poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Rozdział 1


Siedziałam w jednym z staromodnych i nie do końca wygodnych przedziałów, w pociągu, który ostatni raz miał mnie przywieźć do Hogwartu. Wpatrywałam się w roześmiane twarze moich przyjaciół, wsłuchując w ich głosy wypełniające niewielkie pomieszczenie. Jeszcze dwa miesiące temu nie sadziłam, że wszystko skończy się tak dobrze. Oczywiście nie wszyscy mieli tyle szczęście. Fred, Lupin, Tonks i wielu wielu innych, którzy tamtego dnia, stracili życie, abyśmy my mogli teraz żyć w spokoju. 
Na wspomnienie o Fredzie poczułam ukłucie w sercu. Był mi tak bliski, tak drogi. Nikt inny nie liczył się dla mnie tak bardzo jak ten chłopak, któremu oddałam całe swoje serce. Gdy trzymałam jego rękę wszystko było inne. Jego uśmiech, który rozświetlał każdy mój dzień. Nie powiedzieliśmy  nikomu, nawet Georgowi, dlatego było mi teraz tak potwornie ciężko. Bałam się powiedzieć przyjaciołom cokolwiek, a oni wciąż pytali, dlaczego się nie uśmiecham, dlaczego się od nich odsuwam. A ja milczałam, obserwując ich z boku.
„Już dłużej nie mogę” powiedziałam wstając, zawracając na siebie uwagę wszystkich.
„Co się dzieje?” spytała Ginny chwytając moją dłoń.
„Odkąd opuściliśmy Hogwart i wróciliśmy do Nory, wypytywaliście co się ze mną dzieje, a ja już dłużej nie mogę tego kisić w środku. To Fred” ostatnie słowa wypowiedziałam szeptem, zaciskając dłonie w pięści.
„Co z nim mała?” spytał Harry, obserwując mnie niepewnie.
„My… byliśmy razem, przez ostatni rok. Chcieliśmy się pobrać…” chciałam im wszystko powiedzieć,  ale głos ugrzązł mi w gardle.
„Wiemy słońce. Myślisz, że nie zauważyliśmy tych ukradkowych spojrzeń, przypadkowych dotknięć dłoni, momentów kiedy obydwoje znikaliście. My wiedzieliśmy już od dawna, ale czekaliśmy aż sami nam powiecie. Ale wiem jedno Miona, mój brat kochał Cię ponad życie i zginął żebyś ty mogła żyć dalej. Nie pozwól żeby to poszło na marne. Musisz podnieść się i ruszyć dalej. Wiem, że on by tego chciał” powiedziała Ginny, przytulając mnie, a ja rozkleiłam się.
„Sorka, że przeszkadzam, ale prefekci są proszeni do waszego przedziału” usłyszeliśmy głos, należący do nieznajomego blondyna, który wsunął głowę do naszego przedziału. Ron podniósł się z siedzenia i obejmując mnie ramieniem, pchnął mnie do wyjścia z przedziału i ruszyliśmy korytarzem pociągu. Czułam jak delikatnie gładził mnie dłonią, próbując dodać mi troszkę otuchy.
„Pokochasz kogoś równie mocno jak jego Mionka, jestem tego pewny. Pewnego dnia ktoś w końcu będzie na tyle wyjątkowy, żeby zająć jego miejsce”
„Dziękuje Ron” wyszeptałam, całując go delikatnie w policzek.
Weszliśmy jako ostatni do przedziału prefektów i zajęliśmy miejsce naprzeciwko Pani dyrektor Minervy. Osoba która jako pierwsza przyciągnęła moją uwagę, to nie kto inny jak Draco Malfoy. Dziwie się, że w ogóle miał czelność i odwagę wrócić do Hogwartu. Po tym wszystkim co zrobił on i jego ludzie.
„Ostatni rok był dla nas bardzo ciężki. Każdy stracił kogoś kto znaczył dla niego wszystko. Przyjaciela, członka rodziny, miłość. I teraz wszyscy musimy się po tym podnieść. Wiem, że proszę was o wiele. Wy wszyscy też macie kogoś bliskiego sercu, kogo nadal opłakujecie, ale tylko do was mogę się zgłosić o tą prośbę. Jesteście teraz podporą dla swoich przyjaciół, ale też nowych uczniów. Meldujcie mi gdy ktoś nie będzie dawał sobie rady” poprosiła i spojrzała na nasze twarze. Każdy kiwnął głową dając jej znać, że rozumie.
„Oczywiście pozostaje mi wybranie prefektów naczelnych. Jak pewnie zauważyliście nie wysłałam decyzji listownie. Chciałam najpierw was zobaczyć. Zobaczyć czy osoby, które wybrałam wspólnie z Profesorem Dumbledorem i obecnymi profesorami, są w stanie nieść to brzemię. Bo w tym roku będzie ono wyjątkowo ciężkie. Hermiona?” zwróciła się mnie. Gdy usłyszałam jak moja imię pada z jej ust, nabrałam głośno powietrze.
„Myślisz, że jesteś gotowa? Wiem jak wielką stratę odniosłaś”
„Tak Pani profesor. Jestem przekonana, że poradzę sobie” odparłam, starając się aby mój głos brzmiał chociaż w minimalnym stopniu przekonująco.
„Dobrze. Draconie?” zwróciła się do blondyna, który spojrzał na nią zszokowany ,,Zgadzasz się?”
„Pani dyrektor ja…”zaczął niepewnie.
Jeszcze nigdy nie słyszałam takiego zawahania i takiej niepewności w głosie arystokraty. Nienawidziłam go z całego serca, z resztą od kilku lat dawał mi do zrozumienia, że z wzajemnością. Ale wiedziałam, że cierpi. Że cierpi równie mocno jak my wszyscy. On też stracił bliskie mu osoby w tamtej bitwie.
„Jeśli nie będziesz w stanie to zrozumiem Draco. Wybiorę kogoś innego” zapewniła go, przyglądając się mu uważnie.
„Poradzę sobie Pani profesor” odparł.
„Dobrze w takim razie prefekci niech w parach sprawdzą pociąg, a Draco i Hermiona zostają ze mną” powiedziała. Już po niecałej minucie, w przedziale siedziałam tylko ja, dyrektorka i blondyn.
„Zacznijmy od tego, że na was będzie najwięcej obowiązków, będę bardzo na was polegać. Ale jeśli tylko poczujecie, że to wszystko was przygniata, znajdę zastępstwo. A teraz skoro to już wam przekazałam przejdziemy do konkretów. Nie będziecie odpowiadać za patrole. To pozostawiam pozostałym prefektom. Za to wy będziecie nadzorować wszelkie kary, jakie zostaną nałożone na uczniów. Będziecie pomagać w sprawach organizacyjnych, reprezentować nas jeśli będzie taka potrzeba” mówiła, zerkając na pergamin leżący przed nią na stoliku. Ja i Draco nie wydaliśmy z siebie nawet jednego dźwięku, słuchając jej uważnie.
„I ostatnia rzecz. Każde z was dostanie osobny pokój w wierzy swojego domu. Jednak są one połączone ze sobą magicznymi drzwiami, żebyście w razie potrzeby mogli się ze sobą szybko skontaktować” powiedziała i spojrzała na nas niepewnie. Podniosłam wzrok ze swoich dłoni, spoglądając wrogo na Ślizgona. W odpowiedzi napotkałam jego wściekły wzrok, ale żadne z nas się nie odezwało.
„Nie mamy innego wyjścia prawda Pani dyrektor?” spytałam, starając się aby mój głos nie zdradził mojej wściekłości na zaistniała sytuację.
„Niestety nie. Ale wierzę, że sobie poradzicie”
„Wątpię” warknął Malfoy.
„A teraz już wam dziękuję, możecie uciekać do swoich przedziałów” odparła i wróciła do czytania opasłego tomu. Bez słowa poderwałam się z siedzenia, po czym nawet nie oglądając się za siebie wróciłam do swoich przyjaciół.
„Słyszeliśmy, że zostałaś prefektem naczelnym w towarzystwie fretki” to pierwsze słowa jakie usłyszałam gdy zamknęły się za mną drzwi przedziału. 
„Niestety. Ale jakoś sobie poradzę” westchnęłam. Usiadłam na swoje poprzednie miejsce i pochłonięta lekturą książki, nie zwróciłam nawet uwagi na powrót Rona.
Droga do Hogwartu zawsze mijała bardzo szybko, ale tym razem o dziwo ciągnęła się niemiłosiernie. Może dlatego, że nie chciałam tam dojechać. Lata spędzone w tej szkole były najlepszymi w moim życiu i fakt że to wszystko skończy się w tym roku mnie przytłaczało. Z tym zamkiem wiązało się tyle wspomnień, które uderzą mnie jak grom z jasnego nieba, gdy tylko przekroczę jego próg.
„Hermiona, wszystko w porządku?” z zadumy wyrwał mnie głos przyjaciółki.
„Tak Luna”  uśmiechnęłam się do blondynki.
„Musimy się przebierać bo za chwilkę będziemy w Hogwarcie” odpowiedziała, zamykając drzwi za chłopcami, którzy wyszli. Sama podniosłam się ze swojego miejsca i zaczęłam szukać swojej szaty.
„Dziwnie jechać tam wiedząc, że to już ostatni raz i nigdy tu nie wrócimy” westchnęła Ginny.
„Właśnie o tym myślałam Gin. Jak dziwne to będzie. Ale bardziej przytłacza mnie myśl o tym, że gdy tam wejdziemy uderzą nas wspomnienia” przyznałam.
„Wszystkim nam będzie naprawdę ciężko. Wiem, że każde miejsce będzie Ci przypominało o Fredzie, ale pamiętaj, że masz nas Miona, jesteśmy tutaj dla ciebie” uśmiechnęła się Luna, kładąc swoją dłoń na moją. Przytuliłam przyjaciółkę, a po chwili dołączyła do nas Ginny.
„My tu czekamy aż się ubierzecie, a wy się przytulacie. No ja nie mogę” usłyszałyśmy głos Rona z otwartych drzwi. Każda z nas miała na sobie tylko spódniczkę i niedopiętą koszulę.
„Dwie minuty Ronald!” krzyknęła Ginny, rzucając w brata swoim butem. Cała nasza trójka wybuchnęłam śmiechem i szybko skończyłyśmy się ubierać.
„No nareszcie. Ileż można się ubierać” marudził Ron siadając na swoim miejscu.
Harry usiadł obok swojej dziewczyny, całując ją delikatnie w wierzch dłoni, na co Ron prychnął jeszcze głośniej powodując wybuch śmiechu u wszystkich.  Ja śmiejąc się poczułam jednak dziwny ścisk w żołądku, przypominając sobie gdy to Fred robił takie rzeczy dla mnie.  Ginny zauważyła że śmiałam się, ale mój śmiech nie należał do tych szczerych. Położyła dłoń na moje kolano i ścisnęła je delikatnie dodając mi otuchy. Nagle poczuliśmy jak pociągiem szarpnęło, gdy zatrzymaliśmy się na stacji.
„Wysiadać!” usłyszeliśmy wołanie. Wszyscy wyskoczyliśmy na platformę, a ja razem z Ronem zagoniliśmy pierwszaki w jedno miejsce.
„Ron! Hermiona!”
„Hagrid!” krzyknęliśmy obydwoje machając do wielkoluda.
„Wpadnijcie do mnie wieczorem z Harrym” poprosił, a ja i Ron pokazaliśmy mu kciuki w górę i ruszyliśmy do wozów. Ron wskoczył do wozu prosto za Harrym, ale ja zatrzymałam się żeby pomóc drugoklasistce, która chyba zgubiła się trochę w tym wszystkim i nie zdążyłam. Wsiadłam do ostatniego z powozów, który okazał się  nie być pusty.
„Będziesz mnie prześladować?” usłyszałam warknięcie.
„Przejażdżka z tobą nie jest na liście moich marzeń Malfoy” odparłam, patrząc przez okno.
„Mogę cię o coś zapytać?” spytał nagle, a ja spojrzałam na niego kontem oka „Bardzo bolało, gdy obserwowałaś jak ginął ten rudy Weasley?”
Gdy usłyszałam jego pytanie zacisnęłam obie dłonie w pięści, próbując nie wybuchnąć i nie przyłożyć mu. 
„Widziałem nie raz jak na niego patrzyłaś i jak upadłaś na podłogę gdy zobaczyłaś jego ciało”
„Malfoy jesteś dupkiem, ale zawsze sadziłam, że masz chociaż resztki człowieka w sobie. Ale teraz widzę, że po prostu jesteś gnidą i nic poza tym” warknęłam i wysiadłam, próbując nie pokazać mu jak ogromnie zabolały mnie jego słowa. Żadna obraza, która padła z jego ust nie mogła się z tym równać. 
„Hermiona czemu nie jechałaś z nami?” usłyszałam dochodzący z tłumu głos Harry’ego. Podbiegłam do przyjaciół i ustawiłam się obok Ginny.  
„Pomagałam jednej dziewczynce bo się zgubiła trochę. A potem miałam nieprzyjemność siedzenia w jednym wozie z Malfoyem” odparłam.
„Zrobił Ci krzywdę?” spytał od razu Ron przyglądając się mi.
„Nie, wszystko w porządku fizycznie. Psychicznie to kilka minut…”westchnęłam „Spytał czy bardzo cierpiałam gdy obserwowałam jak ginie Fred”
„Zabije gnoja” warknął rudowłosy zaciskając dłonie w pięści.
„Ron…nie warto” powiedziałam, chwytając go pod rękę.
„Fred by zabił szuje”
„Fred…on pewnie wyśmiałby mnie za to, że tak długo przechodzę jego stratę” odparłam uśmiechając się delikatnie i poczułam łzy napływające do moich oczu „Umarłby ze śmiechu”
„Wyśmiałby nas wszystkich za to jak po nim płakaliśmy” przyznała Ginny „Głupek”
„Do środka uczniowie, do środka!” usłyszeliśmy wołanie dyrektorki. Cała gromada ludzi ruszyła do środka, kierując się prosto do wielkiej Sali. Usiedliśmy na swoich miejscach, obserwując kadrę nauczycieli, którzy będą nas uczyć w tym roku. Większość z nich się nie zmieniła. Jedna z najbardziej zauważalnych różnić, dla nas którzy zeszły rok nie wstąpili w te progi, to brak profesora Dumbledora i Snape. Pojawiły się dwie nowe twarze, które zapewne zostaną nam przedstawione.
„Witam wszystkich zebranych” odezwała się dyrektorka, gdy tiara przydziału skończyła rozdzielać nowych uczniów „Wierzę, że dla wielu z was powrót w te progi był równie ciężki, ale może nawet i cięższy niż dla nas profesorów. Straciliśmy drogich nam ludzi, którzy poświęcili się abyśmy my mogli żyć w spokoju. Każdy z nich otrzymał oficjalnie od Ministerstwa Magii order pierwszej klasy. Wiemy, że wielu z was będzie przeżywało ciężkie chwilę, ale jesteśmy tu dla was, profesorowie, prefekci, których proszę o wstanie, oraz dwójka prefektów naczelnych Hermiona Granger oraz Draco Malfoy.  Jeśli zaistnieje taka potrzeba zgłoście się do nich, lub do nas. A teraz smacznego kochani, najedzcie się do syta” uśmiechnęła się i wróciła do podłużnego stołu. 
Na stołach pojawiły się jak zawsze niesamowite przysmaki, za którymi tak tęskniłam. Nałożyliśmy sobie pełne talerze i zaczęliśmy jeść, w akompaniamencie głośnych rozmów, które wypełniły sale.
„Hagrid zaprosił nas dziś wieczorem do siebie” odparł Ron przełykając kawałek kurczaka.
„Jestem ciekawa jak wyglądała rekonstrukcja Hogwartu” przyznałam, nakładając sobie jeszcze odrobinę zapiekanki makaronowej.
„Mamy w naszej szkole kadrę potężnych czarodziei. Pewnie zajęło im to niecały tydzień i zamek znowu stał” przyznała Ginny, szturchając Harry’ego, który patrzył na coś zamyślony.
„Coś co mnie zastanawia” przyznał czarnowłosy „To to, czy jeśli ktoś podejdzie do Malfoy’a albo Parkinson, z prośbą o pomoc to czy oni zrobią cokolwiek. Dla nich ta bitwa, była raczej przygnębiająca z powodu przegranej, a nie straty ludzi. Oni tak naprawdę, stracili niewielu, w porównaniu z nami” mówił, a my wszyscy przełknęliśmy głośno jedzenie.
„Rozmawiałem chwilę z Parkinson, bo musiałem z nią przejść po przedziałach” przyznał Ron „I szczerze wcale nie jest taka zła. Ona też bardzo cierpi, straciła w trakcie bitwy najlepszą przyjaciółkę. Część ze ślizgonów była po naszej stronie i część z nich również straciła życie”
Wszyscy spojrzeliśmy w lekkim szoku na rudego, który tylko wzruszył ramionami sięgając po stojącą przed nim galaretkę. Obejrzałam się przez ramie i spojrzałam na dziewczynę. Prawdą było, że nie wyglądała tak jak zawsze. Siedziała przygarbiona, nie uczestnicząc w żadnej rozmowie. Nie zwróciła uwagę nawet na Malfoy’a, który odwrócił się do niej mówiąc coś.
„Była wredna małpą, ale każdy powinien dostać drugą szanse” przyznałam, wracając spojrzeniem na przyjaciół.
„Wszyscy poza Malfoy’em” warknął Ron.
Gdy wszyscy zjedli, a talerze były już puste, zaczęliśmy wstawać ze swoich miejsc.
„Odprowadzimy pierwszoroczniaków do Pokoju Wspólnego i zaraz lecimy do Hagrida, Harry” powiedziałam stając w pobliżu drzwi do hallu.
„Pierwszaki!” wrzasnął Ron i wszyscy jak na zawołanie znaleźli się przed nami „Idziemy do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Proszę się nie oddalać, głupkowato nie rozglądać i nie zadawać głupich pytań”
„Ron!” krzyknęłam oburzona i zaśmiałam się „Jestem Hermiona, ten dziwny obok to Ron. Jesteśmy prefektami Gryffindoru, a ja jestem również prefektem naczelnym, o którym wspomniała dyrektorka. Teraz pójdziemy do Pokoju Wspólnego, pokażemy wam wasze pokoju. Jeśli macie jakieś pytanie, to czujcie się wolni je zadać” powiedziałam i ruszyłam na schodu. Cała gromadka ciekawskich i wystraszonych dzieciaków ruszyła za nami. Gdy zatrzymałam się przed portretem, Gruba Dama uśmiechnęła się do mnie.
„Witamy z powrotem Panno Granger”
„Witam” uśmiechnęłam się.
„A teraz proszę hasło”
„Aby wejść do Pokoju Wspólnego musicie podać hasło. Co tydzień pojawia się nowe, które będzie wam podawane przez kogoś ze starszych roczników. Caput draconis” powiedziałam, pamiętając to hasło z początków swojej nauki. Obraz otworzył się przed nami ukazując pokój wspólny, w którym nic się nie zmieniło. "Po lewej chłopcy, po prawej dziewczęta. Wasze imiona i nazwiska będą na drzwiach pokoi, wasze kufry są już w środku” poinformowałam i razem z Ronem wybiegliśmy z pokoju, aby jak najszybciej dołączyć do Harry’ego i Ginny, którzy czekali na nas w Sali Wyjściowej. Zbiegliśmy stromym zboczem prosto do chatki gajowego. Harry zapukał głośno i z wewnątrz dało się słyszeć zapraszający nas do środka głos.
„Cześć dzieciaki, jak wakacje?” spytał Hagrid, kładąc przed nimi na stole filiżanki z herbatą.
„Ciężkie. Musieliśmy się przyzwyczaić to wielu zmian, wielu braków” odparłam, chwytając ciepłą porcelanę w obie dłonie.
„A jak George?” dopytywał.
„Wyprowadził się do kawalerki nad sklepem. Jest mu bardzo ciężko. Z tego co wiemy Angelina, spędza u niego bardzo dużo czasu. Być może nawet się tam wprowadziła. Mama z tatą liczą na to, że jakoś mu pomoże ruszyć dalej” powiedziała Ginny, a Harry chwycił mocniej jej dłoń. Wszyscy wiedzieli, że bliźniacy i Ginny byli sobie najbliżsi z rodzeństwa. Strata jednego z nich, oraz odsunięcie się drugiego, bolało ją chyba najbardziej ze wszystkich.  
„Miejmy nadzieję, że z czasem wszystko wróci do normy”  przyznał Hagrid drapiąc Kła za uchem „I gratulację Hermiono. Prefekt naczelny” uśmiechnął się.
„Tak, to duża odpowiedzialność, ale chciałam nim zostać. Pracowałam ciężko przez wszystkie lata, ale nie spodziewałam się, że zostanę nim w takich okolicznościach” westchnęłam.
„Hagrid powiedz mi bo byliśmy ciekawi, jak szybko postawiliście Hogwart na nogi?” spytał Ron.
„Jeszcze przez dwa dni sprawdzaliśmy cały teren w poszukiwaniu ciał. Potem same naprawy zajęły około dwóch tygodni”
„Obliczyliście ile ofiar było?” spytał Harry, sięgając po jedno z ciasteczek.
„Było ich bardzo dużo Harry. Oficjalną cyfrę zna tylko Ministerstwo Magii, które kazało jej nigdzie nie podawać, a również my, profesorowie mamy tego nie robić” odparł, ale widziałam smutek w jego oczach, który mógł oznaczać tylko jedno. Ofiar było za dużo.
„Dobrze lećcie już do zamku, robi się późno. Jutro zobaczymy się na śniadaniu, bo jestem pewny, że żadne z was nie kontynuuje Opieki nad Magicznymi Stworzeniami” uśmiechnął się, doskonale znając odpowiedź.
„Przepraszamy Hagrid” odparł Harry niepewnie.
„Przestańcie dzieciaki. Całkowicie was rozumiem” zaśmiał się i wypuścił nas z chatki.
Machając jeszcze do niego ostatni raz, wbiegliśmy po zboczu prosto do zamku.
„Cieszę się, że jesteśmy na jednym roku, bo w końcu będziemy mogły mieć razem pokój” zaszczebiotała Ginny, gdy wspinaliśmy się po schodach.
„Bardzo bym chciała, ale jako Prefekt Naczelny mam swój oddzielny pokój” odparłam, obserwując niezadowoloną minę przyjaciółki.
„Dyrektorka chyba robi mi to na złość” burknęła z założonymi rękami.
„Nie przejmuj się i tak będę w nim tylko spała” zaśmiałam się, wchodząc przeze dziurę po portretem, to głośnego Pokoju Wspólnego.  Wszędzie siedzieli ludzie grupkami, rozmawiając ze sobą, opowiadając o swoich wakacjach. W rogu, całkowicie osobno, siedzieli przerażeni pierwszoroczniacy, którzy próbowali poznać chociaż siebie nawzajem. Wiem z własnego doświadczenia, że pierwszy miesiąc jest najgorszy, potem jest już z górki.
„Zaraz wrócę” poinformowałam przyjaciół i ruszyłam w stronę pierwszoroczniaków.
„Wszystko w porządku?” spytałam, stając przed nimi. Niektórzy z nich nieśmiało pokiwali głowami.
„Nie ugryzę was, jeśli coś jest nie tak to nie bójcie się do mnie podejść, z resztą Ron też jest nieszkodliwy. On po prostu jest trochę nie tego” powiedziałam ciszej, a oni się zaśmiali „Dobra z rzeczy, o których wam jeszcze nie powiedzieliśmy. Jutro o godzinie 8 jest śniadanie, o 9 zaczynacie pierwsze zajęcia. Na śniadaniu zostanie wam rozdany plan zajęć. Każde lekcje macie łączone z którymś z domów. Wiem, że odnalezienie się w tym olbrzymim zamku to nie lada wyzwanie, zdaję sobie z tego sprawę, dlatego nie bójcie się pytać starszych uczniów o drogę. Możecie pytać nawet obrazy. One są zawsze chętne do pomocy” skończyłam mówić, zastanawiając się co powiedzieć dalej „No i w sumie to tyle. Mój pokój jest za tamtymi drzwiami. Jeśli będzie działo się coś niepokojącego, nie bójcie się do nich zapukać, ja jestem tam zawsze dla was” uśmiechnęłam się i machając do nich ręką, wróciłam do przyjaciół.
„I jak pani prefekt naczelny?” zaśmiał się Ron.
„Mógłbyś mi pomóc. Jakby nie patrzeć też jesteś prefektem” warknęłam, uderzając go w ramie.
„Dobrze dobrze, tylko bez przemocy. Wszyscy zgromadzeni Prefekt Naczelna mnie bije!” krzyknął, a Harry i Ginny wybuchnęli śmiechem.
„Zaraz dopiero mogę Ci wlać” szepnęłam, a on przełknął głośno ślinę i uśmiechnął się do mnie szeroko. Spojrzałam na zegarem, który wskazywał za dziesięć minut jedenastą.
„Dobra, czas do łóżek” powiedziałam, wstając „Koniec imprezy! Wszyscy spać!” zawołałam do wszystkich zebranych.
„Tak jest mamo” zaśmiał się Dean Thomas i ruszył w stronę dormitorium chłopców. Ostatkiem sił i dzięki niespodziewanemu cudowi, poduszka którą rzuciłam, uderzyła go prosto w plecy.
„Nie chciałbyś żebyś była twoją matką” odparłam i w akompaniamencie śmiechu, który wypełnił Pokój Wspólny weszłam do swojego pokoju. Opadłam na olbrzymie łóżko z czterema kolumnami i westchnęłam głośno.
„Fred gdybyś tu był pewnie byś się uśmiał. Ja, prefektem naczelnym. Ale ty wiedziałeś” mówiłam, śmiejąc się. Otworzyłam kufer stojący w nogach mojego łóżka i otworzyłam drzwi, które prowadziły do łazienki dla prefektów naczelnych na 5 piętrze.
„Granger!” doszedł moich uszu wrzask i pisnęłam wystraszona. Szybko podniosłam ubrania przed twarz, żeby zasłonić sobie widok.
„Nie wiedziałam, że tu jesteś. Kiedy ty wchodzić pół mózgu, musisz zablokować drzwi, wtedy moje też się blokują i nie mogę tutaj wejść” warknęłam i wycofałam się.
„Jak już tu jesteś to może wspólna kąpiel?” spytał.
„Pierdol się” odparłam i wróciłam do swojego pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz