środa, 15 kwietnia 2020

Rozdział 2


Rano obudziło mnie dobijanie się do moich drzwi. Wzdychając głośno podniosłam się z łóżka i otworzyłam je tak nagle, że Ron i Harry wpadli do środka.
„O co wam chodzi?” warknęłam przeciągając się.
„Musimy iść na śniadanie Mionka” odparł Harry zbierając się z podłogi.
„Wiem Harry wiem. Czy ja kiedykolwiek się spóźniłam?” spytałam, wyciągając z szafy świeżo wyprasowaną białą koszulę, którą zapewne umieściły w środku skrzaty.
„Wiemy, że się nie spóźniasz, ale obawialiśmy się, że dzisiaj będzie ten pierwszy raz” przyznali, siadając na brzegu mojego łóżka.
„Tak więc oficjalnie możecie wycofać się z moich czterech ścian i udać się na śniadanie, a ja dołączę do was jak tylko się ogarnę” powiedziałam, wypychając ich za drzwi i zatrzasnęłam je głośno.
Szybko założyłam na siebie rajstopy, spódniczkę, koszulę, zarzuciłam na siebie szatę, naciągnęłam na nogi wysokie kozaczki i porywając jeszcze po drodze torebkę wyszłam z pokoju. Zbiegłam szybko po schodach i zajęłam swoje miejsce w Wielkiej Sali.
„Twój plan” odparł Ron z pełnymi ustami, przy okazji opryskując mój plan owsianką.
„Ygh Ron” westchnęłam i strzepałam pergamin. Przeleciałam po nim szybko wzrokiem, nie spodziewając się niczego niesamowitego. Sama  wybrałam sobie przedmioty, które mają się na nim znaleźć, więc jedyne czym mogli mnie zaskoczyć, to przydzielenie ich do dnia tygodnia.
„Masz zaraz eliksiry ze Slughornem?” spytał Harry, podsuwając Ginny kolejną kanapkę z zielonym ogórkiem, a on odłożyła ją na jego talerz i westchnęła głośno.
„Tak mam” odparłam, nabierając na łyżkę trochę owsianki. 
„To pospiesz się bo musimy lecieć po książki i na zajęcia” pospieszał mnie czarnowłosy.  Szybko przełknęłam ostatnią łyżkę, zapiłam resztą soku dyniowego i ruszyłam biegiem za trójką przyjaciół z powrotem do Wieży Gryffindoru. Wzięliśmy książki i udaliśmy się do Sali eliksirów.
„Witam wszystkich, którzy zdecydowali się skończyć ostatni rok tej cudownej szkoły. W tym roku spotkamy się z najtrudniejszymi eliksirami” przywitał nas profesor Slughorn gdy już wszyscy byli w środku.
Przez całe zajęcia obserwowałam jak Ron z Harrym męczą się w parze z bardzo trudnym przepisem, kątem oka zerkając jeszcze na Ginny, która kroiła korzonki.
„Ginny delikatnie z nimi” poprosiłam obserwując jak dziewczyna znęca się nad biednymi roślinkami. 
„Pokłóciłam się wczoraj wieczorem z Harrym” przyznała, upuszczając nóż na stół. 
„Co się stało?” spytałam po cichu, nachylając się w jej stronę.
 „Harry uważa, że nie powinnam za bardzo angażować się w sprawy Georga. Widział jak wysyłałam do niego kolejny list. Martwię się o niego, to wszystko” odparła odwracając się w  moją stronę.
„Harry ma trochę racji Gin. George jest dorosły i musi sam sobie poradzić z tym wszystkim. Kiedy będzie gotowy odezwie się do was” powiedziałam, kładąc dłoń na jej ramie.
„Jeszcze piętnaście minut kochani” poinformował nas profesor przechadzając się pomiędzy naszymi stanowiskami.
Zamieszałam ostatni raz eliksir i zostawiłam żeby się zagęścił. Razem z Ginny szybko sprzątnęłyśmy i przelałyśmy odrobinę eliksiru do fiolki.
„Zostawcie fiolki na moim biurku i możecie iść” poinformował nas.
Po skończonych zajęciach, wróciłam do swojego pokoju i rozłożyłam się na łóżku. Po chwili usłyszałam ciche pukanie.
„Proszę!” krzyknęłam.
„Dyrektorka nas woła do siebie” usłyszałam znienawidzony głoś, należący do Malfoya.
Wstałam z łóżka i nic nie odpowiadając ruszyłam do gabinetu dyrektorki. Dotarłam tam przed blondynem, zajmując miejsce w wygodnym fotelu.
„A więc wezwałam was, ponieważ potrzebuję, abyście przypilnowali trzech piątoklasistów w trakcie ich szlabanu” poinformowała nas gdy Malfoy już dotarł „Sprawdziłam wasze plany, nie macie już dzisiaj żadnych zajęć. Chłopcy czekają na was przed salą numer 8 na 4 piętrze. Godzina szorowania blatów im nie zaszkodzi” uśmiechnęła się do nas i wróciła do przeglądania pergaminów. Nawet na siebie nie patrząc ruszyliśmy z Malfoyem na 4 piętro.
„Ma nas pilnować szlama Granger” zaśmiał się jeden z nich, gdy jako pierwsza wyszłam zza zakrętu, ale uśmiechy znikły z ich twarzy gdy za mną pojawił się Malfoy.
„Jeszcze raz, a rodzona matka cię nie pozna” warknął, a ja spojrzałam na niego zszokowana „Do środka gówniarze, same problemy z wami!” wrzasnął i uderzył jednego z nich w tył głowy.
„Malfoy!” krzyknęłam oburzona.
„Jak raz cię obroniłem, a tobie i tak źle” odparł, zerkając na mnie kontem oka.
„Nie potrzebuje twojej pomocy” powiedziałam i usiadłam na jednym z foteli pod ścianą, po chwili obserwując kontem oka jak miejsce obok mnie zajmuje przemądrzały ślizgon.
„Granger czy jestem aż tak straszny?” spytał, nachylając się w moją stronę.
„Nie skomentuje tego. Wolę oszczędzać słowa. I nie wiem po co w ogóle reagowałeś. Sam od 7 lat nazywasz mnie szlamą, więc co za różnica”
„Jest pewna niepisana reguła Granger, którą ustanowiłem będąc już na pierwszym roku. Tylko  ja mam prawo nazywać cię szlamą, tylko ja mam prawo cię gnębić” odparł  obserwując trójkę chłopaków.
„Nie jestem twoja własnością Malfoy” warknęłam „Patrz co robisz!” wrzasnęłam, widząc jednego z chłopaków, który prawie stłukł jeden z przyrządów.
„Stul dziób głupia…”zaczął ale nie skończył spoglądając na twarz blondyna, który aż się zagotował ze złości. 
„Będę musiał zrobić porządek” warknął, a chłopak skurczył się z prawie metra osiemdziesiąt to metra pięćdziesiąt.  
„Odwal się, niech mówią co chcą. Sam to zacząłeś, wszystko twoja wina” odparłam i już nawet na niego nie spojrzałam przez kolejną godzinę.
„Koniec kary. Won” powiedział Malfoy spoglądając na zegarek.  Trójka ślizgonów uciekła równie szybko jak się pojawili.  
„Stój Granger” warknął Draco zatrzaskując drzwi zanim wyszłam.
„Odwal się”
„Nie możemy jak raz porozmawiać jak ludzie?”
„A ty co okres masz?” spytałam czując jak narasta we mnie złość „Dręczysz mnie przez siedem lat, pytasz o mojego zmarłego chłopaka, a teraz nagle chcesz rozmawiać. Uderzyłeś się za mocno w głowę?”
„Japierdole Granger!” wrzasnął.
„Od kiedy jestem Granger, a nie głupia, brudna szlama?”
Poczułam jak chłopak chwyta mnie za ramiona i przyszpila mnie do ściany.  Odwróciłam głowę, próbując się wyrwać, ale miał zbyt mocny uścisk żebym dała radę.
„Nie wyrywaj się skończona idiotko” warknął.
„Puść mnie” szepnęłam, czując jak oczy napełniają mi się łzami, mimo że próbowałam za wszelką cenę to powstrzymać.
„Nie widzisz, że chronię cię od siedmiu pieprzonych lat? Że nikt nigdy nie zrobił ci krzywdy?”
„Ty zrobiłeś” szepnęłam, czując ból wypełniający moje prawe ramie.
„Nikt inny nawet na ciebie nie spojrzał”
„I może mam Ci za to podziękować?” warknęłam.
„Granger, gdyby nie ja i mój zakaz, który sprawił, że byłaś praktycznie nietykalna, ta szkoła byłaby dla ciebie piekłem. Przyjaciółka świętego Potter’a, a do tego jeszcze pochodząca z mugolskiej rodziny”
„I czego oczekujesz? Mam ci całować stopy?”
„Nie oczekuje, że mi podziękujesz. Chce tylko żebyś zrozumiała dlaczego zachowuje się tak a nie inaczej. Nie nienawidzę cię, chce cię chronić”
„Uważaj bo uwierzę, że wielki Pan Malfoy chce chronić mnie, największą szlame tej szkoły” zaśmiałam się i zaczęłam się jeszcze mocniej szarpać.
„Hermiona przestań się szarpać” poprosił poluzowując uchwyt.
„Dlaczego w takim razie wiecznie mnie obrażasz, upokarzasz, wyśmiewasz przy wszystkich skoro tak bardzo chcesz mnie chronić?”
„Bo gdybym pokazał, że jestem miękki, to zjedliby mnie żywcem!” wrzasnął a ja zatrzęsłam się ze strachu.
„Wypuść mnie. Nie chce mieć z tobą nic wspólnego, ani z twoimi głupimi gierkami. Uwierzę w te głupie kłamstwa, a jutro znowu zmieszasz mnie z błotem. Nie znaczysz dla mnie więcej niż gówno w trawie i wice wersa. Więc daj sobie spokój” powiedziałam i odtrącając jego dłoń, wybiegłam z Sali, ruszając prosto do Wielkiej Sali gdzie właśnie zaczął się obiad. Usiadłam pomiędzy Ronem i Harrym, ale nadal w głowie miałam wszystkie słowa blondyna. Nienawidzimy się, od zawsze, ale jedna rzecz jest faktem, tylko on mi dokuczał. Inni ślizgoni nigdy mnie nie obrażali, nie wykonali nawet jednego kroku w moją stronę. 
„Nad czym myślisz Miona?” spytała Ginny nachylając się w moją stronę „Coś się stało?”
„Nie nic, tak rozmyślam, nie przejmuj się mną” odparłam, przełykając kolejną łyżkę kremu z dyni.
„Na pewno?” dopytywała moja przyjaciółka.
„Na sto procent Ginny” powiedziałam wymuszając uśmiech „ A teraz uciekam dokończyć referat na jutro na transmutacje. Jakbyście coś chcieli to będę u siebie”
Wstałam od stołu i odprowadzona wzrokiem przyjaciół wyszłam z Sali. Skierowałam swoje kroki prosto do wieży Gryffindoru i do swojego pokoju. Zatrzasnęłam głośno drzwi, rzucając torebkę na podłogę. Usiadłam opierając się o łóżko i zasłoniłam twarz dłońmi. Poczułam łzy zbierające się w moich oczach, które po chwili wypłynęły na policzki. Usłyszałam ciche pukanie do drzwi.
„Proszę!” zawołałam, wycierając twarz rękawem. Spodziewałam się, że wejdzie któreś z moich przyjaciół, ale otworzyły się drzwi ze strony pokoju ślizgonów.
„Wyjdź” poprosiłam wstając.
„Chce tylko porozmawiać” zapewnił, wyglądał na podłamanego.
„Ja nie chce. Proszę wyjdź” wyszeptałam kładąc dłoń na jego pierś i pchnęłam go w stronę drzwi.
„Hermiona daj mi wszystko wytłumaczyć, dlaczego taki byłem, dlaczego robiłem te wszystkie rzeczy” prosił, kładąc dłoń na moją.
„Nie chce, nie… nie mogę”
„Proszę. To zawsze byłaś ty, zawsze. Od pierwszego roku” powtarzał, a ja czułam jakby ktoś zacisnął mi węzeł w żołądku.
„Nie mogę. Wyjdź proszę. Nie chce słuchać tych kłamstw, nie chce znowu być tą głupią. Jednego dnia mówisz, że nic nie znaczę, że mnie nienawidzisz, a drugiego mówisz coś takiego. Ja nie….”powiedziała i wypchnęłam go z mojego pokoju, zatrzaskując drzwi.
Wybuchnęłam głośnym płaczem, czując jak brakuje mi powietrza.  Byłam przekonana, że każde jego słowo jest kłamstwem, że to jeden z jego kolejnych żartów, które mają mnie ośmieszyć jeszcze bardziej niż zazwyczaj. Tak bardzo chciałam mieć teraz obok Freda, do którego mogłam się wtulić, wypłakać.
„Miona słuchaj bo… o matko co się stało!?” krzyknęłam Ginny, upadając obok mnie na podłogę.
„Ja…. Przepraszam, ja nie wiem co się ze mną dzieje. Najpierw Fred, teraz Malfoy. Zgubiłam się Ginny” łkałam, opierając głowę o jej kolana.
„Co zrobił Malfoy, Miona?” spytała, gładząc mnie po włosach.
„Uważa, że te wszystkie przykre słowa, wszystko co robił, było tylko po to żeby mnie chronić. Że stworzył jakąś głupią zasadę, że tylko on może mnie dręczyć, dlatego reszta ślizgonów dała mi spokój. Ale ja mu nie ufam Ginny, to jego kolejna głupia sztuczka”
„Wiesz, że nie możesz mu ufać Miona, wiesz jak bardzo cię skrzywdził. Te siedem lat, które przez niego płakałaś”
„Sama już nie wiem w co wierzyć. Wszyscy wydają się inni, robią rzeczy ,których nigdy nie robili. Mówią rzeczy, które nigdy wcześniej nie padłyby z ich ust”
„Czujesz się zagubiona, po tym jak zabrakło Freda. Wiem, to normalne, ale musisz stanąć na nogi kochana, musisz zderzyć się z prawdą, bolesną prawdą, z którą my wszyscy musieliśmy sobie poradzić. A teraz wstań i chodźmy się przejść na błonia, pooddychasz świeżym powietrzem”
Ginny zarzuciła na mnie płaszczyk i obejmując mnie ramieniem wyszła do Pokoju Wspólnego. Harry i Ron gdy zobaczyli moje opuchnięte od płaczu oczy od razu ruszyli w naszą stronę, ale ruda machnęła na nich ręką. Szłyśmy dłuższy czas w ciszy. Wsadziłam dłonie do kieszeni, wyciągając z niej kawałek kartki. Zatrzymałam się, spoglądając na nią załzawionymi oczami.

Najdroższa
Oddałbym wszystkie galeony świata, żeby teraz być przy Tobie. Ale jestem pewny, że spotkamy się niebawem i już nigdy nie będę musiał puszczać twojej dłoni. Kocham cię Hermiona i nigdy nie przestanę.
Twój na zawsze
Fred

Przeczytałam ten liścik i uśmiechnęłam się.
„To od Freda. Wsadził to do płaszcza Rona, zanim ten wrócił do mnie i Harry’ego” odparłam, podając jej kawałek papieru. Ginny przeczytała liścik i uśmiechnęła się równie szeroko jak ja.
„Czyli jednak moi bracia umieją być romantyczni” zaśmiała się, a ja jej zawtórowałam.
„On jak chciał to potrafił” odparłam, ścierając łzę, która wypłynęła na mój policzek.
„Opowiesz mi o nim. O tym Fredzie, którego znałaś ty?” spytała siadając na ławce nad jeziorem.
Zajęłam miejsce obok niej i oczami wyobraźni zobaczyłam moment, w którym razem z Fredem siedzieliśmy na dokładnie tej ławce, snując głupie plany na przyszłość, jeszcze zanim rozpętała się wojna.
„Jak to wszystko się zaczęło?”
„Przyjechałam do was na wakacje, przed ślubem Billa i Fleur. Jednego wieczoru zostaliśmy w ogrodzie, ja i Fred, pomagaliśmy sprzątać po kolacji. Zaczęliśmy rozmawiać, rozśmieszył mnie. Nasze twarze znalazły się kilka centymetrów od siebie i wtedy on mnie pocałował” mówiłam uśmiechając się. Pamiętałam każdą sekundę, jakby to było wczoraj. 
„Byłam zszokowana. Nie wiedziałam co powiedzieć. Ale pocałowałam go, gdy on odsunął się ode mnie, czekając na moją reakcje. I tak jakoś się to potoczyło. Wysyłałam do niego wiadomości patronusem, przez całą naszą podróż w poszukiwaniu horkruksów”
„Więc dlatego zawsze był taki spokojny gdy o was mówiliśmy” wtrąciła Ginny.
„Rozmawialiśmy o wspólnej przyszłości, gdy to wszystko się skończy. O tym, że już zawsze będziemy razem. Opowiadał mi co dzieje się u was, jak sobie radzicie, czy wszyscy jesteście cali i zdrowi”
„Jednego dnia gdy Harry’ego i Rona nie było na Grimmauld Place, Fred teleportował się. Spędziliśmy ze sobą cudowne popołudnie, którego nigdy nie zapomnę. Zniknął zanim wrócili”
„Naprawdę się kochaliście. To było coś wyjątkowego” przyznała rudowłosa, obserwując jak moją twarz rozświetla uśmiech.
„Nigdy wcześniej się tak nie czułam i jestem pewna, że nigdy nie poczuje. Z Fredem wszystko było wyjątkowe, magiczne, a równocześnie zwyczajne” powiedziałam i zamilkłam. Westchnęłam głośno i spojrzałam na miejsce, gdzie postawiono tablice pamiątkową z imionami i nazwiskami ofiar bitwy, jak się okazuje nie wszystkich.
„A potem już wiesz co było. Fred zginął, walcząc o nasze lepsze jutro”
„Musisz zrozumieć i zapamiętać, że skoro Fred tak bardzo cię kochał, to na pewno nie chciał, żebyś tak długo cierpiała po jego stracie. Chciałby, żebyś podniosła się jeszcze silniejsza i pozwoliła znów wejść miłości w swoje życie” powiedziała Ginny ściskając moją dłoń w swoje zimne ręce.
Spojrzałam prosto w jej oczy, tak podobne do jego oczu. Wiedziałam, że chciała dobrze, że chciała żebym w końcu wyszła na prostą. Wstałam z ławki i podeszłam powoli do tablicy spoglądając na linijkę w której pojawił się on.

Fred Weasley 1 Kwietnia 1978 – 2  Maja 1998

„Tak źle, że odszedłeś tak wcześnie. Ale obiecuję, że już nie uronię łzy, że ruszę dalej. I wybacz mi jeśli obdarzę kogoś taką miłością, jaka była zarezerwowana dla Ciebie. Wiesz, że zawsze będziesz miał specjalne miejsce w moim sercu, ale nie mogę stać w miejscu. Mój płacz, krzyk i nieprzespane noce, nie przywrócą cię, nie cofną czasu” mówiłam, kładąc dłoń na miejsce w którym wyryto jego imię. Poczułam jak Ginny ściska moje ramie dodając mi otuchy.
„Fred byłby dumny widząc jak silna jesteś” wyszeptała, patrząc na daty przy imieniu brata „Wracajmy do zamku. Chłopcy na pewno się martwią”
Pokiwałam głowa zgadzając się z nią i odwracając się ruszyłyśmy do zamku. W tym momencie obiecałam sobie, że nie będę już opłakiwać Freda, że ruszę dalej. Nie zdążyłam nawet wejść dobrze do Pokoju Wspólnego, gdy znalazłam się w ramionach Harry’ego i Ron’a.
„Co się dzieje Mionka?” spytał Harry, przyglądając mi się.
„Przepraszam, że się martwiliście. Miałam chwilę słabości” odparłam „Przebiorę się i zaraz jestem”
Rzuciłam płaszcz na łóżko, jednym machnięciem różdżki zmieniłam mundurek szkolny na wygodnie spodnie dresowe i zbyt duża bluzę. Wróciłam do Pokoju Wspólnego i usiadłam w wygodnym fotelu przy kominku, żeby ogrzać dłonie. Związałam szybko włosy w wygodnego koka.
„Na pewno wszystko w porządku?” dopytywał Ron, zerkając na mnie.
„Tak Ron” uśmiechnęłam się.
Rudowłosy nachylił się w moja stronę i przykrył moje nogi ciepłym kocem. Podziękowałam mu uśmiechem, wpatrując się w tańczące płomyki w kominku.
„Masz ochotę na kolację, czy nie idziesz z nami?” spytał Harry podnosząc się z kanapy.
„Idźcie beze mnie. Nie jestem głodna” powiedziałam.
„Przyniosę Ci coś” obiecał Ron, całując mnie w głowę i wyszedł za czarnowłosym i siostrą.
Zwinęłam się na fotelu, próbując wyrzucić z głowy wszystko co mnie tak dręczyło przez cały dzień. Spodziewałam się, że powrót do zamku będzie bardzo ciężki, ale nie spodziewałam, że aż tak.  Zmaganie się ze stratą i to tak dużą, ale z drugiej Malfoy, którego chyba ktoś podmienił. Twierdząc, że jestem dla niego taka ważna, że zawsze chciał mnie chronić.
„Hermiona nie idziesz na kolacje?” usłyszałam głos Nevilla, który przysiadł się na kanapę obok.
„Nie jestem głodna” odparłam uśmiechając się do niego.
„Ty też źle czujesz się będąc tutaj z powrotem. Bardzo długo zastanawiałem się czy tutaj wracać. Po powrocie na wakacje do domu, nie mogłem spać przez tydzień. Cały czas przed oczami miałem wszystkie wydarzenia tamtej nocy. A teraz chodząc po tych korytarzach, widzę wszystko tak wyraźnie. Przeraża mnie to” przyznał, obejmując się ramionami.
„Rozumiem to Nevile, mam tak samo. Przytłacza mnie to” powiedziałam.
„Ale zastanawiam się czy po szkole  nie zostać tutaj, może pozwolą mi pomagać Profesor Sprout” dodał, spoglądając prosto w kominek.
„To świetny pomysł Nevile. Może kiedyś ją zastąpisz” zainteresowałam się, bo myślałam, że rozmowa z nim o przyszłości jakoś pomoże wyrzucić mi przeszłość z głowy
„A ty Hermiono gdzie widzisz siebie po szkole?” spytał, przyglądając się mi.
„Ministerstwo Magii. Chciałabym coś zmienić, pomagać ludziom. Nie mówię oczywiście o stanowisku ministra magii, bo to nie moja para butów, ale może Ministerstwo Współpracy Międzynarodowej” odpowiedziałam, uśmiechając się.
„A ja Ci powiem, że zawsze gdy myślałem o tym, że ktoś z nas zajmie miejsce ministra magii, to myślałem o tobie” przyznał, drapiąc się głowie.
„Uwierz mi, ja się do tego nie nadaję” zaśmiałam się.
„Myślę, że kiedyś zdziwisz sama siebie Miona”
„Hermiona jedzenie!” krzyknął Ron, wchodząc do Pokoju Wspólnego. Spojrzałam na niego uśmiechając się szeroko i wyciągnęłam ręce po talerz na którym niósł kanapki. Ron usiadł obok mojego fotela na ziemi, opierając się o jedną z moich nóg. Od razu za nim do pomieszczenia weszli Harry i Ginny, przekomarzając się.
„Smacznego” uśmiechnęła się Ginny, zajmując miejsce obok Nevila.
„Dziękuje” odparłam przeżuwając kanapkę.
„Co mamy jutro?” spytał Harry, próbując znaleźć swój plan zajęć w torbie.
„Rano mamy transmutacje, a popołudniu obronę z nowym profesorem” powiedziałam, a wszyscy spojrzeli na mnie.
„No oczywiście, Hermiona już zapamiętała nasz plan zajęć” westchnął Ron, a ja delikatnie szturchnęłam go w głowę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz