Rano obudził mnie szum wody dobiegający z łazienki.
Przetarłam oczy wierzchem dłoni i ziewnęłam.
„On sobie chyba jaja robi” warknęłam i zobaczyłam na zegarze
5 rano.
Chwyciłam za klamkę, otwierając na oścież drzwi.
„Co ty robisz?!” krzyknął zakrywając się ręcznikiem.
„Czy ty sobie żartujesz?! Prysznic o piątej rano?!”
wrzeszczałam.
„Granger nie mogę spać po nocach, wybacz, że biorę prysznic
kiedy ty jeszcze sobie spokojnie spisz, bo nie męczą Cię 24 godziny na dobę
wyrzuty sumienia, przez wszystkie rzeczy jakie zrobiłaś w ciągu swojego życia” westchnął
opierając dłoń o umywalkę.
Poczułam lekkie wyrzuty sumienia przez to co powiedział.
„Ja…” zaczęłam przerywając i chciałam wyjść chwytając za
klamkę, ale poczułam jak łapie mnie za rękę.
„Zaczekaj. Przepraszam, że to powiedziałem. Nie pomyślałem”
powiedział.
„Nie szkodzi. Wracaj do swoich zajęć, nie przeszkadzam”
odparłam i wróciłam do swojego pokoju.
Położyłam głowę na poduszkę, jednak nie poczułam się ani
odrobinę senna. Nadal słyszałam jego
słowa, o tym że nie śpi, o wyrzutach sumienia. Nie sądziłam, że taki ktoś jak
on, może w ogóle je mieć. Nie zasnęłam przez kolejną godzinę, więc postanowiłam
ubrać się i iść pobiegać dookoła jeziora.
Świeże powietrze pomogło mi się trochę zresetować, obudzić umysł. Gdy po
godzinie wróciłam do pokoju, słońce już w pełni świeciło. Założyłam na siebie
szatę szkolną i rozsiadłam się w pokoju wspólnym gotowa dokończyć esej.
„Hermiona?” usłyszałam cichy głos. Odwróciłam głowę i
zobaczyłam zaspaną Ginny w piżamie.
„Jest jeszcze przed siódmą Gin. Czemu nie śpisz?”
„Miałam koszmar i nie mogłam już spać” westchnęła,
wiciskając się obok mnie na fotel i przytuliła się do mnie.
„Co Ci się śniło?” spytałam przytulając ją.
„Co jakiś czas znowu śni mi się śmierć Freda. To jak wchodzę
do Wielkiej Sali i widzę jego ciało leżące na noszach, na podłodze” mówiła,
wzdychając ciężko.
„Może chciałabyś jakiś eliksir nasenny, który powstrzyma
wszelkie sny?” zaproponowałam „Byłoby Ci łatwiej”
„Poradzę sobie”
„Ginny przyznanie, że sobie z czymś nie radzisz, nie
oznacza, że jesteś słaba” westchnęłam.
Ruda przymknęła oczy i pokiwała głową.
„Porozmawiam dzisiaj z dyrektorką i postaram się coś załatwić”
uśmiechnęłam się „A teraz idź się jeszcze na chwilkę położyć”
Ginny ziewnęła i powłócząc nogami ruszyła do swojego
dormitorium. Przeciągnęłam się, spoglądając na niedokończone zadanie na
Transmutacje. Wzdychając chwyciłam do ręki pióro i zaczęłam uzupełniać kolejne
zdania.
„Hermiona!” wyrwał mnie z zamyślenia krzyk Rona, który
zbiegł pod schodach. Wystraszona szturchnęłam kałamarz z atramentem, zalewając
prace.
„Ron” westchnęłam płaczliwie i szybko wyciągnęłam różdżkę,
żeby go wyczyścić.
„Przepraszam” uśmiechnął się kucając obok stolika i położył
na niego głowę.
„Jak długo już tutaj siedzisz?” spytał Harry.
„Przyszłam tutaj jeszcze przed siódmą. Pojawiła się tutaj
tez Ginny, bo miała koszmar, ale odesłałam ją do pokoju” gdy to powiedziałam,
czarnowłosy skierował swoje kroki do dormitorium dziewczyn, wyciągając różdżkę,
aby schody nie zamieniły się w zjeżdżalnie gdy tylko na nie stanie.
„Fred” westchnęłam gdy Ron popatrzył na mnie pytająco i gdy
to usłyszał uśmiech zszedł z jego twarzy.
„Myślisz, że moglibyśmy porozmawiać z dyrektorką o tym jak
jej pomóc?”
„Chce poprosić o eliksir nasenny” odparłam, pakując pergamin
do torebki.
Spojrzałam na schody gdy Harry obejmując Ginny, weszli do
Pokoju Wspólnego. Dziewczyna była blada,
widziałam łzy na jej policzkach. Poczułam ukłucie złości, że zostawiłam ją
samą, odesłałam do pokoju. Wstałam i przytuliłam ją mocno.
„Wszystko w porządku?” oczywiście zadałam najgłupsze
pytanie.
„Ja…ehhh” westchnęła.
„Harry idź z Ronem do Wielkiej Sali na śniadanie, ja zbiorę
Ginny do Skrzydła Szpitalnego”
powiedziałam.
Objęłam ruda ramieniem i ruszyłyśmy powoli. Schodziłyśmy
powoli po schodach, ale podpieranie jej pozbawiało mnie już powoli sił.
Przechodziłyśmy korytarzem gdy usłyszałam wołanie.
„Granger zaczekaj!”
„Czego chcesz Malfoy?” spytała zatrzymując się.
„Pomogę Ci” westchnął.
„Nie potrzebuje twojej pomocy”
„Widzę, że już nie dajesz rady”
„Hermiona pozwól mu” poprosiła słabym głosem Ginny.
Wzdychając ciężko, pozwoliłam żeby blondyn podniósł rudą na ręce i ruszył do
Skrzydła Szpitalnego.
„Co się stało!?” krzyknęła Pani Pomfley widząc nas.
„Miała ciężko noc. Męczą ją koszmary i nie śpi” powiedziałam,
obserwując jak Malfoy kładzie Ginny delikatnie na łóżku.
„Zaraz podam jej coś na sen, prześpi się i będzie lepiej. Po
tym jak się obudzi podam jej coś na wzmocnienie i powinna przyjść na
popołudniowe zajęcia” powiedziała do mnie chwytając jedną z fiolek stojących na
półce.
„Dziękuje bardzo. Przyjdę sprawdzić co z nią później”
„Uciekajcie na śniadanie i zajęcia. Zajmę się nią”
uśmiechnęła się, wypychając nas z Sali.
Gdy zamknęły się za nami drzwi do Skrzydła Szpitalnego,
Draco ruszył prosto na śniadanie, ale ja w przypływie emocji chwycił go za
nadgarstek żeby powstrzymać go.
„Dziękuje” powiedziałam, gdy zatrzymał się i spojrzał na
mnie pytająco.
„Za co?”
„Za to, że pomogłeś mi z Ginny. Nie dałabym rade doprowadzić
jej tutaj samej” westchnęłam.
„Może w końcu zaczniesz się przekonywać, że nie jestem już tym
złym” odparł i gdy wypuściłam jego rękę ruszył na śniadanie.
Weszłam do Wielkiej Sali i gdy zajęłam swoje miejsce, Harry
i Ron od razu nachylili się w moją stronę.
„Czemu wchodziłaś tutaj z tą gnidą?” warknął Ron.
„Draco pomógł mi z Ginny. Nie miałam już siły, a on zaniósł
ją do Skrzydła Szpitalnego” powiedziałam, nakładając sobie zapiekaną owsiankę
na talerz.
„Co z nią?” spytał Harry, którego fakt mojego przyjścia
tutaj z Draco nie obchodził.
„Pani Pomfley podała jej eliksir nasenny, Ginny wyśpi się
bez niepotrzebnych koszmarów, później poda jej coś żeby stanęła na nogi i
powinna dołączyć do nas na popołudniowe zajęcia” poinformowałam Harry’ego
„Wiem, że się martwisz, ale nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Zapewnianie jej,
że będzie dobrze, nic nie pomoże. Musze dzisiaj iść do dyrektorki, porozmawiać,
co zrobić z Ginny. Może ona będzie miała jakiś pomysł”
„Myślisz, ze ona pomoże?”
„Tak Harry. Na pewno nie raz spotkała się z czymś takim. Bo
nie sądzę, żeby podawanie jej co noc eliksiru nasennego pomogło. Bo nie może
przyjmować go do końca życia” westchnęłam przecierając twarz dłońmi.
„Jakoś sobie z tym poradzimy” zapewnił mnie Ron kładąc mi
dłoń na ramie.
„Chodźmy po spóźnimy się na transmutacje” uśmiechnęłam się
delikatnie i wstałam od stołu.
Gdy weszliśmy do Sali dyrektorka już tam siedziała.
„A gdzie Ginny?” spytała, przyglądając się nam.
„Ginny jest w skrzydle szpitalnym. Porozmawiam z Panią po
zajęciach” powiedziałam, zajmując swoje miejsce.
Zajęcia minęły bardzo szybko. Każdy z nas ćwiczył w
skupieniu zaklęcie, które wcześniej pokazała nam Pani profesor. Obserwowała
kontem oka Harry’ego i Rona, którzy z krzywymi minami starali się i starali ale
ich króliki nadal były królikami. Kiedy nareszcie rozbrzmiał tak długo
wyczekiwany przez wszystkich dzwonek, obwieszczający koniec zajęć, wszyscy,
wliczając Harry’ego i Rona wyszli, a ja zebrałam swoje rzeczy i podeszłam do
biurka.
„Mogę coś dla ciebie zrobić Hermiono?” spytała dyrektorka.
„Chodzi o Ginny. Nie śpi, męczą ją koszmary. Dzisiaj
odprowadziłam ją do skrzydła szpitalnego, bo już ledwo trzymała się na nogach.
I tak naprawdę nie wiem jak jej pomóc” westchnęłam siadając na najbliższym
krześle.
„Może zdobylibyśmy pozwolenie na podawanie jej eliksiru
nasennego?” zaproponowała.
„Myślałam o tym, ale musiałaby go brać do końca życia.
Dlatego przyszłam z tym do Pani. Bo chciałam wiedzieć, czy jest jakiś inny
sposób” przyznałam.
„Możemy wymazać to z pamięci, ale wiem, że to nie wchodzi w
grę. Pomyślę jak możemy to rozwiązać i skontaktuje się z Tobą. A na razie
poproszę Pania Pomfley, żeby wyposażyła Ginny w eliksir nasenny”
„Dziękuję” uśmiechnęłam się i wyszłam z Sali, kierując się
prosto do Skrzydła Szpitalnego.
Kiedy znalazłam się już praktycznie przy drzwiach,
zauważyłam przy nich blondyna.
„Malfoy?” spytałam, a on podskoczył wystraszony.
„Przyszedłem zobaczyć czy z rudą wszystko w porządku”
powiedział, opierając się nonszalancko o ścianę.
„Od kiedy martwisz się o zwykłych, nic nie znaczących
Gryffonów?”
„Ehhh Hermiona” westchnął, przecierając twarz dłońmi
„Zrozum, że Draco, który chodził tymi korytarzami przez ostatnie siedem lat, to
już nie ja. Wiem że trudno w to uwierzyć” odparł.
„Nie jest trudno w to uwierzyć Draco, uwierzenie w to równa
się z cudem i ty dobrze o tym wiesz” warknęłam cofając się „Wszyscy powtarzają,
to jego kolejny głupi żart, to kolejny zakład, kolejne kłamstwo”
„Dlaczego nie ….” Zaczął ale mu przerwałam.
„Dlaczego?” odparłam śmiejąc się „Malfoy zadajesz głupie
pytania. Popatrz na ostatnie siedem lat. To jest powód”
„Każdy zasługuje na drugą szanse prawda?” spytał, a ja
widziałam iskierki gniewu w jego oczach.
„Każdy, ale nie ty” warknęłam i weszłam do Skrzydła
Szpitalnego, gdzie Ginny właśnie się obudziła.
„Jak się czujesz?” uśmiechnęłam się do niej, siadając na
brzegu łóżka.
„Wyspana. Pierwszy raz od dawna nie męczyły mnie koszmary”
przyznała, przeciągając się.
Rozmowę przerwała na Pani Pomfrey, która pojawiła się żeby
podać Ginny eliksir wzmacniający.
„W końcu Cię znalazłam Hermiono. Mogłabym Cię prosić do
mojego biura?” usłyszałam głos dyrektorki, która wbiegła do pomieszczenia
zdyszana.
„Coś się stało?” zdziwiłam się, ale wstałam i podeszłam do
niej szybko.
„Muszę porozmawiać z Tobą i Draconem” odpowiedziała,
podbierając się na moim ramieniu.
Wyszłyśmy obie na korytarz gdzie czekał na nas blondyn i
całą trójką ruszyliśmy do gabinetu dyrektorki. Weszliśmy na górę po spiralnych
schodach, depcząc kobiecie po piętach i rozsiedliśmy się w fotelach obserwując
jak ona okrąża biurko, po drodze drapiąc delikatnie swoją czarną jak smoła
sowę.
„A więc szukałam was, ponieważ wpadliśmy w Profesorem
Dumbledorem na świetny pomysł” powiedziała, wskazując w stronę obrazu
poprzedniego dyrektora, który uśmiechał się bardzo podejrzanie.
„Postanowiliśmy, że stworzymy pomiędzy waszymi pokojami
wspólny salon, do którego będzie miała wstęp tylko wasza dwójka, w którym
będziecie mogli odpocząć” mówiła, obserwując naszą reakcję, ale żadne z nas nie
wypowiedziało ani jednego słowa.
„Jakieś komentarze?” spytała.
„Myślę, że to dobry pomysł. Przyda nam się chwila odpoczynku
od zgiełku i nachalnych ludzi z naszych domów. Przynajmniej mi, nie wiem jak
Granger” odparł Draco, rozsiadając się nonszalancko w fotelu.
„Mi nie przeszkadza rumor Pokoju Wspólnego Gryffindoru, ale
to fakt, że czasem przydałoby się po prostu posiedzieć w ciszy, w miejscu do
którego nikt nie wtargnie bez pukania” przyznałam, zaciskając dłonie na brzegu
mojej spódnicy.
Miałam jakiś wewnętrzny wstręt i można to chyba nazwać
również blokadą, przed przyznaniem racji Malfoy’owi. Nie sądziłam, że ten dzień
kiedykolwiek nadjedzie, kiedy będziemy w
czymś zgodni praktycznie w stu procentach.
„Tak więc na razie nie wracajcie do pokoi, wejdą tam
pracownicy i dokonają potrzebnych zmian” poinformowała nas „A teraz możecie już
uciekać. A jeśli chodzi o Ginny, panno Granger jeszcze myślę” uśmiechnęła się
do mnie. Wstałam z fotela i ruszyłam do wyjścia zanim Malfoy zdążył w ogóle
zareagować. Weszłam szybkim krokiem do Pokoju Wspólnego gdzie Ron i Harry
debatowali nad zadaniem z transmutacji.
„Jak mam zmienić tego głupiego królika w debilne kapcie,
przecież to nierealne!” wrzasnął Ron, tak nagle że siedzący niedaleko niego
Neville zrzucił ze stołu doniczkę z nową roślinką, którą hodował.
„Ron to jest normalne zadanie. Skoro nie umiesz tego zrobić,
to możesz zwyczajnie poprosić o pomoc” odparłam siadając naprzeciwko niego.
„I tak nie zostanę aurorem więc co za różnica” warknął
rzucając różdżkę na stół.
„Nie przejmuj się stary. Jak zostanę szefem biura aurorów to
cię zatrudnię. Trochę nepotyzm bo będę twoim szwagrem, ale nikt nie musi wiedzieć”
powiedział Harry, po chwili wybuchając śmiechem na widok miny Rona.
„Dzięki stary, że tak bardzo we mnie wierzysz, ale
przypominam, że sam musisz to zdać” warknął obrażony.
„Ja zamieniłem moje królika w kapcie”
„Może i tak, ale nie wiem kto chciałby samoskaczące kapcie”
zaśmiałam się, przypominając sobie jak obuwie zeskakiwało ze stolika Harry’ego.
„Uważam, że każdy by takie chciał Hermiono” odparł urażony
czarnowłosy.
Nagle od strony mojego pokoju było słychać duży i głośny
trzask, który spowodował, że wszyscy, którzy przebywali w pokoju wspólnym
podskoczyli.
„Co to?” spytał Ron patrząc na mnie.
„Dorabiają wspólny salon dla mnie Malfoya, pomiędzy pokojami. Dyrektorka stwierdziła, że nam się przyda, żebyśmy mogli odpocząć i odetchnąć od zgiełku szkoły” odparłam niewzruszona, mając tylko nadzieje, że wszystkie moje rzeczy będą nienaruszone po tym remoncie.
„Dorabiają wspólny salon dla mnie Malfoya, pomiędzy pokojami. Dyrektorka stwierdziła, że nam się przyda, żebyśmy mogli odpocząć i odetchnąć od zgiełku szkoły” odparłam niewzruszona, mając tylko nadzieje, że wszystkie moje rzeczy będą nienaruszone po tym remoncie.
„Byłaś u Ginny?” spytał Harry.
„Tak. Gdy weszłam do skrzydła to właśnie się obudziła. Pani
Pomfley poda jej jeszcze coś na wzmocnienie i myślę, że Ginny dołączy do nas na
Obronę Przed Czarną Magią. A teraz myślę, że już czas na obiad” powiedziałam
widząc jak na zegarze wybiła godzina 13.
Wstałam ze swojego miejsca i ruszyłam powoli w stronę
obrazu. Gdy szłam już korytarzem dołączyli do mnie Ron i Harry. Całą trójką
weszliśmy do wielkiej Sali, zajmując swoje miejsca.
„Jak ja tęskniłem za obiadami w Hogwarcie” westchnął Ron,
sięgając po smażonego kurczaka.
„Już nie narzekaj. Starałam się jak mogłam żebyśmy mieli co
jeść” warknęłam, przypominając sobie ostatni rok, w trakcie którego dwoiłam się
i troiłam, żebyśmy mieli co jeść.
„Wiemy Mionka i jesteśmy Ci za to bardzo wdzięczni. Tylko
dzięki Tobie przeżyliśmy zeszły rok” przyznał Harry, kładąc dłoń na moje ramie.
Uśmiechnęłam się do niego i sięgnęłam po miskę ze spaghetti, żeby przełożyć je
na swój talerz.
Jedząc cały czas czułam na sobie czyjeś spojrzenie.
Oderwałam się od jedzenia i zaczęłam rozglądać się po Sali. Przyjrzałam się
wszystkim stołom, ale większość uczniów była skupiona na jedzeniu, bądź
rozmowach. I wtedy skierowałam swój wzrok w stronę ślizgonów i napotkałam
spojrzenie znienawidzonego przeze mnie blondyna. Jednak kłamałabym jeśli
powiedziałabym, że moje serce nie zaczyna się roztapiać. Widzę w nim zranionego
chłopca, którym może gdzieś tam głęboko jest. I może traktowałam go zbyt
surowo, może naprawdę chciał odkupić wszelkie winy, może naprawdę się zmienił,
ale mój umysł podpowiadał mi coś innego. I chociaż zazwyczaj nie kieruje się
tym co on mówi, tylko tym co krzyczy serce, tym razem z niewyjaśnionych
przyczyn, właśnie jego podpowiedzi posłuchałam. Nienawiść do blondyna była tak
silna, że chyba nic nie było w stanie jej przebić. Nawet jeśli bardzo bym tego
chciała.
„Hermiona nad czym tak rozmyślasz?” wyrwał mnie z zamyślenia
głos Harry’ego.
„Przepraszam, nie ważne” odparłam uśmiechając się i wróciłam
do jedzenia.
Czarnowłosy jeszcze przez chwilę mi się przyglądał, po czym
wrócił do rozmowy z Ronem. Jednak wiem, że zauważył, że coś jest nie tak. Ron
nie był spostrzegawczy, ale Harry potrafił czytać ze mnie jak z otwartej
książki. I zapewne jeszcze mnie zapyta, co zajmuje moje myśli w ostatnich
dniach. Gdy skończyłam jeść wstałam od stołu i ruszyłam do Sali, w której
mieliśmy mieć kolejne zajęcia.
„Ginny!” zawołałam widząc przyjaciółkę, stojącą przed
drzwiami „Jak się czujesz?”
„Już wszystko w porządku” zapewniła, przytulając mnie „Dziękuję
Hermiona”
„To nie mi powinnaś podziękować, tylko Malfoy’owi, bo bez
niego nie doprowadziłabym Cię do Skrzydła Szpitalnego”
„Dziękuję Draco” uśmiechnęła się Ginny, zerkając za mnie.
Odwróciłam głowę i zobaczyłam blondyna, który nonszalancko opierał się o
ścianę.
„Przyjemność po mojej stronie ruda” zaśmiał się, widząc
wyraz mojej twarzy i wrócił do rozmowy z chłopakiem, który stał obok niego.
„Od kiedy jesteście dla siebie tacy mili?” spytałam.
„Przyszedł do mnie do Skrzydła Szpitalnego, porozmawialiśmy
chwilę. Opowiedział mi o tym jak wyglądało jego życie, o tym do czego zmuszał
go ojciec. Mówiąc szczerze popłakałam się. Nie sądziłam, że ktokolwiek byłby
zdolny tak bardzo skrzywdzić własne dziecko” mówiła wchodząc za mną do Sali „On
wcale nie jest taki zły. Wiem jak to brzmi. Nie patrz na mnie jakby ktoś
zaczarował, bo tak nie jest”
„Wiesz jakie mam odczucia, jeśli chodzi o niego. Nie potrafię
mu zaufać, nawet jeśli bym tego chciała. I jestem przekonana, że całkowicie to
rozumiesz” odparłam, zajmując swoje miejsce.
„Wiem Hermiona. I wiem co mówiłam ostatnio, że nie powinnaś
mu ufać, ale teraz myślę, że każdy zasługuje na drugą szansę” westchnęła Ginny,
kładąc książkę na blacie z trzaskiem.
To wszystko wydawało mi się dziwne i abstrakcyjne.
Nienawidziłam Malfoya, Ginny też nie pałała do niego miłością. Jesteśmy w
Hogwarcie od zaledwie trzech dni, a wszystko odwróciło się już do góry nogami.
Cała ta sytuacja jest dla mnie tak abstrakcyjna, że czuje się jakbym czytała książkę.
W trakcie naszej krótkiej wymiany zmian
do Sali wszedł już nowy profesor Obrony. Wszystkie oczy nagle były utkwione w
nim.
„Witam wszystkich zebranych. Miło mi wrócić w te progi, już
nie jako uczeń ale nauczyciel” uśmiechnął się, a jego uśmiech był powalający.
Nasz nowy nauczyciel, był młodym, nieziemsko przystojnym
facetem, który musiał skończyć Hogwart niedługo po tym jak my go zaczęliśmy, ale wydawał się dziwnie znajomy.
„Wierzę, że większość z was o ile nie wszyscy, tak naprawdę nie
potrzebują tych zajęć. W końcu to co działo się w maju. Wszyscy broniliście się
przed czarnymi mocami i wyszliście z tego cało. Oczywiście nie mówię, że Ci
których nie ma dzisiaj z nami nie potrafili tego. Po prostu tak się stało. A
dzisiaj zajmiemy się mała powtórką, chce zobaczyć na co was stać. Ja przeciwko
wam, każdy osobno”
Wszystkie dziewczyny poderwały się z miejsc, żeby jak
najszybciej znaleźć się naprzeciwko mężczyzny. Był niesamowicie dobrym czarodziejem,
ale gdy nadeszła kolej Harry’ego, on nie miał szans.
„Brawo Harry” uśmiechnął się.
Gdy stanęłam naprzeciwko niego, uśmiech nie schodził z jego
twarzy.
„Sławna Hermiona Granger” odparł, a za sobą usłyszałam
prychnięcia kilku dziewczyn.
„We własnej osobie” zaśmiałam się, przypominając sobie
stojącego przede mną mężczyznę.
„Minęło 3 lata prawda?” spytał, a wszyscy dookoła spojrzeli
na mnie.
„Od tamtego… hmm no coś koło tego” przyznałam czując dziwne
ciepło w brzuchu.
„Wypiękniałaś” zaśmiał się „Ale nie powinienem tego mówić
jako twój profesor. A teraz zaatakuj”
Wywinęłam różdżkę, nim zdążył zareagować i po chwili
mężczyzna wylądował na ziemi. Wstał i
zaatakował. Przez kolejne kilka minut wymienialiśmy zaklęcia, ale umieliśmy się
zbyt dobrze chronić, żeby którekolwiek z nich nas dosięgnęło.
„Dobrze uznajmy remis” zaśmiał się „Dziękuje i następny”
Podeszłam pod ścianę i usiadłam obok Ginny, która patrzyła
na mnie z szeroko otwartymi ustami.
„Co to było?” spytała szeptem uśmiechając się.
„Na piątym roku, mieliśmy taki krótki epizod. Pięć miesięcy,
wiele się działo. Potem on skończył szkołę i kontakt się urwał” odparłam.
„Byłaś z nim?”
„Był pierwszym mężczyzną w moim życiu, który wszedł w nie z
prawdziwego kopa” zaśmiałam się.
„Czy wy… czy on i ty… Hermiona?” Ginny zaczęła się jąkać a
ja wybuchnęłam jeszcze większym śmiechem.
„Chodzi Ci o to czy się z nim przespałam?” spytałam „Tak. Był
pierwszym, którego dopuściłam tak blisko”
„O matko Hermiona i co teraz?”
„Jak to co. Nic. To wszystko skończyło się 3 lata temu, to
zamknięty rozdział. A po drugie on jest teraz profesorem” odparłam.
„Ale Miona, przecież to takie ciacho i uważa, że jesteś
piękna” powiedziała dziubiąc mnie w bok.
„Wiem mam oczy i uszy słońce, ale to nic nie zmienia. A poza
tym nie jestem jeszcze gotowa na żadne flirty ani związki. Muszę się wyleczyć
do końca, nie chce się w nic angażować dopóki nie będę w stu procentach pewna”
„No dobrze. Ale taki kąsek przeleci Ci obok nosa”
„On zasługuje na znacznie więcej” przyznałam.
„Dobra wstawać tam spod tej ściany” powiedział w naszą
stronę „Wszyscy jesteście świetni, ale niektórzy muszą bardziej w siebie
uwierzyć. Neville jestem pewny, że masz w sobie niesamowitą moc, ale coś ją
blokuje. Przyjdź do mnie po zajęciach to pogadamy” uśmiechnął się.
„A teraz zbierajcie się i miłej reszty dnia. Zadania
domowego nie daje, bo i tak pewnie reszta profesorów zawaliła was nauką. Dzięki
za dzisiaj i do zobaczenia” odparł i odwrócił się w stronę swojego biurka
zbierając leżące na nim papiery.
Gdy wyszli wszyscy poza Nevillem, zatrzymałam się przy
biurku. Jack podniósł wzrok na mnie uśmiechając się.
„Nie spodziewałem się Ciebie tutaj spotkać” odparł, siadając
na brzeg blatu.
„Wróciłam dokończyć szkołę. A potem zobaczymy”
„Co się tak właściwie między nami stało?” spytał, zerkając
kontem oka na Nevilla.
„Jack” westchnęłam „Skończyłeś szkołę, zacząłeś dorosłe
życie, a ja zostałam tutaj, dalej się ucząc. To nie miało racji bytu” odparłam.
„Możemy to naprawić” uśmiechnął się.
„Nie wiem co słyszałeś Jack, ale w maju zginął mój narzeczony.
Nie szukam obecnie żadnych związków, ani nie chce nic naprawiać” powiedziałam,
zaciskając dłoń na uchwycie torebki.
„Wiem, słyszałem o tym co stało się z Fred’em. Byliśmy
kumplami, dopóki nie skończyłem szkoły. Czasem podsyłał mi niektóre z psikusów.
Szkoda go, mógł tak dużo z bratem osiągnąć” odparł, wkładając papiery do torby „I
rozumiem o co chodzi. Ale jeśli kiedykolwiek będziesz gotowa, to wiesz gdzie
mnie znaleźć” uśmiechnął się i ruszył w stronę Nevilla, który siedział na
swojej ławce. Westchnęłam i wyszłam z Sali kierując się do pokoju wspólnego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz