niedziela, 19 kwietnia 2020

Rozdział 3


Rano obudził mnie szum wody dobiegający z łazienki. Przetarłam oczy wierzchem dłoni i ziewnęłam.
„On sobie chyba jaja robi” warknęłam i zobaczyłam na zegarze 5 rano.
Chwyciłam za klamkę, otwierając na oścież drzwi.
„Co ty robisz?!” krzyknął zakrywając się ręcznikiem.
„Czy ty sobie żartujesz?! Prysznic o piątej rano?!” wrzeszczałam.
„Granger nie mogę spać po nocach, wybacz, że biorę prysznic kiedy ty jeszcze sobie spokojnie spisz, bo nie męczą Cię 24 godziny na dobę wyrzuty sumienia, przez wszystkie rzeczy jakie zrobiłaś w ciągu swojego życia” westchnął opierając dłoń o umywalkę.
Poczułam lekkie wyrzuty sumienia przez to co powiedział.
„Ja…” zaczęłam przerywając i chciałam wyjść chwytając za klamkę, ale poczułam jak łapie mnie za rękę.
„Zaczekaj. Przepraszam, że to powiedziałem. Nie pomyślałem” powiedział.
„Nie szkodzi. Wracaj do swoich zajęć, nie przeszkadzam” odparłam i wróciłam do swojego pokoju.
Położyłam głowę na poduszkę, jednak nie poczułam się ani odrobinę senna.  Nadal słyszałam jego słowa, o tym że nie śpi, o wyrzutach sumienia. Nie sądziłam, że taki ktoś jak on, może w ogóle je mieć. Nie zasnęłam przez kolejną godzinę, więc postanowiłam ubrać się i iść pobiegać dookoła jeziora.  Świeże powietrze pomogło mi się trochę zresetować, obudzić umysł. Gdy po godzinie wróciłam do pokoju, słońce już w pełni świeciło. Założyłam na siebie szatę szkolną i rozsiadłam się w pokoju wspólnym gotowa dokończyć esej.
„Hermiona?” usłyszałam cichy głos. Odwróciłam głowę i zobaczyłam zaspaną Ginny w piżamie.
„Jest jeszcze przed siódmą Gin. Czemu nie śpisz?”
„Miałam koszmar i nie mogłam już spać” westchnęła, wiciskając się obok mnie na fotel i przytuliła się do mnie.
„Co Ci się śniło?” spytałam przytulając ją.
„Co jakiś czas znowu śni mi się śmierć Freda. To jak wchodzę do Wielkiej Sali i widzę jego ciało leżące na noszach, na podłodze” mówiła, wzdychając ciężko.
„Może chciałabyś jakiś eliksir nasenny, który powstrzyma wszelkie sny?” zaproponowałam „Byłoby Ci łatwiej”
„Poradzę sobie”
„Ginny przyznanie, że sobie z czymś nie radzisz, nie oznacza, że jesteś słaba” westchnęłam.
Ruda przymknęła oczy i pokiwała głową.
„Porozmawiam dzisiaj z dyrektorką i postaram się coś załatwić” uśmiechnęłam się „A teraz idź się jeszcze na chwilkę położyć”
Ginny ziewnęła i powłócząc nogami ruszyła do swojego dormitorium. Przeciągnęłam się, spoglądając na niedokończone zadanie na Transmutacje. Wzdychając chwyciłam do ręki pióro i zaczęłam uzupełniać kolejne zdania.
„Hermiona!” wyrwał mnie z zamyślenia krzyk Rona, który zbiegł pod schodach. Wystraszona szturchnęłam kałamarz z atramentem, zalewając prace.
„Ron” westchnęłam płaczliwie i szybko wyciągnęłam różdżkę, żeby go wyczyścić.
„Przepraszam” uśmiechnął się kucając obok stolika i położył na niego głowę.
„Jak długo już tutaj siedzisz?” spytał Harry.
„Przyszłam tutaj jeszcze przed siódmą. Pojawiła się tutaj tez Ginny, bo miała koszmar, ale odesłałam ją do pokoju” gdy to powiedziałam, czarnowłosy skierował swoje kroki do dormitorium dziewczyn, wyciągając różdżkę, aby schody nie zamieniły się w zjeżdżalnie gdy tylko na nie stanie.
„Fred” westchnęłam gdy Ron popatrzył na mnie pytająco i gdy to usłyszał uśmiech zszedł z jego twarzy.
„Myślisz, że moglibyśmy porozmawiać z dyrektorką o tym jak jej pomóc?”
„Chce poprosić o eliksir nasenny” odparłam, pakując pergamin do torebki. 
Spojrzałam na schody gdy Harry obejmując Ginny, weszli do Pokoju Wspólnego.  Dziewczyna była blada, widziałam łzy na jej policzkach. Poczułam ukłucie złości, że zostawiłam ją samą, odesłałam do pokoju. Wstałam i przytuliłam ją mocno.
„Wszystko w porządku?” oczywiście zadałam najgłupsze pytanie.
„Ja…ehhh” westchnęła.
„Harry idź z Ronem do Wielkiej Sali na śniadanie, ja zbiorę Ginny do Skrzydła Szpitalnego”  powiedziałam.
Objęłam ruda ramieniem i ruszyłyśmy powoli. Schodziłyśmy powoli po schodach, ale podpieranie jej pozbawiało mnie już powoli sił. Przechodziłyśmy korytarzem gdy usłyszałam wołanie.
„Granger zaczekaj!”
„Czego chcesz Malfoy?” spytała zatrzymując się.
„Pomogę Ci” westchnął.
„Nie potrzebuje twojej pomocy”
„Widzę, że już nie dajesz rady”
„Hermiona pozwól mu” poprosiła słabym głosem Ginny. Wzdychając ciężko, pozwoliłam żeby blondyn podniósł rudą na ręce i ruszył do Skrzydła Szpitalnego.
„Co się stało!?” krzyknęła Pani Pomfley widząc nas.
„Miała ciężko noc. Męczą ją koszmary i nie śpi” powiedziałam, obserwując jak Malfoy kładzie Ginny delikatnie na łóżku.
„Zaraz podam jej coś na sen, prześpi się i będzie lepiej. Po tym jak się obudzi podam jej coś na wzmocnienie i powinna przyjść na popołudniowe zajęcia” powiedziała do mnie chwytając jedną z fiolek stojących na półce.
„Dziękuje bardzo. Przyjdę sprawdzić co z nią później”
„Uciekajcie na śniadanie i zajęcia. Zajmę się nią” uśmiechnęła się, wypychając nas z Sali.
Gdy zamknęły się za nami drzwi do Skrzydła Szpitalnego, Draco ruszył prosto na śniadanie, ale ja w przypływie emocji chwycił go za nadgarstek żeby powstrzymać go.
„Dziękuje” powiedziałam, gdy zatrzymał się i spojrzał na mnie pytająco.
„Za co?”
„Za to, że pomogłeś mi z Ginny. Nie dałabym rade doprowadzić jej tutaj samej” westchnęłam.
„Może w końcu zaczniesz się przekonywać, że nie jestem już tym złym” odparł i gdy wypuściłam jego rękę ruszył na śniadanie.
Weszłam do Wielkiej Sali i gdy zajęłam swoje miejsce, Harry i Ron od razu nachylili się w moją stronę.
„Czemu wchodziłaś tutaj z tą gnidą?” warknął Ron.
„Draco pomógł mi z Ginny. Nie miałam już siły, a on zaniósł ją do Skrzydła Szpitalnego” powiedziałam, nakładając sobie zapiekaną owsiankę na talerz.
„Co z nią?” spytał Harry, którego fakt mojego przyjścia tutaj z Draco nie obchodził.
„Pani Pomfley podała jej eliksir nasenny, Ginny wyśpi się bez niepotrzebnych koszmarów, później poda jej coś żeby stanęła na nogi i powinna dołączyć do nas na popołudniowe zajęcia” poinformowałam Harry’ego „Wiem, że się martwisz, ale nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Zapewnianie jej, że będzie dobrze, nic nie pomoże. Musze dzisiaj iść do dyrektorki, porozmawiać, co zrobić z Ginny. Może ona będzie miała jakiś pomysł”
„Myślisz, ze ona pomoże?”
„Tak Harry. Na pewno nie raz spotkała się z czymś takim. Bo nie sądzę, żeby podawanie jej co noc eliksiru nasennego pomogło. Bo nie może przyjmować go do końca życia” westchnęłam przecierając twarz dłońmi.
„Jakoś sobie z tym poradzimy” zapewnił mnie Ron kładąc mi dłoń na ramie. 
„Chodźmy po spóźnimy się na transmutacje” uśmiechnęłam się delikatnie i wstałam od stołu.
Gdy weszliśmy do Sali dyrektorka już tam siedziała.
„A gdzie Ginny?” spytała, przyglądając się nam.
„Ginny jest w skrzydle szpitalnym. Porozmawiam z Panią po zajęciach” powiedziałam, zajmując swoje miejsce.
Zajęcia minęły bardzo szybko. Każdy z nas ćwiczył w skupieniu zaklęcie, które wcześniej pokazała nam Pani profesor. Obserwowała kontem oka Harry’ego i Rona, którzy z krzywymi minami starali się i starali ale ich króliki nadal były królikami. Kiedy nareszcie rozbrzmiał tak długo wyczekiwany przez wszystkich dzwonek, obwieszczający koniec zajęć, wszyscy, wliczając Harry’ego i Rona wyszli, a ja zebrałam swoje rzeczy i podeszłam do biurka.
„Mogę coś dla ciebie zrobić Hermiono?” spytała dyrektorka.
„Chodzi o Ginny. Nie śpi, męczą ją koszmary. Dzisiaj odprowadziłam ją do skrzydła szpitalnego, bo już ledwo trzymała się na nogach. I tak naprawdę nie wiem jak jej pomóc” westchnęłam siadając na najbliższym krześle.
„Może zdobylibyśmy pozwolenie na podawanie jej eliksiru nasennego?” zaproponowała.
„Myślałam o tym, ale musiałaby go brać do końca życia. Dlatego przyszłam z tym do Pani. Bo chciałam wiedzieć, czy jest jakiś inny sposób” przyznałam.
„Możemy wymazać to z pamięci, ale wiem, że to nie wchodzi w grę. Pomyślę jak możemy to rozwiązać i skontaktuje się z Tobą. A na razie poproszę Pania Pomfley, żeby wyposażyła Ginny w eliksir nasenny”
„Dziękuję” uśmiechnęłam się i wyszłam z Sali, kierując się prosto do Skrzydła Szpitalnego.
Kiedy znalazłam się już praktycznie przy drzwiach, zauważyłam przy nich blondyna. 
„Malfoy?” spytałam, a on podskoczył wystraszony.
„Przyszedłem zobaczyć czy z rudą wszystko w porządku” powiedział, opierając się nonszalancko o ścianę.
„Od kiedy martwisz się o zwykłych, nic nie znaczących Gryffonów?”
„Ehhh Hermiona” westchnął, przecierając twarz dłońmi „Zrozum, że Draco, który chodził tymi korytarzami przez ostatnie siedem lat, to już nie ja. Wiem że trudno w to uwierzyć” odparł.
„Nie jest trudno w to uwierzyć Draco, uwierzenie w to równa się z cudem i ty dobrze o tym wiesz” warknęłam cofając się „Wszyscy powtarzają, to jego kolejny głupi żart, to kolejny zakład, kolejne kłamstwo” 
„Dlaczego nie ….” Zaczął ale mu przerwałam.
„Dlaczego?” odparłam śmiejąc się „Malfoy zadajesz głupie pytania. Popatrz na ostatnie siedem lat. To jest powód”
„Każdy zasługuje na drugą szanse prawda?” spytał, a ja widziałam iskierki gniewu w jego oczach.
„Każdy, ale nie ty” warknęłam i weszłam do Skrzydła Szpitalnego, gdzie Ginny właśnie się obudziła.
„Jak się czujesz?” uśmiechnęłam się do niej, siadając na brzegu łóżka.
„Wyspana. Pierwszy raz od dawna nie męczyły mnie koszmary” przyznała, przeciągając się.
Rozmowę przerwała na Pani Pomfrey, która pojawiła się żeby podać Ginny eliksir wzmacniający.
„W końcu Cię znalazłam Hermiono. Mogłabym Cię prosić do mojego biura?” usłyszałam głos dyrektorki, która wbiegła do pomieszczenia zdyszana.
„Coś się stało?” zdziwiłam się, ale wstałam i podeszłam do niej szybko.
„Muszę porozmawiać z Tobą i Draconem” odpowiedziała, podbierając się na moim ramieniu.
Wyszłyśmy obie na korytarz gdzie czekał na nas blondyn i całą trójką ruszyliśmy do gabinetu dyrektorki. Weszliśmy na górę po spiralnych schodach, depcząc kobiecie po piętach i rozsiedliśmy się w fotelach obserwując jak ona okrąża biurko, po drodze drapiąc delikatnie swoją czarną jak smoła sowę.
„A więc szukałam was, ponieważ wpadliśmy w Profesorem Dumbledorem na świetny pomysł” powiedziała, wskazując w stronę obrazu poprzedniego dyrektora, który uśmiechał się bardzo podejrzanie.
„Postanowiliśmy, że stworzymy pomiędzy waszymi pokojami wspólny salon, do którego będzie miała wstęp tylko wasza dwójka, w którym będziecie mogli odpocząć” mówiła, obserwując naszą reakcję, ale żadne z nas nie wypowiedziało ani jednego słowa.
„Jakieś komentarze?” spytała.
„Myślę, że to dobry pomysł. Przyda nam się chwila odpoczynku od zgiełku i nachalnych ludzi z naszych domów. Przynajmniej mi, nie wiem jak Granger” odparł Draco, rozsiadając się nonszalancko w fotelu.
„Mi nie przeszkadza rumor Pokoju Wspólnego Gryffindoru, ale to fakt, że czasem przydałoby się po prostu posiedzieć w ciszy, w miejscu do którego nikt nie wtargnie bez pukania” przyznałam, zaciskając dłonie na brzegu mojej spódnicy.
Miałam jakiś wewnętrzny wstręt i można to chyba nazwać również blokadą, przed przyznaniem racji Malfoy’owi. Nie sądziłam, że ten dzień kiedykolwiek nadjedzie, kiedy będziemy  w czymś zgodni praktycznie w stu procentach.  
„Tak więc na razie nie wracajcie do pokoi, wejdą tam pracownicy i dokonają potrzebnych zmian” poinformowała nas „A teraz możecie już uciekać. A jeśli chodzi o Ginny, panno Granger jeszcze myślę” uśmiechnęła się do mnie. Wstałam z fotela i ruszyłam do wyjścia zanim Malfoy zdążył w ogóle zareagować. Weszłam szybkim krokiem do Pokoju Wspólnego gdzie Ron i Harry debatowali nad zadaniem z transmutacji.
„Jak mam zmienić tego głupiego królika w debilne kapcie, przecież to nierealne!” wrzasnął Ron, tak nagle że siedzący niedaleko niego Neville zrzucił ze stołu doniczkę z nową roślinką, którą hodował.
„Ron to jest normalne zadanie. Skoro nie umiesz tego zrobić, to możesz zwyczajnie poprosić o pomoc” odparłam siadając naprzeciwko niego.
„I tak nie zostanę aurorem więc co za różnica” warknął rzucając różdżkę na stół.
„Nie przejmuj się stary. Jak zostanę szefem biura aurorów to cię zatrudnię. Trochę nepotyzm bo będę twoim szwagrem, ale nikt nie musi wiedzieć” powiedział Harry, po chwili wybuchając śmiechem na widok miny Rona.
„Dzięki stary, że tak bardzo we mnie wierzysz, ale przypominam, że sam musisz to zdać” warknął obrażony.
„Ja zamieniłem moje królika w kapcie”
„Może i tak, ale nie wiem kto chciałby samoskaczące kapcie” zaśmiałam się, przypominając sobie jak obuwie zeskakiwało ze stolika Harry’ego.
„Uważam, że każdy by takie chciał Hermiono” odparł urażony czarnowłosy.
Nagle od strony mojego pokoju było słychać duży i głośny trzask, który spowodował, że wszyscy, którzy przebywali w pokoju wspólnym podskoczyli.
„Co to?” spytał Ron patrząc na mnie.
„Dorabiają wspólny salon dla mnie Malfoya, pomiędzy pokojami. Dyrektorka stwierdziła, że nam się przyda, żebyśmy mogli odpocząć i odetchnąć od zgiełku szkoły” odparłam niewzruszona, mając tylko nadzieje, że wszystkie moje rzeczy będą nienaruszone po tym remoncie.
„Byłaś u Ginny?” spytał Harry.
„Tak. Gdy weszłam do skrzydła to właśnie się obudziła. Pani Pomfley poda jej jeszcze coś na wzmocnienie i myślę, że Ginny dołączy do nas na Obronę Przed Czarną Magią. A teraz myślę, że już czas na obiad” powiedziałam widząc jak na zegarze wybiła godzina 13.
Wstałam ze swojego miejsca i ruszyłam powoli w stronę obrazu. Gdy szłam już korytarzem dołączyli do mnie Ron i Harry. Całą trójką weszliśmy do wielkiej Sali, zajmując swoje miejsca.
„Jak ja tęskniłem za obiadami w Hogwarcie” westchnął Ron, sięgając po smażonego kurczaka. 
„Już nie narzekaj. Starałam się jak mogłam żebyśmy mieli co jeść” warknęłam, przypominając sobie ostatni rok, w trakcie którego dwoiłam się i troiłam, żebyśmy mieli co jeść.
„Wiemy Mionka i jesteśmy Ci za to bardzo wdzięczni. Tylko dzięki Tobie przeżyliśmy zeszły rok” przyznał Harry, kładąc dłoń na moje ramie. Uśmiechnęłam się do niego i sięgnęłam po miskę ze spaghetti, żeby przełożyć je na swój talerz.
Jedząc cały czas czułam na sobie czyjeś spojrzenie. Oderwałam się od jedzenia i zaczęłam rozglądać się po Sali. Przyjrzałam się wszystkim stołom, ale większość uczniów była skupiona na jedzeniu, bądź rozmowach. I wtedy skierowałam swój wzrok w stronę ślizgonów i napotkałam spojrzenie znienawidzonego przeze mnie blondyna. Jednak kłamałabym jeśli powiedziałabym, że moje serce nie zaczyna się roztapiać. Widzę w nim zranionego chłopca, którym może gdzieś tam głęboko jest. I może traktowałam go zbyt surowo, może naprawdę chciał odkupić wszelkie winy, może naprawdę się zmienił, ale mój umysł podpowiadał mi coś innego. I chociaż zazwyczaj nie kieruje się tym co on mówi, tylko tym co krzyczy serce, tym razem z niewyjaśnionych przyczyn, właśnie jego podpowiedzi posłuchałam. Nienawiść do blondyna była tak silna, że chyba nic nie było w stanie jej przebić. Nawet jeśli bardzo bym tego chciała.
„Hermiona nad czym tak rozmyślasz?” wyrwał mnie z zamyślenia głos Harry’ego.
„Przepraszam, nie ważne” odparłam uśmiechając się i wróciłam do jedzenia.
Czarnowłosy jeszcze przez chwilę mi się przyglądał, po czym wrócił do rozmowy z Ronem. Jednak wiem, że zauważył, że coś jest nie tak. Ron nie był spostrzegawczy, ale Harry potrafił czytać ze mnie jak z otwartej książki. I zapewne jeszcze mnie zapyta, co zajmuje moje myśli w ostatnich dniach. Gdy skończyłam jeść wstałam od stołu i ruszyłam do Sali, w której mieliśmy mieć kolejne zajęcia.
„Ginny!” zawołałam widząc przyjaciółkę, stojącą przed drzwiami „Jak się czujesz?”
„Już wszystko w porządku” zapewniła, przytulając mnie „Dziękuję Hermiona”
„To nie mi powinnaś podziękować, tylko Malfoy’owi, bo bez niego nie doprowadziłabym Cię do Skrzydła Szpitalnego”
„Dziękuję Draco” uśmiechnęła się Ginny, zerkając za mnie. Odwróciłam głowę i zobaczyłam blondyna, który nonszalancko opierał się o ścianę.
„Przyjemność po mojej stronie ruda” zaśmiał się, widząc wyraz mojej twarzy i wrócił do rozmowy z chłopakiem, który stał obok niego.
„Od kiedy jesteście dla siebie tacy mili?” spytałam.
„Przyszedł do mnie do Skrzydła Szpitalnego, porozmawialiśmy chwilę. Opowiedział mi o tym jak wyglądało jego życie, o tym do czego zmuszał go ojciec. Mówiąc szczerze popłakałam się. Nie sądziłam, że ktokolwiek byłby zdolny tak bardzo skrzywdzić własne dziecko” mówiła wchodząc za mną do Sali „On wcale nie jest taki zły. Wiem jak to brzmi. Nie patrz na mnie jakby ktoś zaczarował, bo tak nie jest”
„Wiesz jakie mam odczucia, jeśli chodzi o niego. Nie potrafię mu zaufać, nawet jeśli bym tego chciała. I jestem przekonana, że całkowicie to rozumiesz” odparłam, zajmując swoje miejsce.
„Wiem Hermiona. I wiem co mówiłam ostatnio, że nie powinnaś mu ufać, ale teraz myślę, że każdy zasługuje na drugą szansę” westchnęła Ginny, kładąc książkę na blacie z trzaskiem.
To wszystko wydawało mi się dziwne i abstrakcyjne. Nienawidziłam Malfoya, Ginny też nie pałała do niego miłością. Jesteśmy w Hogwarcie od zaledwie trzech dni, a wszystko odwróciło się już do góry nogami. Cała ta sytuacja jest dla mnie tak abstrakcyjna, że czuje się jakbym czytała książkę.  W trakcie naszej krótkiej wymiany zmian do Sali wszedł już nowy profesor Obrony. Wszystkie oczy nagle były utkwione w nim.
„Witam wszystkich zebranych. Miło mi wrócić w te progi, już nie jako uczeń ale nauczyciel” uśmiechnął się, a jego uśmiech był powalający.
Nasz nowy nauczyciel, był młodym, nieziemsko przystojnym facetem, który musiał skończyć Hogwart niedługo po tym jak my go zaczęliśmy, ale wydawał się dziwnie znajomy.
„Wierzę, że większość z was o ile nie wszyscy, tak naprawdę nie potrzebują tych zajęć. W końcu to co działo się w maju. Wszyscy broniliście się przed czarnymi mocami i wyszliście z tego cało. Oczywiście nie mówię, że Ci których nie ma dzisiaj z nami nie potrafili tego. Po prostu tak się stało. A dzisiaj zajmiemy się mała powtórką, chce zobaczyć na co was stać. Ja przeciwko wam, każdy osobno”
Wszystkie dziewczyny poderwały się z miejsc, żeby jak najszybciej znaleźć się naprzeciwko mężczyzny. Był niesamowicie dobrym czarodziejem, ale gdy nadeszła kolej Harry’ego, on nie miał szans.
„Brawo Harry” uśmiechnął się.
Gdy stanęłam naprzeciwko niego, uśmiech nie schodził z jego twarzy.
„Sławna Hermiona Granger” odparł, a za sobą usłyszałam prychnięcia kilku dziewczyn.
„We własnej osobie” zaśmiałam się, przypominając sobie stojącego przede mną mężczyznę.
„Minęło 3 lata prawda?” spytał, a wszyscy dookoła spojrzeli na mnie.
„Od tamtego… hmm no coś koło tego” przyznałam czując dziwne ciepło w brzuchu.
„Wypiękniałaś” zaśmiał się „Ale nie powinienem tego mówić jako twój profesor. A teraz zaatakuj”
Wywinęłam różdżkę, nim zdążył zareagować i po chwili mężczyzna wylądował na ziemi.  Wstał i zaatakował. Przez kolejne kilka minut wymienialiśmy zaklęcia, ale umieliśmy się zbyt dobrze chronić, żeby którekolwiek z nich nas dosięgnęło.
„Dobrze uznajmy remis” zaśmiał się „Dziękuje i następny”
Podeszłam pod ścianę i usiadłam obok Ginny, która patrzyła na mnie z szeroko otwartymi ustami.
„Co to było?” spytała szeptem uśmiechając się.
„Na piątym roku, mieliśmy taki krótki epizod. Pięć miesięcy, wiele się działo. Potem on skończył szkołę i kontakt się urwał” odparłam.
„Byłaś z nim?”
„Był pierwszym mężczyzną w moim życiu, który wszedł w nie z prawdziwego kopa” zaśmiałam się.
„Czy wy… czy on i ty… Hermiona?” Ginny zaczęła się jąkać a ja wybuchnęłam jeszcze większym śmiechem.
„Chodzi Ci o to czy się z nim przespałam?” spytałam „Tak. Był pierwszym, którego dopuściłam tak blisko”
„O matko Hermiona i co teraz?”
„Jak to co. Nic. To wszystko skończyło się 3 lata temu, to zamknięty rozdział. A po drugie on jest teraz profesorem” odparłam.
„Ale Miona, przecież to takie ciacho i uważa, że jesteś piękna” powiedziała dziubiąc mnie w bok. 
„Wiem mam oczy i uszy słońce, ale to nic nie zmienia. A poza tym nie jestem jeszcze gotowa na żadne flirty ani związki. Muszę się wyleczyć do końca, nie chce się w nic angażować dopóki nie będę w stu procentach pewna”
„No dobrze. Ale taki kąsek przeleci Ci obok nosa” 
„On zasługuje na znacznie więcej” przyznałam.
„Dobra wstawać tam spod tej ściany” powiedział w naszą stronę „Wszyscy jesteście świetni, ale niektórzy muszą bardziej w siebie uwierzyć. Neville jestem pewny, że masz w sobie niesamowitą moc, ale coś ją blokuje. Przyjdź do mnie po zajęciach to pogadamy” uśmiechnął się.
„A teraz zbierajcie się i miłej reszty dnia. Zadania domowego nie daje, bo i tak pewnie reszta profesorów zawaliła was nauką. Dzięki za dzisiaj i do zobaczenia” odparł i odwrócił się w stronę swojego biurka zbierając leżące na nim papiery.
Gdy wyszli wszyscy poza Nevillem, zatrzymałam się przy biurku. Jack podniósł wzrok na mnie uśmiechając się.
„Nie spodziewałem się Ciebie tutaj spotkać” odparł, siadając na brzeg blatu.
„Wróciłam dokończyć szkołę. A potem zobaczymy”
„Co się tak właściwie między nami stało?” spytał, zerkając kontem oka na Nevilla.
„Jack” westchnęłam „Skończyłeś szkołę, zacząłeś dorosłe życie, a ja zostałam tutaj, dalej się ucząc. To nie miało racji bytu” odparłam.
„Możemy to naprawić” uśmiechnął się.
„Nie wiem co słyszałeś Jack, ale w maju zginął mój narzeczony. Nie szukam obecnie żadnych związków, ani nie chce nic naprawiać” powiedziałam, zaciskając dłoń na uchwycie torebki.
„Wiem, słyszałem o tym co stało się z Fred’em. Byliśmy kumplami, dopóki nie skończyłem szkoły. Czasem podsyłał mi niektóre z psikusów. Szkoda go, mógł tak dużo z bratem osiągnąć” odparł, wkładając papiery do torby „I rozumiem o co chodzi. Ale jeśli kiedykolwiek będziesz gotowa, to wiesz gdzie mnie znaleźć” uśmiechnął się i ruszył w stronę Nevilla, który siedział na swojej ławce. Westchnęłam i wyszłam z Sali kierując się do pokoju wspólnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz