoju Wspólnego gdzie Ron i Harry debatowali nad zadaniem z transmutacji.
„Jak mam zmienić tego głupiego królika w debilne kapcie, przecież to nierealne!” wrzasnął Ron, tak nagle że siedzący niedaleko niego Neville zrzucił ze stołu doniczkę z nową roślinką, którą hodował.
„Ron to jest normalne zadanie. Skoro nie umiesz tego zrobić, to możesz zwyczajnie poprosić o pomoc” odparłam siadając naprzeciwko niego.
„I tak nie zostanę aurorem więc co za różnica” warknął rzucając różdżkę na stół.
„Nie przejmuj się stary. Jak zostanę szefem biura aurorów to cię zatrudnię. Trochę nepotyzm bo będę twoim szwagrem, ale nikt nie musi wiedzieć” powiedział Harry, po chwili wybuchając śmiechem na widok miny Rona.
„Dzięki stary, że tak bardzo we mnie wierzysz, ale przypominam, że sam musisz to zdać” warknął obrażony.
„Ja zamieniłem moje królika w kapcie”
„Może i tak, ale nie wiem kto chciałby samoskaczące kapcie” zaśmiałam się, przypominając sobie jak obuwie zeskakiwało ze stolika Harry’ego.
„Uważam, że każdy by takie chciał Hermiono” odparł urażony czarnowłosy.
Nagle od strony mojego pokoju było słychać duży i głośny trzask, który spowodował, że wszyscy, którzy przebywali w pokoju wspólnym podskoczyli.
„Co to?” spytał Ron patrząc na mnie.
„Dorabiają wspólny salon dla mnie Malfoya, pomiędzy pokojami. Dyrektorka stwierdziła, że nam się przyda, żebyśmy mogli odpocząć i odetchnąć od zgiełku szkoły” odparłam niewzruszona, mając tylko nadzieje, że wszystkie moje rzeczy będą nienaruszone po tym remoncie.
„Byłaś u Ginny?” spytał Harry.
„Tak. Gdy weszłam do skrzydła to właśnie się obudziła. Pani Pomfley poda jej jeszcze coś na wzmocnienie i myślę, że Ginny dołączy do nas na Obronę Przed Czarną Magią. A teraz myślę, że już czas na obiad” powiedziałam widząc jak na zegarze wybiła godzina 13.
Wstałam ze swojego miejsca i ruszyłam powoli w stronę obrazu. Gdy szłam już korytarzem dołączyli do mnie Ron i Harry. Całą trójką weszliśmy do wielkiej Sali, zajmując swoje miejsca.
„Jak ja tęskniłem za obiadami w Hogwarcie” westchnął Ron, sięgając po smażonego kurczaka. 
„Już nie narzekaj. Starałam się jak mogłam żebyśmy mieli co jeść” warknęłam, przypominając sobie ostatni rok, w trakcie którego dwoiłam się i troiłam, żebyśmy mieli co jeść.
„Wiemy Mionka i jesteśmy Ci za to bardzo wdzięczni. Tylko dzięki Tobie przeżyliśmy zeszły rok” przyznał Harry, kładąc dłoń na moje ramie. Uśmiechnęłam się do niego i sięgnęłam po miskę ze spaghetti, żeby przełożyć je na swój talerz.
Jedząc cały czas czułam na sobie czyjeś spojrzenie. Oderwałam się od jedzenia i zaczęłam rozglądać się po Sali. Przyjrzałam się wszystkim stołom, ale większość uczniów była skupiona na jedzeniu, bądź rozmowach. I wtedy skierowałam swój wzrok w stronę ślizgonów i napotkałam spojrzenie znienawidzonego przeze mnie blondyna. Jednak kłamałabym jeśli powiedziałabym, że moje serce nie zaczyna się roztapiać. Widzę w nim zranionego chłopca, którym może gdzieś tam głęboko jest. I może traktowałam go zbyt surowo, może naprawdę chciał odkupić wszelkie winy, może naprawdę się zmienił, ale mój umysł podpowiadał mi coś innego. I chociaż zazwyczaj nie kieruje się tym co on mówi, tylko tym co krzyczy serce, tym razem z niewyjaśnionych przyczyn, właśnie jego podpowiedzi posłuchałam. Nienawiść do blondyna była tak silna, że chyba nic nie było w stanie jej przebić. Nawet jeśli bardzo bym tego chciała.
„Hermiona nad czym tak rozmyślasz?” wyrwał mnie z zamyślenia głos Harry’ego.
„Przepraszam, nie ważne” odparłam uśmiechając się i wróciłam do jedzenia.
Czarnowłosy jeszcze przez chwilę mi się przyglądał, po czym wrócił do rozmowy z Ronem. Jednak wiem, że zauważył, że coś jest nie tak. Ron nie był spostrzegawczy, ale Harry potrafił czytać ze mnie jak z otwartej książki. I zapewne jeszcze mnie zapyta, co zajmuje moje myśli w ostatnich dniach. Gdy skończyłam jeść wstałam od stołu i ruszyłam do Sali, w której mieliśmy mieć kolejne zajęcia.
„Ginny!” zawołałam widząc przyjaciółkę, stojącą przed drzwiami „Jak się czujesz?”
„Już wszystko w porządku” zapewniła, przytulając mnie „Dziękuję Hermiona”
„To nie mi powinnaś podziękować, tylko Malfoy’owi, bo bez niego nie doprowadziłabym Cię do Skrzydła Szpitalnego”
„Dziękuję Draco” uśmiechnęła się Ginny, zerkając za mnie. Odwróciłam głowę i zobaczyłam blondyna, który nonszalancko opierał się o ścianę.
„Przyjemność po mojej stronie ruda” zaśmiał się, widząc wyraz mojej twarzy i wrócił do rozmowy z chłopakiem, który stał obok niego.
„Od kiedy jesteście dla siebie tacy mili?” spytałam.
„Przyszedł do mnie do Skrzydła Szpitalnego, porozmawialiśmy chwilę. Opowiedział mi o tym jak wyglądało jego życie, o tym do czego zmuszał go ojciec. Mówiąc szczerze popłakałam się. Nie sądziłam, że ktokolwiek byłby zdolny tak bardzo skrzywdzić własne dziecko” mówiła wchodząc za mną do Sali „On wcale nie jest taki zły. Wiem jak to brzmi. Nie patrz na mnie jakby ktoś zaczarował, bo tak nie jest”
„Wiesz jakie mam odczucia, jeśli chodzi o niego. Nie potrafię mu zaufać, nawet jeśli bym tego chciała. I jestem przekonana, że całkowicie to rozumiesz” odparłam, zajmując swoje miejsce.
„Wiem Hermiona. I wiem co mówiłam ostatnio, że nie powinnaś mu ufać, ale teraz myślę, że każdy zasługuje na drugą szansę” westchnęła Ginny, kładąc książkę na blacie z trzaskiem.
To wszystko wydawało mi się dziwne i abstrakcyjne. Nienawidziłam Malfoya, Ginny też nie pałała do niego miłością. Jesteśmy w Hogwarcie od zaledwie trzech dni, a wszystko odwróciło się już do góry nogami. Cała ta sytuacja jest dla mnie tak abstrakcyjna, że czuje się jakbym czytała książkę.  W trakcie naszej krótkiej wymiany zmian do Sali wszedł już nowy profesor Obrony. Wszystkie oczy nagle były utkwione w nim.
„Witam wszystkich zebranych. Miło mi wrócić w te progi, już nie jako uczeń ale nauczyciel” uśmiechnął się, a jego uśmiech był powalający.
Nasz nowy nauczyciel, był młodym, nieziemsko przystojnym facetem, który musiał skończyć Hogwart niedługo po tym jak my go zaczęliśmy, ale wydawał się dziwnie znajomy.
„Wierzę, że większość z was o ile nie wszyscy, tak naprawdę nie potrzebują tych zajęć. W końcu to co działo się w maju. Wszyscy broniliście się przed czarnymi mocami i wyszliście z tego cało. Oczywiście nie mówię, że Ci których nie ma dzisiaj z nami nie potrafili tego. Po prostu tak się stało. A dzisiaj zajmiemy się mała powtórką, chce zobaczyć na co was stać. Ja przeciwko wam, każdy osobno”
Wszystkie dziewczyny poderwały się z miejsc, żeby jak najszybciej znaleźć się naprzeciwko mężczyzny. Był niesamowicie dobrym czarodziejem, ale gdy nadeszła kolej Harry’ego, on nie miał szans.
„Brawo Harry” uśmiechnął się.
Gdy stanęłam naprzeciwko niego, uśmiech nie schodził z jego twarzy.
„Sławna Hermiona Granger” odparł, a za sobą usłyszałam prychnięcia kilku dziewczyn.
„We własnej osobie” zaśmiałam się, przypominając sobie stojącego przede mną mężczyznę.
„Minęło 3 lata prawda?” spytał, a wszyscy dookoła spojrzeli na mnie.
„Od tamtego… hmm no coś koło tego” przyznałam czując dziwne ciepło w brzuchu.
„Wypiękniałaś” zaśmiał się „Ale nie powinienem tego mówić jako twój profesor. A teraz zaatakuj”
Wywinęłam różdżkę, nim zdążył zareagować i po chwili mężczyzna wylądował na ziemi.  Wstał i zaatakował. Przez kolejne kilka minut wymienialiśmy zaklęcia, ale umieliśmy się zbyt dobrze chronić, żeby którekolwiek z nich nas dosięgnęło.
„Dobrze uznajmy remis” zaśmiał się „Dziękuje i następny”
Podeszłam pod ścianę i usiadłam obok Ginny, która patrzyła na mnie z szeroko otwartymi ustami.
„Co to było?” spytała szeptem uśmiechając się.
„Na piątym roku, mieliśmy taki krótki epizod. Pięć miesięcy, wiele się działo. Potem on skończył szkołę i kontakt się urwał” odparłam.
„Byłaś z nim?”
„Był pierwszym mężczyzną w moim życiu, który wszedł w nie z prawdziwego kopa” zaśmiałam się.
„Czy wy… czy on i ty… Hermiona?” Ginny zaczęła się jąkać a ja wybuchnęłam jeszcze większym śmiechem.
„Chodzi Ci o to czy się z nim przespałam?” spytałam „Tak. Był pierwszym, którego dopuściłam tak blisko”
„O matko Hermiona i co teraz?”
„Jak to co. Nic. To wszystko skończyło się 3 lata temu, to zamknięty rozdział. A po drugie on jest teraz profesorem” odparłam.
„Ale Miona, przecież to takie ciacho i uważa, że jesteś piękna” powiedziała dziubiąc mnie w bok. 
„Wiem mam oczy i uszy słońce, ale to nic nie zmienia. A poza tym nie jestem jeszcze gotowa na żadne flirty ani związki. Muszę się wyleczyć do końca, nie chce się w nic angażować dopóki nie będę w stu procentach pewna”
„No dobrze. Ale taki kąsek przeleci Ci obok nosa” 
„On zasługuje na znacznie więcej” przyznałam.
„Dobra wstawać tam spod tej ściany” powiedział w naszą stronę „Wszyscy jesteście świetni, ale niektórzy muszą bardziej w siebie uwierzyć. Neville jestem pewny, że masz w sobie niesamowitą moc, ale coś ją blokuje. Przyjdź do mnie po zajęciach to pogadamy” uśmiechnął się.
„A teraz zbierajcie się i miłej reszty dnia. Zadania domowego nie daje, bo i tak pewnie reszta profesorów zawaliła was nauką. Dzięki za dzisiaj i do zobaczenia” odparł i odwrócił się w stronę swojego biurka zbierając leżące na nim papiery.
Gdy wyszli wszyscy poza Nevillem, zatrzymałam się przy biurku. Jack podniósł wzrok na mnie uśmiechając się.
„Nie spodziewałem się Ciebie tutaj spotkać” odparł, siadając na brzeg blatu.
„Wróciłam dokończyć szkołę. A potem zobaczymy”
„Co się tak właściwie między nami stało?” spytał, zerkając kontem oka na Nevilla.
„Jack” westchnęłam „Skończyłeś szkołę, zacząłeś dorosłe życie, a ja zostałam tutaj, dalej się ucząc. To nie miało racji bytu” odparłam.
„Możemy to naprawić” uśmiechnął się.
„Nie wiem co słyszałeś Jack, ale w maju zginął mój narzeczony. Nie szukam obecnie żadnych związków, ani nie chce nic naprawiać” powiedziałam, zaciskając dłoń na uchwycie torebki.
„Wiem, słyszałem o tym co stało się z Fred’em. Byliśmy kumplami, dopóki nie skończyłem szkoły. Czasem podsyłał mi niektóre z psikusów. Szkoda go, mógł tak dużo z bratem osiągnąć” odparł, wkładając papiery do torby „I rozumiem o co chodzi. Ale jeśli kiedykolwiek będziesz gotowa, to wiesz gdzie mnie znaleźć” uśmiechnął się i ruszył w stronę Nevilla, który siedział na swojej ławce. Westchnęłam i wyszłam z Sali kierując się do pokoju wspólnego.

środa, 15 kwietnia 2020

Rozdział 2


Rano obudziło mnie dobijanie się do moich drzwi. Wzdychając głośno podniosłam się z łóżka i otworzyłam je tak nagle, że Ron i Harry wpadli do środka.
„O co wam chodzi?” warknęłam przeciągając się.
„Musimy iść na śniadanie Mionka” odparł Harry zbierając się z podłogi.
„Wiem Harry wiem. Czy ja kiedykolwiek się spóźniłam?” spytałam, wyciągając z szafy świeżo wyprasowaną białą koszulę, którą zapewne umieściły w środku skrzaty.
„Wiemy, że się nie spóźniasz, ale obawialiśmy się, że dzisiaj będzie ten pierwszy raz” przyznali, siadając na brzegu mojego łóżka.
„Tak więc oficjalnie możecie wycofać się z moich czterech ścian i udać się na śniadanie, a ja dołączę do was jak tylko się ogarnę” powiedziałam, wypychając ich za drzwi i zatrzasnęłam je głośno.
Szybko założyłam na siebie rajstopy, spódniczkę, koszulę, zarzuciłam na siebie szatę, naciągnęłam na nogi wysokie kozaczki i porywając jeszcze po drodze torebkę wyszłam z pokoju. Zbiegłam szybko po schodach i zajęłam swoje miejsce w Wielkiej Sali.
„Twój plan” odparł Ron z pełnymi ustami, przy okazji opryskując mój plan owsianką.
„Ygh Ron” westchnęłam i strzepałam pergamin. Przeleciałam po nim szybko wzrokiem, nie spodziewając się niczego niesamowitego. Sama  wybrałam sobie przedmioty, które mają się na nim znaleźć, więc jedyne czym mogli mnie zaskoczyć, to przydzielenie ich do dnia tygodnia.
„Masz zaraz eliksiry ze Slughornem?” spytał Harry, podsuwając Ginny kolejną kanapkę z zielonym ogórkiem, a on odłożyła ją na jego talerz i westchnęła głośno.
„Tak mam” odparłam, nabierając na łyżkę trochę owsianki. 
„To pospiesz się bo musimy lecieć po książki i na zajęcia” pospieszał mnie czarnowłosy.  Szybko przełknęłam ostatnią łyżkę, zapiłam resztą soku dyniowego i ruszyłam biegiem za trójką przyjaciół z powrotem do Wieży Gryffindoru. Wzięliśmy książki i udaliśmy się do Sali eliksirów.
„Witam wszystkich, którzy zdecydowali się skończyć ostatni rok tej cudownej szkoły. W tym roku spotkamy się z najtrudniejszymi eliksirami” przywitał nas profesor Slughorn gdy już wszyscy byli w środku.
Przez całe zajęcia obserwowałam jak Ron z Harrym męczą się w parze z bardzo trudnym przepisem, kątem oka zerkając jeszcze na Ginny, która kroiła korzonki.
„Ginny delikatnie z nimi” poprosiłam obserwując jak dziewczyna znęca się nad biednymi roślinkami. 
„Pokłóciłam się wczoraj wieczorem z Harrym” przyznała, upuszczając nóż na stół. 
„Co się stało?” spytałam po cichu, nachylając się w jej stronę.
 „Harry uważa, że nie powinnam za bardzo angażować się w sprawy Georga. Widział jak wysyłałam do niego kolejny list. Martwię się o niego, to wszystko” odparła odwracając się w  moją stronę.
„Harry ma trochę racji Gin. George jest dorosły i musi sam sobie poradzić z tym wszystkim. Kiedy będzie gotowy odezwie się do was” powiedziałam, kładąc dłoń na jej ramie.
„Jeszcze piętnaście minut kochani” poinformował nas profesor przechadzając się pomiędzy naszymi stanowiskami.
Zamieszałam ostatni raz eliksir i zostawiłam żeby się zagęścił. Razem z Ginny szybko sprzątnęłyśmy i przelałyśmy odrobinę eliksiru do fiolki.
„Zostawcie fiolki na moim biurku i możecie iść” poinformował nas.
Po skończonych zajęciach, wróciłam do swojego pokoju i rozłożyłam się na łóżku. Po chwili usłyszałam ciche pukanie.
„Proszę!” krzyknęłam.
„Dyrektorka nas woła do siebie” usłyszałam znienawidzony głoś, należący do Malfoya.
Wstałam z łóżka i nic nie odpowiadając ruszyłam do gabinetu dyrektorki. Dotarłam tam przed blondynem, zajmując miejsce w wygodnym fotelu.
„A więc wezwałam was, ponieważ potrzebuję, abyście przypilnowali trzech piątoklasistów w trakcie ich szlabanu” poinformowała nas gdy Malfoy już dotarł „Sprawdziłam wasze plany, nie macie już dzisiaj żadnych zajęć. Chłopcy czekają na was przed salą numer 8 na 4 piętrze. Godzina szorowania blatów im nie zaszkodzi” uśmiechnęła się do nas i wróciła do przeglądania pergaminów. Nawet na siebie nie patrząc ruszyliśmy z Malfoyem na 4 piętro.
„Ma nas pilnować szlama Granger” zaśmiał się jeden z nich, gdy jako pierwsza wyszłam zza zakrętu, ale uśmiechy znikły z ich twarzy gdy za mną pojawił się Malfoy.
„Jeszcze raz, a rodzona matka cię nie pozna” warknął, a ja spojrzałam na niego zszokowana „Do środka gówniarze, same problemy z wami!” wrzasnął i uderzył jednego z nich w tył głowy.
„Malfoy!” krzyknęłam oburzona.
„Jak raz cię obroniłem, a tobie i tak źle” odparł, zerkając na mnie kontem oka.
„Nie potrzebuje twojej pomocy” powiedziałam i usiadłam na jednym z foteli pod ścianą, po chwili obserwując kontem oka jak miejsce obok mnie zajmuje przemądrzały ślizgon.
„Granger czy jestem aż tak straszny?” spytał, nachylając się w moją stronę.
„Nie skomentuje tego. Wolę oszczędzać słowa. I nie wiem po co w ogóle reagowałeś. Sam od 7 lat nazywasz mnie szlamą, więc co za różnica”
„Jest pewna niepisana reguła Granger, którą ustanowiłem będąc już na pierwszym roku. Tylko  ja mam prawo nazywać cię szlamą, tylko ja mam prawo cię gnębić” odparł  obserwując trójkę chłopaków.
„Nie jestem twoja własnością Malfoy” warknęłam „Patrz co robisz!” wrzasnęłam, widząc jednego z chłopaków, który prawie stłukł jeden z przyrządów.
„Stul dziób głupia…”zaczął ale nie skończył spoglądając na twarz blondyna, który aż się zagotował ze złości. 
„Będę musiał zrobić porządek” warknął, a chłopak skurczył się z prawie metra osiemdziesiąt to metra pięćdziesiąt.  
„Odwal się, niech mówią co chcą. Sam to zacząłeś, wszystko twoja wina” odparłam i już nawet na niego nie spojrzałam przez kolejną godzinę.
„Koniec kary. Won” powiedział Malfoy spoglądając na zegarek.  Trójka ślizgonów uciekła równie szybko jak się pojawili.  
„Stój Granger” warknął Draco zatrzaskując drzwi zanim wyszłam.
„Odwal się”
„Nie możemy jak raz porozmawiać jak ludzie?”
„A ty co okres masz?” spytałam czując jak narasta we mnie złość „Dręczysz mnie przez siedem lat, pytasz o mojego zmarłego chłopaka, a teraz nagle chcesz rozmawiać. Uderzyłeś się za mocno w głowę?”
„Japierdole Granger!” wrzasnął.
„Od kiedy jestem Granger, a nie głupia, brudna szlama?”
Poczułam jak chłopak chwyta mnie za ramiona i przyszpila mnie do ściany.  Odwróciłam głowę, próbując się wyrwać, ale miał zbyt mocny uścisk żebym dała radę.
„Nie wyrywaj się skończona idiotko” warknął.
„Puść mnie” szepnęłam, czując jak oczy napełniają mi się łzami, mimo że próbowałam za wszelką cenę to powstrzymać.
„Nie widzisz, że chronię cię od siedmiu pieprzonych lat? Że nikt nigdy nie zrobił ci krzywdy?”
„Ty zrobiłeś” szepnęłam, czując ból wypełniający moje prawe ramie.
„Nikt inny nawet na ciebie nie spojrzał”
„I może mam Ci za to podziękować?” warknęłam.
„Granger, gdyby nie ja i mój zakaz, który sprawił, że byłaś praktycznie nietykalna, ta szkoła byłaby dla ciebie piekłem. Przyjaciółka świętego Potter’a, a do tego jeszcze pochodząca z mugolskiej rodziny”
„I czego oczekujesz? Mam ci całować stopy?”
„Nie oczekuje, że mi podziękujesz. Chce tylko żebyś zrozumiała dlaczego zachowuje się tak a nie inaczej. Nie nienawidzę cię, chce cię chronić”
„Uważaj bo uwierzę, że wielki Pan Malfoy chce chronić mnie, największą szlame tej szkoły” zaśmiałam się i zaczęłam się jeszcze mocniej szarpać.
„Hermiona przestań się szarpać” poprosił poluzowując uchwyt.
„Dlaczego w takim razie wiecznie mnie obrażasz, upokarzasz, wyśmiewasz przy wszystkich skoro tak bardzo chcesz mnie chronić?”
„Bo gdybym pokazał, że jestem miękki, to zjedliby mnie żywcem!” wrzasnął a ja zatrzęsłam się ze strachu.
„Wypuść mnie. Nie chce mieć z tobą nic wspólnego, ani z twoimi głupimi gierkami. Uwierzę w te głupie kłamstwa, a jutro znowu zmieszasz mnie z błotem. Nie znaczysz dla mnie więcej niż gówno w trawie i wice wersa. Więc daj sobie spokój” powiedziałam i odtrącając jego dłoń, wybiegłam z Sali, ruszając prosto do Wielkiej Sali gdzie właśnie zaczął się obiad. Usiadłam pomiędzy Ronem i Harrym, ale nadal w głowie miałam wszystkie słowa blondyna. Nienawidzimy się, od zawsze, ale jedna rzecz jest faktem, tylko on mi dokuczał. Inni ślizgoni nigdy mnie nie obrażali, nie wykonali nawet jednego kroku w moją stronę. 
„Nad czym myślisz Miona?” spytała Ginny nachylając się w moją stronę „Coś się stało?”
„Nie nic, tak rozmyślam, nie przejmuj się mną” odparłam, przełykając kolejną łyżkę kremu z dyni.
„Na pewno?” dopytywała moja przyjaciółka.
„Na sto procent Ginny” powiedziałam wymuszając uśmiech „ A teraz uciekam dokończyć referat na jutro na transmutacje. Jakbyście coś chcieli to będę u siebie”
Wstałam od stołu i odprowadzona wzrokiem przyjaciół wyszłam z Sali. Skierowałam swoje kroki prosto do wieży Gryffindoru i do swojego pokoju. Zatrzasnęłam głośno drzwi, rzucając torebkę na podłogę. Usiadłam opierając się o łóżko i zasłoniłam twarz dłońmi. Poczułam łzy zbierające się w moich oczach, które po chwili wypłynęły na policzki. Usłyszałam ciche pukanie do drzwi.
„Proszę!” zawołałam, wycierając twarz rękawem. Spodziewałam się, że wejdzie któreś z moich przyjaciół, ale otworzyły się drzwi ze strony pokoju ślizgonów.
„Wyjdź” poprosiłam wstając.
„Chce tylko porozmawiać” zapewnił, wyglądał na podłamanego.
„Ja nie chce. Proszę wyjdź” wyszeptałam kładąc dłoń na jego pierś i pchnęłam go w stronę drzwi.
„Hermiona daj mi wszystko wytłumaczyć, dlaczego taki byłem, dlaczego robiłem te wszystkie rzeczy” prosił, kładąc dłoń na moją.
„Nie chce, nie… nie mogę”
„Proszę. To zawsze byłaś ty, zawsze. Od pierwszego roku” powtarzał, a ja czułam jakby ktoś zacisnął mi węzeł w żołądku.
„Nie mogę. Wyjdź proszę. Nie chce słuchać tych kłamstw, nie chce znowu być tą głupią. Jednego dnia mówisz, że nic nie znaczę, że mnie nienawidzisz, a drugiego mówisz coś takiego. Ja nie….”powiedziała i wypchnęłam go z mojego pokoju, zatrzaskując drzwi.
Wybuchnęłam głośnym płaczem, czując jak brakuje mi powietrza.  Byłam przekonana, że każde jego słowo jest kłamstwem, że to jeden z jego kolejnych żartów, które mają mnie ośmieszyć jeszcze bardziej niż zazwyczaj. Tak bardzo chciałam mieć teraz obok Freda, do którego mogłam się wtulić, wypłakać.
„Miona słuchaj bo… o matko co się stało!?” krzyknęłam Ginny, upadając obok mnie na podłogę.
„Ja…. Przepraszam, ja nie wiem co się ze mną dzieje. Najpierw Fred, teraz Malfoy. Zgubiłam się Ginny” łkałam, opierając głowę o jej kolana.
„Co zrobił Malfoy, Miona?” spytała, gładząc mnie po włosach.
„Uważa, że te wszystkie przykre słowa, wszystko co robił, było tylko po to żeby mnie chronić. Że stworzył jakąś głupią zasadę, że tylko on może mnie dręczyć, dlatego reszta ślizgonów dała mi spokój. Ale ja mu nie ufam Ginny, to jego kolejna głupia sztuczka”
„Wiesz, że nie możesz mu ufać Miona, wiesz jak bardzo cię skrzywdził. Te siedem lat, które przez niego płakałaś”
„Sama już nie wiem w co wierzyć. Wszyscy wydają się inni, robią rzeczy ,których nigdy nie robili. Mówią rzeczy, które nigdy wcześniej nie padłyby z ich ust”
„Czujesz się zagubiona, po tym jak zabrakło Freda. Wiem, to normalne, ale musisz stanąć na nogi kochana, musisz zderzyć się z prawdą, bolesną prawdą, z którą my wszyscy musieliśmy sobie poradzić. A teraz wstań i chodźmy się przejść na błonia, pooddychasz świeżym powietrzem”
Ginny zarzuciła na mnie płaszczyk i obejmując mnie ramieniem wyszła do Pokoju Wspólnego. Harry i Ron gdy zobaczyli moje opuchnięte od płaczu oczy od razu ruszyli w naszą stronę, ale ruda machnęła na nich ręką. Szłyśmy dłuższy czas w ciszy. Wsadziłam dłonie do kieszeni, wyciągając z niej kawałek kartki. Zatrzymałam się, spoglądając na nią załzawionymi oczami.

Najdroższa
Oddałbym wszystkie galeony świata, żeby teraz być przy Tobie. Ale jestem pewny, że spotkamy się niebawem i już nigdy nie będę musiał puszczać twojej dłoni. Kocham cię Hermiona i nigdy nie przestanę.
Twój na zawsze
Fred

Przeczytałam ten liścik i uśmiechnęłam się.
„To od Freda. Wsadził to do płaszcza Rona, zanim ten wrócił do mnie i Harry’ego” odparłam, podając jej kawałek papieru. Ginny przeczytała liścik i uśmiechnęła się równie szeroko jak ja.
„Czyli jednak moi bracia umieją być romantyczni” zaśmiała się, a ja jej zawtórowałam.
„On jak chciał to potrafił” odparłam, ścierając łzę, która wypłynęła na mój policzek.
„Opowiesz mi o nim. O tym Fredzie, którego znałaś ty?” spytała siadając na ławce nad jeziorem.
Zajęłam miejsce obok niej i oczami wyobraźni zobaczyłam moment, w którym razem z Fredem siedzieliśmy na dokładnie tej ławce, snując głupie plany na przyszłość, jeszcze zanim rozpętała się wojna.
„Jak to wszystko się zaczęło?”
„Przyjechałam do was na wakacje, przed ślubem Billa i Fleur. Jednego wieczoru zostaliśmy w ogrodzie, ja i Fred, pomagaliśmy sprzątać po kolacji. Zaczęliśmy rozmawiać, rozśmieszył mnie. Nasze twarze znalazły się kilka centymetrów od siebie i wtedy on mnie pocałował” mówiłam uśmiechając się. Pamiętałam każdą sekundę, jakby to było wczoraj. 
„Byłam zszokowana. Nie wiedziałam co powiedzieć. Ale pocałowałam go, gdy on odsunął się ode mnie, czekając na moją reakcje. I tak jakoś się to potoczyło. Wysyłałam do niego wiadomości patronusem, przez całą naszą podróż w poszukiwaniu horkruksów”
„Więc dlatego zawsze był taki spokojny gdy o was mówiliśmy” wtrąciła Ginny.
„Rozmawialiśmy o wspólnej przyszłości, gdy to wszystko się skończy. O tym, że już zawsze będziemy razem. Opowiadał mi co dzieje się u was, jak sobie radzicie, czy wszyscy jesteście cali i zdrowi”
„Jednego dnia gdy Harry’ego i Rona nie było na Grimmauld Place, Fred teleportował się. Spędziliśmy ze sobą cudowne popołudnie, którego nigdy nie zapomnę. Zniknął zanim wrócili”
„Naprawdę się kochaliście. To było coś wyjątkowego” przyznała rudowłosa, obserwując jak moją twarz rozświetla uśmiech.
„Nigdy wcześniej się tak nie czułam i jestem pewna, że nigdy nie poczuje. Z Fredem wszystko było wyjątkowe, magiczne, a równocześnie zwyczajne” powiedziałam i zamilkłam. Westchnęłam głośno i spojrzałam na miejsce, gdzie postawiono tablice pamiątkową z imionami i nazwiskami ofiar bitwy, jak się okazuje nie wszystkich.
„A potem już wiesz co było. Fred zginął, walcząc o nasze lepsze jutro”
„Musisz zrozumieć i zapamiętać, że skoro Fred tak bardzo cię kochał, to na pewno nie chciał, żebyś tak długo cierpiała po jego stracie. Chciałby, żebyś podniosła się jeszcze silniejsza i pozwoliła znów wejść miłości w swoje życie” powiedziała Ginny ściskając moją dłoń w swoje zimne ręce.
Spojrzałam prosto w jej oczy, tak podobne do jego oczu. Wiedziałam, że chciała dobrze, że chciała żebym w końcu wyszła na prostą. Wstałam z ławki i podeszłam powoli do tablicy spoglądając na linijkę w której pojawił się on.

Fred Weasley 1 Kwietnia 1978 – 2  Maja 1998

„Tak źle, że odszedłeś tak wcześnie. Ale obiecuję, że już nie uronię łzy, że ruszę dalej. I wybacz mi jeśli obdarzę kogoś taką miłością, jaka była zarezerwowana dla Ciebie. Wiesz, że zawsze będziesz miał specjalne miejsce w moim sercu, ale nie mogę stać w miejscu. Mój płacz, krzyk i nieprzespane noce, nie przywrócą cię, nie cofną czasu” mówiłam, kładąc dłoń na miejsce w którym wyryto jego imię. Poczułam jak Ginny ściska moje ramie dodając mi otuchy.
„Fred byłby dumny widząc jak silna jesteś” wyszeptała, patrząc na daty przy imieniu brata „Wracajmy do zamku. Chłopcy na pewno się martwią”
Pokiwałam głowa zgadzając się z nią i odwracając się ruszyłyśmy do zamku. W tym momencie obiecałam sobie, że nie będę już opłakiwać Freda, że ruszę dalej. Nie zdążyłam nawet wejść dobrze do Pokoju Wspólnego, gdy znalazłam się w ramionach Harry’ego i Ron’a.
„Co się dzieje Mionka?” spytał Harry, przyglądając mi się.
„Przepraszam, że się martwiliście. Miałam chwilę słabości” odparłam „Przebiorę się i zaraz jestem”
Rzuciłam płaszcz na łóżko, jednym machnięciem różdżki zmieniłam mundurek szkolny na wygodnie spodnie dresowe i zbyt duża bluzę. Wróciłam do Pokoju Wspólnego i usiadłam w wygodnym fotelu przy kominku, żeby ogrzać dłonie. Związałam szybko włosy w wygodnego koka.
„Na pewno wszystko w porządku?” dopytywał Ron, zerkając na mnie.
„Tak Ron” uśmiechnęłam się.
Rudowłosy nachylił się w moja stronę i przykrył moje nogi ciepłym kocem. Podziękowałam mu uśmiechem, wpatrując się w tańczące płomyki w kominku.
„Masz ochotę na kolację, czy nie idziesz z nami?” spytał Harry podnosząc się z kanapy.
„Idźcie beze mnie. Nie jestem głodna” powiedziałam.
„Przyniosę Ci coś” obiecał Ron, całując mnie w głowę i wyszedł za czarnowłosym i siostrą.
Zwinęłam się na fotelu, próbując wyrzucić z głowy wszystko co mnie tak dręczyło przez cały dzień. Spodziewałam się, że powrót do zamku będzie bardzo ciężki, ale nie spodziewałam, że aż tak.  Zmaganie się ze stratą i to tak dużą, ale z drugiej Malfoy, którego chyba ktoś podmienił. Twierdząc, że jestem dla niego taka ważna, że zawsze chciał mnie chronić.
„Hermiona nie idziesz na kolacje?” usłyszałam głos Nevilla, który przysiadł się na kanapę obok.
„Nie jestem głodna” odparłam uśmiechając się do niego.
„Ty też źle czujesz się będąc tutaj z powrotem. Bardzo długo zastanawiałem się czy tutaj wracać. Po powrocie na wakacje do domu, nie mogłem spać przez tydzień. Cały czas przed oczami miałem wszystkie wydarzenia tamtej nocy. A teraz chodząc po tych korytarzach, widzę wszystko tak wyraźnie. Przeraża mnie to” przyznał, obejmując się ramionami.
„Rozumiem to Nevile, mam tak samo. Przytłacza mnie to” powiedziałam.
„Ale zastanawiam się czy po szkole  nie zostać tutaj, może pozwolą mi pomagać Profesor Sprout” dodał, spoglądając prosto w kominek.
„To świetny pomysł Nevile. Może kiedyś ją zastąpisz” zainteresowałam się, bo myślałam, że rozmowa z nim o przyszłości jakoś pomoże wyrzucić mi przeszłość z głowy
„A ty Hermiono gdzie widzisz siebie po szkole?” spytał, przyglądając się mi.
„Ministerstwo Magii. Chciałabym coś zmienić, pomagać ludziom. Nie mówię oczywiście o stanowisku ministra magii, bo to nie moja para butów, ale może Ministerstwo Współpracy Międzynarodowej” odpowiedziałam, uśmiechając się.
„A ja Ci powiem, że zawsze gdy myślałem o tym, że ktoś z nas zajmie miejsce ministra magii, to myślałem o tobie” przyznał, drapiąc się głowie.
„Uwierz mi, ja się do tego nie nadaję” zaśmiałam się.
„Myślę, że kiedyś zdziwisz sama siebie Miona”
„Hermiona jedzenie!” krzyknął Ron, wchodząc do Pokoju Wspólnego. Spojrzałam na niego uśmiechając się szeroko i wyciągnęłam ręce po talerz na którym niósł kanapki. Ron usiadł obok mojego fotela na ziemi, opierając się o jedną z moich nóg. Od razu za nim do pomieszczenia weszli Harry i Ginny, przekomarzając się.
„Smacznego” uśmiechnęła się Ginny, zajmując miejsce obok Nevila.
„Dziękuje” odparłam przeżuwając kanapkę.
„Co mamy jutro?” spytał Harry, próbując znaleźć swój plan zajęć w torbie.
„Rano mamy transmutacje, a popołudniu obronę z nowym profesorem” powiedziałam, a wszyscy spojrzeli na mnie.
„No oczywiście, Hermiona już zapamiętała nasz plan zajęć” westchnął Ron, a ja delikatnie szturchnęłam go w głowę.

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Rozdział 1


Siedziałam w jednym z staromodnych i nie do końca wygodnych przedziałów, w pociągu, który ostatni raz miał mnie przywieźć do Hogwartu. Wpatrywałam się w roześmiane twarze moich przyjaciół, wsłuchując w ich głosy wypełniające niewielkie pomieszczenie. Jeszcze dwa miesiące temu nie sadziłam, że wszystko skończy się tak dobrze. Oczywiście nie wszyscy mieli tyle szczęście. Fred, Lupin, Tonks i wielu wielu innych, którzy tamtego dnia, stracili życie, abyśmy my mogli teraz żyć w spokoju. 
Na wspomnienie o Fredzie poczułam ukłucie w sercu. Był mi tak bliski, tak drogi. Nikt inny nie liczył się dla mnie tak bardzo jak ten chłopak, któremu oddałam całe swoje serce. Gdy trzymałam jego rękę wszystko było inne. Jego uśmiech, który rozświetlał każdy mój dzień. Nie powiedzieliśmy  nikomu, nawet Georgowi, dlatego było mi teraz tak potwornie ciężko. Bałam się powiedzieć przyjaciołom cokolwiek, a oni wciąż pytali, dlaczego się nie uśmiecham, dlaczego się od nich odsuwam. A ja milczałam, obserwując ich z boku.
„Już dłużej nie mogę” powiedziałam wstając, zawracając na siebie uwagę wszystkich.
„Co się dzieje?” spytała Ginny chwytając moją dłoń.
„Odkąd opuściliśmy Hogwart i wróciliśmy do Nory, wypytywaliście co się ze mną dzieje, a ja już dłużej nie mogę tego kisić w środku. To Fred” ostatnie słowa wypowiedziałam szeptem, zaciskając dłonie w pięści.
„Co z nim mała?” spytał Harry, obserwując mnie niepewnie.
„My… byliśmy razem, przez ostatni rok. Chcieliśmy się pobrać…” chciałam im wszystko powiedzieć,  ale głos ugrzązł mi w gardle.
„Wiemy słońce. Myślisz, że nie zauważyliśmy tych ukradkowych spojrzeń, przypadkowych dotknięć dłoni, momentów kiedy obydwoje znikaliście. My wiedzieliśmy już od dawna, ale czekaliśmy aż sami nam powiecie. Ale wiem jedno Miona, mój brat kochał Cię ponad życie i zginął żebyś ty mogła żyć dalej. Nie pozwól żeby to poszło na marne. Musisz podnieść się i ruszyć dalej. Wiem, że on by tego chciał” powiedziała Ginny, przytulając mnie, a ja rozkleiłam się.
„Sorka, że przeszkadzam, ale prefekci są proszeni do waszego przedziału” usłyszeliśmy głos, należący do nieznajomego blondyna, który wsunął głowę do naszego przedziału. Ron podniósł się z siedzenia i obejmując mnie ramieniem, pchnął mnie do wyjścia z przedziału i ruszyliśmy korytarzem pociągu. Czułam jak delikatnie gładził mnie dłonią, próbując dodać mi troszkę otuchy.
„Pokochasz kogoś równie mocno jak jego Mionka, jestem tego pewny. Pewnego dnia ktoś w końcu będzie na tyle wyjątkowy, żeby zająć jego miejsce”
„Dziękuje Ron” wyszeptałam, całując go delikatnie w policzek.
Weszliśmy jako ostatni do przedziału prefektów i zajęliśmy miejsce naprzeciwko Pani dyrektor Minervy. Osoba która jako pierwsza przyciągnęła moją uwagę, to nie kto inny jak Draco Malfoy. Dziwie się, że w ogóle miał czelność i odwagę wrócić do Hogwartu. Po tym wszystkim co zrobił on i jego ludzie.
„Ostatni rok był dla nas bardzo ciężki. Każdy stracił kogoś kto znaczył dla niego wszystko. Przyjaciela, członka rodziny, miłość. I teraz wszyscy musimy się po tym podnieść. Wiem, że proszę was o wiele. Wy wszyscy też macie kogoś bliskiego sercu, kogo nadal opłakujecie, ale tylko do was mogę się zgłosić o tą prośbę. Jesteście teraz podporą dla swoich przyjaciół, ale też nowych uczniów. Meldujcie mi gdy ktoś nie będzie dawał sobie rady” poprosiła i spojrzała na nasze twarze. Każdy kiwnął głową dając jej znać, że rozumie.
„Oczywiście pozostaje mi wybranie prefektów naczelnych. Jak pewnie zauważyliście nie wysłałam decyzji listownie. Chciałam najpierw was zobaczyć. Zobaczyć czy osoby, które wybrałam wspólnie z Profesorem Dumbledorem i obecnymi profesorami, są w stanie nieść to brzemię. Bo w tym roku będzie ono wyjątkowo ciężkie. Hermiona?” zwróciła się mnie. Gdy usłyszałam jak moja imię pada z jej ust, nabrałam głośno powietrze.
„Myślisz, że jesteś gotowa? Wiem jak wielką stratę odniosłaś”
„Tak Pani profesor. Jestem przekonana, że poradzę sobie” odparłam, starając się aby mój głos brzmiał chociaż w minimalnym stopniu przekonująco.
„Dobrze. Draconie?” zwróciła się do blondyna, który spojrzał na nią zszokowany ,,Zgadzasz się?”
„Pani dyrektor ja…”zaczął niepewnie.
Jeszcze nigdy nie słyszałam takiego zawahania i takiej niepewności w głosie arystokraty. Nienawidziłam go z całego serca, z resztą od kilku lat dawał mi do zrozumienia, że z wzajemnością. Ale wiedziałam, że cierpi. Że cierpi równie mocno jak my wszyscy. On też stracił bliskie mu osoby w tamtej bitwie.
„Jeśli nie będziesz w stanie to zrozumiem Draco. Wybiorę kogoś innego” zapewniła go, przyglądając się mu uważnie.
„Poradzę sobie Pani profesor” odparł.
„Dobrze w takim razie prefekci niech w parach sprawdzą pociąg, a Draco i Hermiona zostają ze mną” powiedziała. Już po niecałej minucie, w przedziale siedziałam tylko ja, dyrektorka i blondyn.
„Zacznijmy od tego, że na was będzie najwięcej obowiązków, będę bardzo na was polegać. Ale jeśli tylko poczujecie, że to wszystko was przygniata, znajdę zastępstwo. A teraz skoro to już wam przekazałam przejdziemy do konkretów. Nie będziecie odpowiadać za patrole. To pozostawiam pozostałym prefektom. Za to wy będziecie nadzorować wszelkie kary, jakie zostaną nałożone na uczniów. Będziecie pomagać w sprawach organizacyjnych, reprezentować nas jeśli będzie taka potrzeba” mówiła, zerkając na pergamin leżący przed nią na stoliku. Ja i Draco nie wydaliśmy z siebie nawet jednego dźwięku, słuchając jej uważnie.
„I ostatnia rzecz. Każde z was dostanie osobny pokój w wierzy swojego domu. Jednak są one połączone ze sobą magicznymi drzwiami, żebyście w razie potrzeby mogli się ze sobą szybko skontaktować” powiedziała i spojrzała na nas niepewnie. Podniosłam wzrok ze swoich dłoni, spoglądając wrogo na Ślizgona. W odpowiedzi napotkałam jego wściekły wzrok, ale żadne z nas się nie odezwało.
„Nie mamy innego wyjścia prawda Pani dyrektor?” spytałam, starając się aby mój głos nie zdradził mojej wściekłości na zaistniała sytuację.
„Niestety nie. Ale wierzę, że sobie poradzicie”
„Wątpię” warknął Malfoy.
„A teraz już wam dziękuję, możecie uciekać do swoich przedziałów” odparła i wróciła do czytania opasłego tomu. Bez słowa poderwałam się z siedzenia, po czym nawet nie oglądając się za siebie wróciłam do swoich przyjaciół.
„Słyszeliśmy, że zostałaś prefektem naczelnym w towarzystwie fretki” to pierwsze słowa jakie usłyszałam gdy zamknęły się za mną drzwi przedziału. 
„Niestety. Ale jakoś sobie poradzę” westchnęłam. Usiadłam na swoje poprzednie miejsce i pochłonięta lekturą książki, nie zwróciłam nawet uwagi na powrót Rona.
Droga do Hogwartu zawsze mijała bardzo szybko, ale tym razem o dziwo ciągnęła się niemiłosiernie. Może dlatego, że nie chciałam tam dojechać. Lata spędzone w tej szkole były najlepszymi w moim życiu i fakt że to wszystko skończy się w tym roku mnie przytłaczało. Z tym zamkiem wiązało się tyle wspomnień, które uderzą mnie jak grom z jasnego nieba, gdy tylko przekroczę jego próg.
„Hermiona, wszystko w porządku?” z zadumy wyrwał mnie głos przyjaciółki.
„Tak Luna”  uśmiechnęłam się do blondynki.
„Musimy się przebierać bo za chwilkę będziemy w Hogwarcie” odpowiedziała, zamykając drzwi za chłopcami, którzy wyszli. Sama podniosłam się ze swojego miejsca i zaczęłam szukać swojej szaty.
„Dziwnie jechać tam wiedząc, że to już ostatni raz i nigdy tu nie wrócimy” westchnęła Ginny.
„Właśnie o tym myślałam Gin. Jak dziwne to będzie. Ale bardziej przytłacza mnie myśl o tym, że gdy tam wejdziemy uderzą nas wspomnienia” przyznałam.
„Wszystkim nam będzie naprawdę ciężko. Wiem, że każde miejsce będzie Ci przypominało o Fredzie, ale pamiętaj, że masz nas Miona, jesteśmy tutaj dla ciebie” uśmiechnęła się Luna, kładąc swoją dłoń na moją. Przytuliłam przyjaciółkę, a po chwili dołączyła do nas Ginny.
„My tu czekamy aż się ubierzecie, a wy się przytulacie. No ja nie mogę” usłyszałyśmy głos Rona z otwartych drzwi. Każda z nas miała na sobie tylko spódniczkę i niedopiętą koszulę.
„Dwie minuty Ronald!” krzyknęła Ginny, rzucając w brata swoim butem. Cała nasza trójka wybuchnęłam śmiechem i szybko skończyłyśmy się ubierać.
„No nareszcie. Ileż można się ubierać” marudził Ron siadając na swoim miejscu.
Harry usiadł obok swojej dziewczyny, całując ją delikatnie w wierzch dłoni, na co Ron prychnął jeszcze głośniej powodując wybuch śmiechu u wszystkich.  Ja śmiejąc się poczułam jednak dziwny ścisk w żołądku, przypominając sobie gdy to Fred robił takie rzeczy dla mnie.  Ginny zauważyła że śmiałam się, ale mój śmiech nie należał do tych szczerych. Położyła dłoń na moje kolano i ścisnęła je delikatnie dodając mi otuchy. Nagle poczuliśmy jak pociągiem szarpnęło, gdy zatrzymaliśmy się na stacji.
„Wysiadać!” usłyszeliśmy wołanie. Wszyscy wyskoczyliśmy na platformę, a ja razem z Ronem zagoniliśmy pierwszaki w jedno miejsce.
„Ron! Hermiona!”
„Hagrid!” krzyknęliśmy obydwoje machając do wielkoluda.
„Wpadnijcie do mnie wieczorem z Harrym” poprosił, a ja i Ron pokazaliśmy mu kciuki w górę i ruszyliśmy do wozów. Ron wskoczył do wozu prosto za Harrym, ale ja zatrzymałam się żeby pomóc drugoklasistce, która chyba zgubiła się trochę w tym wszystkim i nie zdążyłam. Wsiadłam do ostatniego z powozów, który okazał się  nie być pusty.
„Będziesz mnie prześladować?” usłyszałam warknięcie.
„Przejażdżka z tobą nie jest na liście moich marzeń Malfoy” odparłam, patrząc przez okno.
„Mogę cię o coś zapytać?” spytał nagle, a ja spojrzałam na niego kontem oka „Bardzo bolało, gdy obserwowałaś jak ginął ten rudy Weasley?”
Gdy usłyszałam jego pytanie zacisnęłam obie dłonie w pięści, próbując nie wybuchnąć i nie przyłożyć mu. 
„Widziałem nie raz jak na niego patrzyłaś i jak upadłaś na podłogę gdy zobaczyłaś jego ciało”
„Malfoy jesteś dupkiem, ale zawsze sadziłam, że masz chociaż resztki człowieka w sobie. Ale teraz widzę, że po prostu jesteś gnidą i nic poza tym” warknęłam i wysiadłam, próbując nie pokazać mu jak ogromnie zabolały mnie jego słowa. Żadna obraza, która padła z jego ust nie mogła się z tym równać. 
„Hermiona czemu nie jechałaś z nami?” usłyszałam dochodzący z tłumu głos Harry’ego. Podbiegłam do przyjaciół i ustawiłam się obok Ginny.  
„Pomagałam jednej dziewczynce bo się zgubiła trochę. A potem miałam nieprzyjemność siedzenia w jednym wozie z Malfoyem” odparłam.
„Zrobił Ci krzywdę?” spytał od razu Ron przyglądając się mi.
„Nie, wszystko w porządku fizycznie. Psychicznie to kilka minut…”westchnęłam „Spytał czy bardzo cierpiałam gdy obserwowałam jak ginie Fred”
„Zabije gnoja” warknął rudowłosy zaciskając dłonie w pięści.
„Ron…nie warto” powiedziałam, chwytając go pod rękę.
„Fred by zabił szuje”
„Fred…on pewnie wyśmiałby mnie za to, że tak długo przechodzę jego stratę” odparłam uśmiechając się delikatnie i poczułam łzy napływające do moich oczu „Umarłby ze śmiechu”
„Wyśmiałby nas wszystkich za to jak po nim płakaliśmy” przyznała Ginny „Głupek”
„Do środka uczniowie, do środka!” usłyszeliśmy wołanie dyrektorki. Cała gromada ludzi ruszyła do środka, kierując się prosto do wielkiej Sali. Usiedliśmy na swoich miejscach, obserwując kadrę nauczycieli, którzy będą nas uczyć w tym roku. Większość z nich się nie zmieniła. Jedna z najbardziej zauważalnych różnić, dla nas którzy zeszły rok nie wstąpili w te progi, to brak profesora Dumbledora i Snape. Pojawiły się dwie nowe twarze, które zapewne zostaną nam przedstawione.
„Witam wszystkich zebranych” odezwała się dyrektorka, gdy tiara przydziału skończyła rozdzielać nowych uczniów „Wierzę, że dla wielu z was powrót w te progi był równie ciężki, ale może nawet i cięższy niż dla nas profesorów. Straciliśmy drogich nam ludzi, którzy poświęcili się abyśmy my mogli żyć w spokoju. Każdy z nich otrzymał oficjalnie od Ministerstwa Magii order pierwszej klasy. Wiemy, że wielu z was będzie przeżywało ciężkie chwilę, ale jesteśmy tu dla was, profesorowie, prefekci, których proszę o wstanie, oraz dwójka prefektów naczelnych Hermiona Granger oraz Draco Malfoy.  Jeśli zaistnieje taka potrzeba zgłoście się do nich, lub do nas. A teraz smacznego kochani, najedzcie się do syta” uśmiechnęła się i wróciła do podłużnego stołu. 
Na stołach pojawiły się jak zawsze niesamowite przysmaki, za którymi tak tęskniłam. Nałożyliśmy sobie pełne talerze i zaczęliśmy jeść, w akompaniamencie głośnych rozmów, które wypełniły sale.
„Hagrid zaprosił nas dziś wieczorem do siebie” odparł Ron przełykając kawałek kurczaka.
„Jestem ciekawa jak wyglądała rekonstrukcja Hogwartu” przyznałam, nakładając sobie jeszcze odrobinę zapiekanki makaronowej.
„Mamy w naszej szkole kadrę potężnych czarodziei. Pewnie zajęło im to niecały tydzień i zamek znowu stał” przyznała Ginny, szturchając Harry’ego, który patrzył na coś zamyślony.
„Coś co mnie zastanawia” przyznał czarnowłosy „To to, czy jeśli ktoś podejdzie do Malfoy’a albo Parkinson, z prośbą o pomoc to czy oni zrobią cokolwiek. Dla nich ta bitwa, była raczej przygnębiająca z powodu przegranej, a nie straty ludzi. Oni tak naprawdę, stracili niewielu, w porównaniu z nami” mówił, a my wszyscy przełknęliśmy głośno jedzenie.
„Rozmawiałem chwilę z Parkinson, bo musiałem z nią przejść po przedziałach” przyznał Ron „I szczerze wcale nie jest taka zła. Ona też bardzo cierpi, straciła w trakcie bitwy najlepszą przyjaciółkę. Część ze ślizgonów była po naszej stronie i część z nich również straciła życie”
Wszyscy spojrzeliśmy w lekkim szoku na rudego, który tylko wzruszył ramionami sięgając po stojącą przed nim galaretkę. Obejrzałam się przez ramie i spojrzałam na dziewczynę. Prawdą było, że nie wyglądała tak jak zawsze. Siedziała przygarbiona, nie uczestnicząc w żadnej rozmowie. Nie zwróciła uwagę nawet na Malfoy’a, który odwrócił się do niej mówiąc coś.
„Była wredna małpą, ale każdy powinien dostać drugą szanse” przyznałam, wracając spojrzeniem na przyjaciół.
„Wszyscy poza Malfoy’em” warknął Ron.
Gdy wszyscy zjedli, a talerze były już puste, zaczęliśmy wstawać ze swoich miejsc.
„Odprowadzimy pierwszoroczniaków do Pokoju Wspólnego i zaraz lecimy do Hagrida, Harry” powiedziałam stając w pobliżu drzwi do hallu.
„Pierwszaki!” wrzasnął Ron i wszyscy jak na zawołanie znaleźli się przed nami „Idziemy do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Proszę się nie oddalać, głupkowato nie rozglądać i nie zadawać głupich pytań”
„Ron!” krzyknęłam oburzona i zaśmiałam się „Jestem Hermiona, ten dziwny obok to Ron. Jesteśmy prefektami Gryffindoru, a ja jestem również prefektem naczelnym, o którym wspomniała dyrektorka. Teraz pójdziemy do Pokoju Wspólnego, pokażemy wam wasze pokoju. Jeśli macie jakieś pytanie, to czujcie się wolni je zadać” powiedziałam i ruszyłam na schodu. Cała gromadka ciekawskich i wystraszonych dzieciaków ruszyła za nami. Gdy zatrzymałam się przed portretem, Gruba Dama uśmiechnęła się do mnie.
„Witamy z powrotem Panno Granger”
„Witam” uśmiechnęłam się.
„A teraz proszę hasło”
„Aby wejść do Pokoju Wspólnego musicie podać hasło. Co tydzień pojawia się nowe, które będzie wam podawane przez kogoś ze starszych roczników. Caput draconis” powiedziałam, pamiętając to hasło z początków swojej nauki. Obraz otworzył się przed nami ukazując pokój wspólny, w którym nic się nie zmieniło. "Po lewej chłopcy, po prawej dziewczęta. Wasze imiona i nazwiska będą na drzwiach pokoi, wasze kufry są już w środku” poinformowałam i razem z Ronem wybiegliśmy z pokoju, aby jak najszybciej dołączyć do Harry’ego i Ginny, którzy czekali na nas w Sali Wyjściowej. Zbiegliśmy stromym zboczem prosto do chatki gajowego. Harry zapukał głośno i z wewnątrz dało się słyszeć zapraszający nas do środka głos.
„Cześć dzieciaki, jak wakacje?” spytał Hagrid, kładąc przed nimi na stole filiżanki z herbatą.
„Ciężkie. Musieliśmy się przyzwyczaić to wielu zmian, wielu braków” odparłam, chwytając ciepłą porcelanę w obie dłonie.
„A jak George?” dopytywał.
„Wyprowadził się do kawalerki nad sklepem. Jest mu bardzo ciężko. Z tego co wiemy Angelina, spędza u niego bardzo dużo czasu. Być może nawet się tam wprowadziła. Mama z tatą liczą na to, że jakoś mu pomoże ruszyć dalej” powiedziała Ginny, a Harry chwycił mocniej jej dłoń. Wszyscy wiedzieli, że bliźniacy i Ginny byli sobie najbliżsi z rodzeństwa. Strata jednego z nich, oraz odsunięcie się drugiego, bolało ją chyba najbardziej ze wszystkich.  
„Miejmy nadzieję, że z czasem wszystko wróci do normy”  przyznał Hagrid drapiąc Kła za uchem „I gratulację Hermiono. Prefekt naczelny” uśmiechnął się.
„Tak, to duża odpowiedzialność, ale chciałam nim zostać. Pracowałam ciężko przez wszystkie lata, ale nie spodziewałam się, że zostanę nim w takich okolicznościach” westchnęłam.
„Hagrid powiedz mi bo byliśmy ciekawi, jak szybko postawiliście Hogwart na nogi?” spytał Ron.
„Jeszcze przez dwa dni sprawdzaliśmy cały teren w poszukiwaniu ciał. Potem same naprawy zajęły około dwóch tygodni”
„Obliczyliście ile ofiar było?” spytał Harry, sięgając po jedno z ciasteczek.
„Było ich bardzo dużo Harry. Oficjalną cyfrę zna tylko Ministerstwo Magii, które kazało jej nigdzie nie podawać, a również my, profesorowie mamy tego nie robić” odparł, ale widziałam smutek w jego oczach, który mógł oznaczać tylko jedno. Ofiar było za dużo.
„Dobrze lećcie już do zamku, robi się późno. Jutro zobaczymy się na śniadaniu, bo jestem pewny, że żadne z was nie kontynuuje Opieki nad Magicznymi Stworzeniami” uśmiechnął się, doskonale znając odpowiedź.
„Przepraszamy Hagrid” odparł Harry niepewnie.
„Przestańcie dzieciaki. Całkowicie was rozumiem” zaśmiał się i wypuścił nas z chatki.
Machając jeszcze do niego ostatni raz, wbiegliśmy po zboczu prosto do zamku.
„Cieszę się, że jesteśmy na jednym roku, bo w końcu będziemy mogły mieć razem pokój” zaszczebiotała Ginny, gdy wspinaliśmy się po schodach.
„Bardzo bym chciała, ale jako Prefekt Naczelny mam swój oddzielny pokój” odparłam, obserwując niezadowoloną minę przyjaciółki.
„Dyrektorka chyba robi mi to na złość” burknęła z założonymi rękami.
„Nie przejmuj się i tak będę w nim tylko spała” zaśmiałam się, wchodząc przeze dziurę po portretem, to głośnego Pokoju Wspólnego.  Wszędzie siedzieli ludzie grupkami, rozmawiając ze sobą, opowiadając o swoich wakacjach. W rogu, całkowicie osobno, siedzieli przerażeni pierwszoroczniacy, którzy próbowali poznać chociaż siebie nawzajem. Wiem z własnego doświadczenia, że pierwszy miesiąc jest najgorszy, potem jest już z górki.
„Zaraz wrócę” poinformowałam przyjaciół i ruszyłam w stronę pierwszoroczniaków.
„Wszystko w porządku?” spytałam, stając przed nimi. Niektórzy z nich nieśmiało pokiwali głowami.
„Nie ugryzę was, jeśli coś jest nie tak to nie bójcie się do mnie podejść, z resztą Ron też jest nieszkodliwy. On po prostu jest trochę nie tego” powiedziałam ciszej, a oni się zaśmiali „Dobra z rzeczy, o których wam jeszcze nie powiedzieliśmy. Jutro o godzinie 8 jest śniadanie, o 9 zaczynacie pierwsze zajęcia. Na śniadaniu zostanie wam rozdany plan zajęć. Każde lekcje macie łączone z którymś z domów. Wiem, że odnalezienie się w tym olbrzymim zamku to nie lada wyzwanie, zdaję sobie z tego sprawę, dlatego nie bójcie się pytać starszych uczniów o drogę. Możecie pytać nawet obrazy. One są zawsze chętne do pomocy” skończyłam mówić, zastanawiając się co powiedzieć dalej „No i w sumie to tyle. Mój pokój jest za tamtymi drzwiami. Jeśli będzie działo się coś niepokojącego, nie bójcie się do nich zapukać, ja jestem tam zawsze dla was” uśmiechnęłam się i machając do nich ręką, wróciłam do przyjaciół.
„I jak pani prefekt naczelny?” zaśmiał się Ron.
„Mógłbyś mi pomóc. Jakby nie patrzeć też jesteś prefektem” warknęłam, uderzając go w ramie.
„Dobrze dobrze, tylko bez przemocy. Wszyscy zgromadzeni Prefekt Naczelna mnie bije!” krzyknął, a Harry i Ginny wybuchnęli śmiechem.
„Zaraz dopiero mogę Ci wlać” szepnęłam, a on przełknął głośno ślinę i uśmiechnął się do mnie szeroko. Spojrzałam na zegarem, który wskazywał za dziesięć minut jedenastą.
„Dobra, czas do łóżek” powiedziałam, wstając „Koniec imprezy! Wszyscy spać!” zawołałam do wszystkich zebranych.
„Tak jest mamo” zaśmiał się Dean Thomas i ruszył w stronę dormitorium chłopców. Ostatkiem sił i dzięki niespodziewanemu cudowi, poduszka którą rzuciłam, uderzyła go prosto w plecy.
„Nie chciałbyś żebyś była twoją matką” odparłam i w akompaniamencie śmiechu, który wypełnił Pokój Wspólny weszłam do swojego pokoju. Opadłam na olbrzymie łóżko z czterema kolumnami i westchnęłam głośno.
„Fred gdybyś tu był pewnie byś się uśmiał. Ja, prefektem naczelnym. Ale ty wiedziałeś” mówiłam, śmiejąc się. Otworzyłam kufer stojący w nogach mojego łóżka i otworzyłam drzwi, które prowadziły do łazienki dla prefektów naczelnych na 5 piętrze.
„Granger!” doszedł moich uszu wrzask i pisnęłam wystraszona. Szybko podniosłam ubrania przed twarz, żeby zasłonić sobie widok.
„Nie wiedziałam, że tu jesteś. Kiedy ty wchodzić pół mózgu, musisz zablokować drzwi, wtedy moje też się blokują i nie mogę tutaj wejść” warknęłam i wycofałam się.
„Jak już tu jesteś to może wspólna kąpiel?” spytał.
„Pierdol się” odparłam i wróciłam do swojego pokoju.